Eksperci o hantawirusie. Czy Polacy mają się czego bać?

Już osiem przypadków zakażenia hantawirusem potwierdzono na statku MV Hondius. Na skutek choroby zmarły trzy osoby. Czy Polacy mają czego się bać i czy Polska jest gotowa na pojawienie się zakażonych osób?

Czy Polsce grozi epidemia hantawirusa? Eksperci wyjaśniająCzy Polsce grozi epidemia hantawirusa? Eksperci wyjaśniają
Źródło zdjęć: © Archiwum prywatne, GIS, Getty Images

Służby mają procedurę

Czy nasz system jest przygotowany na pojawienie się osoby zakażonej hantawirusem? Główny Inspektor Sanitarny dr Paweł Grzesiowski w rozmowie z WP abcZdrowie mówi o procedurach. 

– Gdybyśmy się dowiedzieli, że na przykład osoba z objawami choroby podróżowała samolotem, to wówczas obejmujemy nadzorem wszystkich pasażerów i załogę. Ten nadzór polega przede wszystkim na tym, że do tych osób trzeba dotrzeć z informacją, że mogły być narażone na kontakt z wirusem. Zalecamy wtedy samoobserwację, a w przypadku wystąpienia objawów niezwłoczny kontakt z lekarzem oraz zgłoszenie tego faktu do nadzoru sanitarnego, ponieważ może być to zachorowanie na hantawirusa – tłumaczy Główny Inspektor Sanitarny.

Małpia ospa atakuje w Europie. Dr Grzesiowski o tajemniczej chorobie odzwierzęcej


Minister Grzesiowski zaznacza, że sytuacja jest nietypowa dla naszej szerokości geograficznej. Pacjenci są prawdopodobnie zarażeni południowoamerykańskim podtypem wirusa, który ma zdolność przenoszenia się między ludźmi.

– Jest to sytuacja niebezpieczna, ponieważ osoby przebywające w bezpośredniej bliskości chorego mogą ulec zakażeniu. W takim przypadku musielibyśmy ogłosić alert epidemiologiczny – przebywanie w zamkniętym pomieszczeniu z osobą chorą stwarza realne ryzyko infekcji – wyjaśnia dr Grzesiowski.

Okres wylęgania wirusa wynosi przeciętnie od dwóch do sześciu tygodni i tyle samo musiałaby trwać kwarantanna. W praktyce oznacza to, że cała załoga oraz wszyscy pasażerowie zostaliby objęci nadzorem trwającym około półtora miesiąca. Konieczne byłoby też raportowanie każdej zmiany stanu zdrowia.

Polak na statku jest zdrowy

Odnosząc się do sytuacji na statku MV Hondius, dr Grzesiowski informuje, że na pokładzie jednostki najprawdopodobniej znajduje się jeden obywatel Polski, będący członkiem załogi. – Otrzymaliśmy informację, że jest on zdrowy i nie wystąpiły u niego żadne objawy. Niemniej jednak, aby wrócić do kraju, musiałby uzyskać zezwolenie na opuszczenie jednostki od działających tam służb, ponieważ statek stał się w tej chwili naturalnym izolatorium. Nikt nie może go opuścić bez badań oraz zgody aż do końca kwarantanny – zaznacza szef GIS.

Kilkanaście przypadków w Polsce

Same zakażenia hantawirusem nie są dla medycyny czymś nowym. Odkryte podczas wojny koreańskiej są dobrze znane nauce.

– Proszę sobie wyobrazić, że w Polsce odnotowujemy rocznie kilkanaście przypadków zakażenia naszymi lokalnymi hantawirusami, którymi zarażamy się od gryzoni – tłumaczy w rozmowie z WP abcZdrowie prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska, wirusolożka z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. – Prawdopodobnie jest ich więcej, ponieważ objawy często nie są nasilone. Nie każdy hantawirus wiąże się bowiem z opisywaną w mediach 50-procentową śmiertelnością.

Droga zakażenia 

– Człowiek zakaża się najczęściej drogą inhalacyjną, wdychając pył zawierający wyschnięte wydaliny gryzoni: szczurów, myszy czy nornic – wskazuje w rozmowie z WP abcZdrowie prof. Joanna Zajkowska z Kliniki Chorób Zakaźnych i Neuroinfekcji Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku – Dlatego bardziej niż kontaktu z osobą wracającą z egzotycznych wakacji, radziłabym pilnować zawartości domowej spiżarni. To właśnie tam powszechne w Polsce gryzonie mogą zostawić ślady swojej obecności, które są dla nas niebezpieczne.

W krajach, gdzie zakażenia występują częściej, np. w Korei Południowej, dostępne są już nawet dedykowane szczepionki.

– O zagrożeniach związanych z hantawirusami doskonale wiedzą pracownicy firm deratyzacyjnych, magazynów żywności oraz osoby pracujące w bezpośrednim kontakcie z gryzoniami – tłumaczy prof. Zajkowska. – Choć w Polsce wykrywa się rocznie od kilku do kilkunastu przypadków, to już w Skandynawii odnotowuje się ich kilkaset. Tam zachorowania są powiązane przede wszystkim z kontaktem z dziko żyjącymi gryzoniami i dotyczą m.in. pracowników lasów– zaznacza lekarka.

Przebieg choroby

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), która monitoruje na bieżąco sytuację na pokładzie statku MV Hondius, informuję, że zachorowania wystąpiły między 6 a 28 kwietnia 2026 r. U chorych pojawiła się gorączka i objawy żołądkowo-jelitowe, a po nich zapalenie płuc i zespół ostrej niewydolności oddechowej

Jak mogło dojść do zakażeń, które doprowadziły już do trzech zgonów?

– Znamy tylko jedną odmianę hantawirusa, która przenosi się między ludźmi. Jest to wirus Andes i to nim najprawdopodobniej zarazili się pasażerowie statku MV Hondius, ponieważ dowództwo jednostki wykluczyło obecność gryzoni na pokładzie – zaznacza prof. Szuster-Ciesielska. 

Właśnie ten szczep hantawirusów został potwierdzony przez Ministerstwo Zdrowia Republiki Południowej Afryki. Władze poinformowały, że szczep Andes został zidentyfikowany u dwóch osób, które ewakuowano ze MV Hondius do tego kraju. Resort podkreślił, że transmisja wirusa między ludźmi wciąż jest zjawiskiem rzadkim i, jak informuje WHO, dochodzi do niej wyłącznie w przypadku "bardzo bliskiego kontaktu".

Hantawirus mniej zakaźny niż covid

– Okres inkubacji hantawirusów, od momentu zakażenia do wystąpienia pierwszych objawów, trwa od tygodnia do nawet ośmiu tygodni. Najpewniej więc do infekcji doszło jeszcze na lądzie, a choroba rozwinęła się już w trakcie rejsu – tłumaczy prof. Szuster-Ciesielska.

Wirusolożka zwraca uwagę, że hantawirusy – choć groźne – są o wiele mniej zakaźne niż wirus grypy czy SARS-CoV-2. Ich transmisja wymaga bardzo bliskiego kontaktu. – Nawet na tak niewielkiej przestrzeni, w tak zamkniętej społeczności, jaką jest załoga statku, nie doszło do masowych zakażeń – wskazuje badaczka.

Jej słowa dobrze ilustruje sytuacja na statku Diamond Princess na początku pandemii COVID-19 w 2020 r. Przeprowadzone testy potwierdziły zakażenie u 619 pasażerów i członków załogi. Naukowcy ustalili wówczas, że specyficzne warunki panujące na statku ułatwiły rozprzestrzenianie się nowego koronawirusa. Dla porównania, na MV Hondius, który przewozi 147 osób (pasażerów i załogę), sytuacja wygląda inaczej – według stanu na 6 maja 2026 r. zidentyfikowano osiem przypadków.

Tylko objawowo

– Tak jak w przypadku wielu innych chorób wirusowych, nie posiadamy leku celowanego. Zakażenie hantawirusem możemy leczyć jedynie objawowo – wyjaśnia prof. Zajkowska. 

Prof. Szuster Ciesielska z kolei wskazuje, że szczególnie groźne są dwa gatunki hantawirusów: azjatycki Hantaan oraz amerykański Sin Nombre. Pierwszy z nich wywołuje gorączkę krwotoczną z zespołem nerkowym (HFRS). Z kolei Sin Nombre odpowiada za hantawirusowy zespół płucny (HPS), którego śmiertelność faktycznie sięga nawet 50 proc. Aby doszło do zakażenia tymi patogenami, niezbędny jest kontakt z odchodami, moczem lub śliną gryzoni.

Bez paniki

– Nie ma powodu do paniki. Polacy od lat podróżują do krajów, w których występują groźne odmiany hantawirusów i dotychczas nie mieliśmy zgłoszeń o takich zakażeniach u naszych turystów. Proszę nie odwoływać wakacji, a raczej zachować uważność – uspokaja prof. Szuster-CIesielska. – Dotyczy to zwłaszcza osób planujących noclegi pod namiotem lub w miejscach, gdzie mogą bytować szczury i myszy. W takich sytuacjach kluczowe jest zabezpieczenie żywności przed dostępem gryzoni, które mogłyby zostawić na niej swoje odchody czy ślinę. Podobne zasady higieny warto stosować też w domu, ponieważ nasze rodzime gryzonie również mogą przenosić lokalne odmiany hantawirusa – dodaje.

Dr. Grzesiowski tłumaczy z kolei, że zakażenia u kilku osób nie oznaczają stanu epidemii w całej Argentynie czy Ameryce Południowej. – Analizy Europejskiego Centrum Kontroli Chorób (ECDC) oraz WHO są zgodne: ryzyko dla zwykłych turystów pozostaje niskie. Podobna sytuacja miała miejsce prawie osiem lat temu na innym statku w tamtym regionie – doszło wtedy do blisko 30 zachorowań. Takie zdarzenia są sporadyczne i nie stanowią nowości dla służb medycznych – wyjaśnia. 

Obecnie nie ma wskazań do ograniczania planów podróży, o ile zachowuje się podstawowe zasady bezpieczeństwa. – Należy mieć świadomość, że zakażenie hantawirusem następuje drogą wziewną, a nie pokarmową. Największym zagrożeniem jest aerozol, kurz czy pył zawierający resztki odchodów gryzoni. Dlatego należy unikać miejsc, gdzie mogą znajdować się ich gniazda. Jeśli znajdziemy się w pomieszczeniu, w którym wyraźnie czuć woń odchodów, należy założyć maskę FFP2 i zadbać o higienę rąk – to najprostsze metody ochrony – podsumowuje dr Paweł Grzesiowski.

Źródła: WP abcZdrowie, BBC, WHO

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie