Kolejki do badań dramatycznie się wydłużają. Trwa protest w szpitalach
– Jak mamy wytłumaczyć pacjentowi, że na tomografię będzie czekał kilka lat? – pyta Marta Nowacka, prezes Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego. Ministerstwo Zdrowia odpowiada, że nie zamierza na razie zmieniać zasad wykonywania ponadlimitowych badań diagnostycznych.
20 kwietnia rozpoczął się protest w szpitalach powiatowych
"Szpitalne łóżko poczeka, choroba nie" – to hasło startującego dziś protestu organizowanego przez Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych (OZPSP). Pracownicy lecznic zapewniają, że protestują w obronie pacjentów i przeciwko obecnej polityce finansowania. A ta – ich zdaniem – realnie zagraża zdrowiu oraz życiu pacjentów. Główne zarzuty do Narodowego Funduszu Zdrowia i Ministerstwa Zdrowia dotyczą ograniczania środków na leczenie i diagnostykę, zaniżania wycen i braku rozliczeń za 2025 rok.
– Obarczanie nas złymi decyzjami zarządczymi, a nie kierowanie się decyzjami medycznymi to kpina. I to właśnie o te kwoty jest spór, czyli chodzi o brak zapłaty za leczonych pacjentów. Ministerstwo Zdrowia i Narodowy Fundusz Zdrowia mówią, że to jest ryzyko zarządcze, jeżeli chce się przyjmować pacjentów poza limity. Ale czy my tym ryzykiem powinniśmy kierować się w szpitalach, gdzie chodzi o ludzkie zdrowie i życie? – pyta Marta Nowacka, prezes Zarządu Szpitala Miejskiego w Siemianowicach Śląskich oraz prezes Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego.
Operacja krewnego senatora KO. "Nie chodzi tylko o jeden zabieg"
– Przyczyną naszego protestu jest stale pogarszająca się sytuacja szpitali powiatowych. A kroplą, która przelała czarę goryczy, jest wprowadzenie limitów na najważniejsze badania diagnostyczne. Pacjent będzie na nie czekał latami, a niestety choroba nie zaczeka – dodaje Krzysztof Żochowski, chirurg, wiceprezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych.
Wyjaśniając – za wszystkie nadwykonania, czyli wizyty w poradniach specjalistycznych zrealizowane ponad limit przewidziany w umowie między NFZ a podmiotem leczniczym, czyli np. szpitalem, ten pierwszy planuje płacić w 40 proc.
Podobne limity wprowadzono już w przypadku diagnostyki ambulatoryjnej (ASDK), czyli np. tomografii komputerowej, rezonansu magnetycznego, kolonoskopii czy gastroskopii. Po wyczerpaniu kontraktu NFZ płaci jedynie 50–60 proc. wartości badania.
MZ wyjaśnia, dlaczego wprowadzono limity
NFZ i MZ informują, że wprowadzone 1 kwietnia limity w badaniach nie dotyczą dzieci i młodzieży do 18. roku życia, pacjentów onkologicznych (karta DiLO) oraz programów profilaktyki raka jelita grubego.
"Celem wprowadzonych przez NFZ zmian nie jest limitowanie dostępu do badań, lecz wyeliminowanie nieprawidłowości, które generują nieuzasadnione koszty. Wynikają także z konieczności uporządkowania organizacji diagnostyki radiologicznej w Polsce. W obszarze diagnostyki obrazowej obserwujemy znaczący wzrost wycen badań przy jednoczesnym zwiększeniu liczby ich wykonywania" – informują w przesłanym do redakcji WP abcZdrowie piśmie przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia.
"Analizy i kontrole NFZ wskazują na utrwalone nieprawidłowości w sposobie kierowania na badania, m.in. zlecanie badań bez wystarczających wskazań medycznych czy nieuzasadnione rozbijanie diagnostyki na kilka odrębnych procedur zamiast wykonania jednego kompleksowego badania. Tego typu praktyki nie tylko nadmiernie obciążają system finansowo, ale ograniczają dostępność terminów dla pacjentów rzeczywiście wymagających pilnej diagnostyki, nie są też obojętne dla zdrowia pacjentów, którym takie badanie jest wykonywane" – czytamy dalej w piśmie od przedstawicieli MZ.
Dodają oni, że system diagnostyki obrazowej w Polsce osiągnął punkt, w którym dalszy wzrost liczby badań – bez równoległego wzmocnienia standardów jakościowych, organizacyjnych i cyfrowych – generuje ryzyko zarówno dla bezpieczeństwa pacjentów, jak i dla stabilności systemu.
Kolejki do kluczowych badań coraz dłuższe
– Niestety to, co płaci obecnie NFZ, nie pokrywa nawet kosztów tych badań, więc mówiąc wprost, szpital musi do nich dopłacać. A szpitali powiatowych na to nie stać. Są w najgorszej sytuacji, bo są najbliżej pacjenta i według prawa nie mogą odmówić mu leczenia. Są też dla chorych jednym z pierwszych miejsc, w których będą szukali pomocy. Niestety, później musimy czekać ileś miesięcy, a w ostatnim czasie prawie rok, na zapłatę za wykonane świadczenia. Skończy się tym, że tych świadczeń po prostu nie będziemy wykonywali w takiej liczbie, w jakiej będą one potrzebne, a najbardziej ucierpią na tym pacjenci – podkreśla Nowacka.
Jak to wygląda w praktyce? Lekarze alarmują, że po wprowadzeniu limitów największą bolączką dla pacjentów będzie fakt, że kolejki do kluczowych badań, takich jak tomografia komputerowa czy rezonans magnetyczny, dramatycznie się wydłużą.
Sprawdziliśmy, jak obecnie wygląda sytuacja.
- W Szpitalu w Dębnie im. Świętej Matki Teresy z Kalkuty na badanie tomografii komputerowej czeka się 201 dni.
- W Powiatowym Szpitalu w Aleksandrowie Kujawskim – 29 dni.
- W NZOZ Szpitalu Powiatowym w Dzierżoniowie – 226 dni.
- W Szpitalu Powiatowym w Brzezinach – 165 dni.
- W Szpitalu Powiatowym im. L. Rydygiera w Brzesku – 237 dni.
Te dane przestają być już jednak aktualne.
– Terminy będą się wydłużać nie o dni, a o lata. Szpitale powiatowe miały nie wykonywać specjalistycznych badań, tylko postawić na podstawową diagnostykę. A te limity spowodują, że nawet do niej nie będzie łatwego dostępu. Jak mamy wytłumaczyć pacjentowi, że na tomografię będzie czekał kilka lat? To już się niestety dzieje. Musimy dzwonić do zapisanych na badania pacjentów i przesuwać im terminy na kolejne lata – alarmuje Nowacka.
– Weźmy przykład szpitala w Garwolinie, gdzie oczekiwanie na kolonoskopię to były dwa miesiące, a teraz to będą nawet dwa lata. Dla wielu chorych w tym przedziale czasowym przebiega granica między życiem a śmiercią. Podobnie będzie wyglądała sytuacja w przypadku innych badań. To, co do tej pory liczyliśmy w miesiącach, będziemy liczyli w latach – podkreśla Żochowski.
Lekarze zaznaczają, że musimy się przygotować na powrót długich kolejek. A tu – znowu – głównym pokrzywdzonym będzie pacjent, bo dłuższe oczekiwanie na badanie to opóźniona diagnoza, gorsze rokowania i w niektórych przypadkach realne zagrożenie życia.
– Sprzęt, na którym możemy wykonywać te badania, jest. Natomiast jeżeli NFZ chce je teraz limitować, to te nowoczesne aparaty będą się pokrywały pajęczyną, a pacjenci będą umierali w kolejkach. Dlatego protestujemy – tłumaczy Żochowski.
To kolejny protest szpitali
Wiceprezes OZPSP podkreśla, że protest medyków nie wpłynie na funkcjonowanie pacjentów. – Zależy nam na nagłośnieniu tej dramatycznej sytuacji. W szpitalach pojawiły się plakaty informujące o akcji, będziemy o niej rozmawiać i mówić o zagrożeniach związanych np. z wprowadzeniem tych limitów – mówi Żochowski.
To kolejny taki protest szpitali, ale tym razem ogólnopolski. Wcześniej, 3 marca, szpitale i samorządy protestowały przed Ministerstwem Zdrowia.
– Dialog ze środowiskiem jest cały czas prowadzony. Wsłuchujemy się w stanowiska dyrektorów szpitali powiatowych. Jutro, podczas Zespołu Trójstronnego w Warszawie, mają się pojawić również przedstawiciele szpitali powiatowych. Liczymy w tym zakresie na konstruktywne spotkanie – odpowiadają przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia.
– Jeżeli władza nie pochyli się nad naszymi postulatami, to przygotujemy kolejne protesty i będziemy walczyć dalej o bezpieczeństwo naszych pacjentów – podkreśla Żochowski.
Anna Klimczyk, dziennikarka Wirtualnej Polski
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.