Korekta płci. Kiedy natura robi błędy

Statystyki mówią średnio o jednym przypadku na 30 tys. osób. Między nami żyją kobiety i mężczyźni, dla których bycie sobą nie zawsze było oczywiste. O trudnej drodze, etapach przemian i koszmarze zmian formalnych, opowiadają Magda urodzona w męskim ciele oraz Krzysiek, transmężczyzna.

Zobacz film: "Transseksualizm"

1. Magda, transkobieta

Magda zgadza się na rozmowę pod warunkiem, że zmienię jej imię i zataję miejsce, w którym pracuje. Nie dlatego, że ukrywa swoją przeszłość przed pracodawcą, ale dlatego, że pracuje z klientami i nie chce, żeby przychodzili ją oglądać, jak mówi "jak zwierzątko w zoo".

- Moje szefostwo, koleżanki i koledzy są cudowni, nigdy nie odczułam, że mają ze mną jakiś problem – twierdzi. Jej słowa może potwierdzać fakt, że zatrudniona była jeszcze jako Marcin. Zanim przeprowadziła zmiany prawne i formalne, zaczęła przyjmować hormony, które wpływały na jej aparycję.

- Pomyślałam wtedy, że teraz albo nigdy, powiem prawdę albo się zwolnię. Poszłam do szefa.

Korekta płci jest długotrwałym i kosztownym procesem
Korekta płci jest długotrwałym i kosztownym procesem (123rf.com)

Reakcja przeszła jej najśmielsze oczekiwania:

- Mamy tu dress code, więc w odpowiedzi na moje wyznania po prostu dostałam damskie ubrania firmowe. Nikt nie ma problemu z tym, że chodzę do damskiej szatni!

Magda zażywa hormony, będzie musiała po nie sięgać do końca życia.

- To mnie męczy – przyznaje. - Czuję się, jakbym była ciągle chora, bo wciąż muszę pamiętać o tabletkach, zastrzykach. Początki nie były łatwe. Miałam straszne wahania nastrojów. Z euforii popadałam w dołek, zaczynałam nagle płakać. Koleżanki śmiały się, że mają podobnie co miesiąc z powodu okresu.

Dzisiaj Magda wymienia, co zyskała dzięki tej terapii:

- Owłosienie twarzy mi się zmniejszyło, ale nie czarujmy się, na dobre pozbyłam się zarostu dzięki depilacji laserowej. Rysy twarzy się złagodziły, mam jakby więcej w sobie... takiej miękkości.

Magda jako jedną z najlepszych chwil wspomina sytuację, gdy na początku przemiany, jeszcze w dość krótkich, choć już ufarbowanych włosach, ze śladami zarostu, który przebijał spod makijażu, stała na przystanku.

- Podeszła jakaś staruszka, pytała o drogę. A ja tym moim niskim głosem, bo niestety nic z tym się nie da zrobić, odpowiedziałam tylko, że ma jechać dziewiątką. Ale ona, jak to starzy ludzie, miała potrzebę rozmowy. Stała tam ze mną ze 20 minut, aż przyjechał jej autobus. Opowiadała o sobie, o kocie i sąsiadach, i wiesz co? Cały czas używała wobec mnie rodzaju żeńskiego. Poczułam się cudownie!

Fizycznie Magda nie dokonywała korekty narządów płciowych:

- Boję się takiego zabiegu – przyznaje. - Boję się bólu, boję się skutków ubocznych, że nie będę dobrze trzymać moczu. Poza tym to są koszty. W Tajlandii te zabiegi są relatywnie tanie, ale sama podróż tam to też są pieniądze. Ale to, co robią, to jest mistrzostwo. Tam miała operację Anna Grodzka, dzięki niej w ogóle zauważono w Polsce problem transosób.

Magda nie ma problemu z ujawnianiem swojej przeszłości. Na jej Facebooku podane są dwa imiona - Magdalena i Marcin.

- Mam przecież znajomych sprzed tranzycji. Nie mogę się od nich odciąć, chociaż są różne reakcje. Gdy spotkałam kolegę ze szkoły, najpierw mnie nie poznał, a potem powiedział, że mi odbiło. Tylko bardziej dosadnie to ujął.

Magda wykonuje zawód stereotypowo męski, choć pracuje w nim coraz więcej kobiet. W dzieciństwie lubiła jednocześnie lalki i majsterkowanie. Jednak już jako nastolatka zaczęła czuć się nieswojo, gdy okres dojrzewania spowodował obniżenie głosu, owłosienie ciała i zarost na twarzy.

- Czułam się wtedy potworem, nie rozumiałam siebie - wspomina.

Niestety, rodzice nie akceptują wyboru Magdy.

- Oni wciąż uważają, że mają syna. Ostatnio widzieliśmy się w sądzie. Ta procedura jest niezbędna, żebym mogła zmienić dane, mieć nowy dowód.

Jest jeszcze jeden aspekt, o którym Magda mówi z trudem.

- Miałam żonę. Nadal interesuję się kobietami. Naprawdę byłam szczęśliwa w małżeństwie, mamy dziecko. Dziś ani żona, ani syn nie chcą mieć ze mną nic wspólnego. Najtrudniej jest mi w święta, tęsknię za nimi bardzo.

2. Krzysztof, transmężczyzna

Krzysiek mieszka w Warszawie. Pochodzi ze wschodu Polski, nie chce jednak doprecyzować skąd. Wyjaśnia, że to zbyt mała miejscowość i wszyscy się znają, a on już miał dość plotek i pomówień. W Warszawie zaczął nowe życie, zostawiając za sobą etap, w którym żył w ciele kobiety.

- Od najwcześniejszych lat bawiłem się samochodami, nie chciałem chodzić w sukienkach. No wiesz... po prostu chciałem być sobą.

Krzysztof przyznaje, że nic go tak nie irytuje, jak mówienie, że "zmienił płeć".

- To jest "korekta płci". Chciałem być sobą, jestem sobą. Dlaczego tak trudno to zaakceptować?

Właśnie te trudności ze strony nawet najbliższych sprawiły, że zdecydował się na wyjazd i zaczął wszystko od nowa.

- W szkole podstawowej czy potem w średniej, ciągle się ze mnie śmiali, wytykali palcami. Znalezienie pracy w Warszawie było idealną okazją, żeby zniknąć z ich świadomości. Tu narodził się Krzysztof. Wynajmowałem mieszkanie z innymi osobami trans, bo już miałem dość uchodzenia za dziwadło, podśmiewania, wytykania. Pracę znalazłem też dzięki jednemu ze współlokatorów w miejscu trans-przyjaznym. Dziś dzięki terapii hormonalnej wyglądam męsko, mam też usunięte piersi i wewnętrzne narządy płciowe. Jednak nie mam pieniędzy na tę chwilę, ani możliwości, żeby... Zrobić tę ostateczną, kluczową operację - zdradza Krzysztof.

W mediach społecznościowych ma tylko jedną, obecną tożsamość.

- Jak byłem mały, to na szczęście jeszcze nie było Facebooka. Założyłem go już jako Krzysztof.

Budowanie nowego życia po tranzycji nie jest łatwe
Budowanie nowego życia po tranzycji nie jest łatwe (istock.com)

Z rodziną kontaktu prawie nie utrzymuje:

- Babcia odkłada słuchawkę, gdy dzwonię. Ona mówi, że jej wnuczka umarła. Ojciec uważa, że jestem, jak mówi "lesbą". Nie mam siły im wyjaśniać, może kiedyś zrozumieją. Teraz przyjaciele są moją rodziną. Rodziców musiałem przecież pozwać, żeby w sensie prawnym zmienić dane. To, co przechodzi się w Polsce, to jest mentalnie i prawnie na każdej płaszczyźnie koszmar.

Krzysztof przyznaje, że ma to szczęście, że nawet nim zaczął jakiekolwiek kuracje hormonalne, miał męską aparycję.

- Kiedyś trafiłem do szpitala, a ponieważ w sensie prawnym byłem wówczas jeszcze kobietą, położono mnie na oddział kobiecy. Przyszedł lekarz na obchód i na mój widok był zaskoczony. "Co pan tu robi?" i złapał się za głowę. A dla mnie to był komplement!

Krzysiek jest dzisiaj w szczęśliwym związku.

- Basia wie wszystko. Jest moim wsparciem, moją opoką - zapewnia Krzysztof.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska S.A. z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
    Ważne tematy