Lekarze mówili jej, że to przez stres. Rak był już w IV stadium

17-letnia Sophie Cohn nagle przestała miesiączkować. Poszła do lekarza rodzinnego, jednak ten zbagatelizował objaw, przypisując go podstępny nowotwór.

Objawy młodej Brytyjki długo były ignorowaneObjawy młodej Brytyjki długo były ignorowane
Źródło zdjęć: © Materiały WP • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI
Mateusz Różański

Kiedy po sześciu miesiącach okres wciąż nie wracał, nastolatka ponowiła wizytę. Lekarz zaoferował dokładnie tę samą poradę: zalecił poczekać i sprawdzić, czy cykl sam nie powróci po wakacjach.

9 miesięcy bez miesiączki

Miesiączka nie wracała, a Sophie z tygodnia na tydzień stawała się coraz bardziej zmęczona i osłabiona. – Wróciłam do przychodni w czerwcu i powiedziałam, że coś nadal jest nie tak. Lekarz powtórzył to samo. Że zaraz będą wakacje, odpocznę od szkoły i zobaczę, czy miesiączka wróci – wspomina Sophie.


DLA CIEBIE
Są firmy, w których juniorzy nigdy nie awansują - Aleksandra Niewiadomska II Pierwsza Praca # 8 

Do września 2019 r. Sophie nie miała miesiączki od blisko dziewięciu miesięcy. Lekarz zapisał jej leki na wywołanie krwawienia. Gdy okres w końcu się pojawił, towarzyszył mu potworny, ostry ból brzucha.

– Pod koniec lata byłam wykończona i czułam, jakbym zupełnie straciła kondycję. Tłumaczyłam to sobie wyjazdami i częstymi wyjściami ze znajomymi. Dostałam tabletki, wzięłam je, okres wrócił, ale razem z nim pojawiły się najgorsze bóle brzucha, jakich kiedykolwiek doświadczyłam – opowiada 24-letnia dziś kobieta.

Gdy ból stawał się nie do zniesienia, rodzice Sophie skonsultowali się z sąsiadem, który był gastroenterologiem. Ten nakazał im natychmiast jechać na szpitalny oddział ratunkowy (SOR). Dopiero tam – niemal dziewięć miesięcy od pierwszych niepokojących sygnałów – lekarze rozpoczęli szczegółowe badania.

Pomyłka za pomyłką

Nawet w szpitalu droga do diagnozy nie była prosta. Zrobiono jej badania krwi oraz prześwietlenie klatki piersiowej. Wykazały one ciężką anemię i nieznacznie podwyższony poziom białych krwinek. Nastolatce powiedziano jednak, że to nic groźnego i odesłano ją do domu.

Tydzień później matka Sophie odebrała telefon ze szpitala – inny lekarz przejrzał ponownie rentgen i polecił natychmiast stawić się w placówce. Nastolatka została zabrana prosto z zajęć szkolnych.

Lekarze podejrzewali, że Sophie mogła zarazić się czymś podczas niedawnej wycieczki do Południowej Afryki. Pod uwagę brano trzy choroby: gruźlicę, sarkoidozę lub chłoniaka.

– Personel wchodził do mojej sali w maseczkach – a było to jeszcze przed pandemią COVID-19. Pytałam, co się dzieje, ale nikt nie chciał mi nic powiedzieć. Usłyszałam tylko, że mam "coś w klatce piersiowej" – wspomina Sophie.

Pierwsza próba biopsji nie powiodła się, ponieważ z powodu silnej anemii lekarze nie mogli bezpiecznie podać Sophie środków uspokajających. Skierowano ją do szpitala w Londynie, gdzie biopsję pobrano pod narkozą, nacinając ścianę klatki piersiowej.

Tydzień później nadeszły wyniki: chłoniak Hodgkina (ziarnica złośliwa).

Podstępny nowotwór układu limfatycznego

Chłoniak Hodgkina to złośliwy nowotwór układu limfatycznego, w którym dochodzi do nieprawidłowego rozrostu komórek chłonnych. Schorzenie to najczęściej dotyka ludzi młodych – szczyt zachorowań przypada m.in. między 20. a 30. rokiem życia. Choroba rozwija się bardzo podstępnie, dając nietypowe i niespecyficzne objawy, takie jak osłabienie, anemia, spadek masy ciała czy ból brzucha wynikający z ucisku powiększonych węzłów chłonnych na narządy wewnętrzne. Choć zmiana lokalizuje się najczęściej w klatce piersiowej lub węzłach szyjnych, to ze względu na mało charakterystyczny przebieg bywa na początku mylona z innymi chorobami. Odpowiednio wcześnie rozpoznana ziarnica złośliwa daje jednak bardzo dobre rokowania – przy zastosowaniu intensywnej chemioterapii i radioterapii szanse na całkowite wyleczenie sięgają nawet 90 procent.

Zaawansowane stadium i trudne leczenie

Początkowo lekarze szacowali, że w przypadku Sophie to II stadium, ale dalsze szczegółowe badania na oddziale onkologii młodzieżowej wykazały, że nowotwór zdążył się rozprzestrzenić i osiągnął już stadium IV.

Sophie przeszła sześć miesięcy wycieńczającej chemioterapii. Pięć dni w tygodniu dojeżdżała do Londynu, zmagając się z nudnościami, silnymi bólami brzucha, kłującym bólem nóg i skrajnym wyczerpaniem. Już po dziesięciu dniach zaczęły wypadać jej włosy. Ze względu na obniżoną odporność nie mogła uczestniczyć w życiu towarzyskim ani chodzić do szkoły na normalnych zasadach.

W czerwcu 2020 r. choroba weszła w stan remisji. Mimo ulgi Sophie do dziś zastanawia się, jak wyglądałoby jej leczenie, gdyby lekarze zareagowali wcześniej.

– Staram się o tym za dużo nie myśleć, ale pierwsze stadium to coś zupełnie innego niż czwarte. W momencie badania PET nowotwór był już w całym moim ciele – w tym w śledzionie. Radioterapia uszkodziła ten narząd na tyle, że muszę brać antybiotyki do końca życia. Czasami zastanawiam się, czy zamiast sześciu miesięcy ciężkiej chemii nie wystarczyłyby dwa – mówi.

Walka o świadomość

Doświadczenie to odbiło się również na jej zdrowiu psychicznym. W trakcie leczenia Sophie skupiała się wyłącznie na przetrwaniu, a emocje przyszły ze zwielokrotnioną siłą dopiero po latach, co wymagało długiej terapii.

Dziś Sophie apeluje o większą wrażliwość lekarzy na objawy zgłaszane przez młode dziewczęta:

– Symptomy mogą wydawać się niepozorne i łatwo je zbagatelizować. Bardzo łatwo zrzucić wszystko na wiek nastolatka i hormony. Ale kiedy lekarz słyszy o takich problemach, powinien potraktować je poważnie. Młodzi ludzie muszą być słuchani, zanim ich objawy zmienią się w coś znacznie groźniejszego.

Źródło: mirror.co.uk

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie