Kiedy po sześciu miesiącach okres wciąż nie wracał, nastolatka ponowiła wizytę. Lekarz zaoferował dokładnie tę samą poradę: zalecił poczekać i sprawdzić, czy cykl sam nie powróci po wakacjach.
9 miesięcy bez miesiączki
Miesiączka nie wracała, a Sophie z tygodnia na tydzień stawała się coraz bardziej zmęczona i osłabiona. – Wróciłam do przychodni w czerwcu i powiedziałam, że coś nadal jest nie tak. Lekarz powtórzył to samo. Że zaraz będą wakacje, odpocznę od szkoły i zobaczę, czy miesiączka wróci – wspomina Sophie.
Są firmy, w których juniorzy nigdy nie awansują - Aleksandra Niewiadomska II Pierwsza Praca # 8
Do września 2019 r. Sophie nie miała miesiączki od blisko dziewięciu miesięcy. Lekarz zapisał jej leki na wywołanie krwawienia. Gdy okres w końcu się pojawił, towarzyszył mu potworny, ostry ból brzucha.
– Pod koniec lata byłam wykończona i czułam, jakbym zupełnie straciła kondycję. Tłumaczyłam to sobie wyjazdami i częstymi wyjściami ze znajomymi. Dostałam tabletki, wzięłam je, okres wrócił, ale razem z nim pojawiły się najgorsze bóle brzucha, jakich kiedykolwiek doświadczyłam – opowiada 24-letnia dziś kobieta.
Gdy ból stawał się nie do zniesienia, rodzice Sophie skonsultowali się z sąsiadem, który był gastroenterologiem. Ten nakazał im natychmiast jechać na szpitalny oddział ratunkowy (SOR). Dopiero tam – niemal dziewięć miesięcy od pierwszych niepokojących sygnałów – lekarze rozpoczęli szczegółowe badania.
Pomyłka za pomyłką
Nawet w szpitalu droga do diagnozy nie była prosta. Zrobiono jej badania krwi oraz prześwietlenie klatki piersiowej. Wykazały one ciężką anemię i nieznacznie podwyższony poziom białych krwinek. Nastolatce powiedziano jednak, że to nic groźnego i odesłano ją do domu.
Tydzień później matka Sophie odebrała telefon ze szpitala – inny lekarz przejrzał ponownie rentgen i polecił natychmiast stawić się w placówce. Nastolatka została zabrana prosto z zajęć szkolnych.
Lekarze podejrzewali, że Sophie mogła zarazić się czymś podczas niedawnej wycieczki do Południowej Afryki. Pod uwagę brano trzy choroby: gruźlicę, sarkoidozę lub chłoniaka.
– Personel wchodził do mojej sali w maseczkach – a było to jeszcze przed pandemią COVID-19. Pytałam, co się dzieje, ale nikt nie chciał mi nic powiedzieć. Usłyszałam tylko, że mam "coś w klatce piersiowej" – wspomina Sophie.
Pierwsza próba biopsji nie powiodła się, ponieważ z powodu silnej anemii lekarze nie mogli bezpiecznie podać Sophie środków uspokajających. Skierowano ją do szpitala w Londynie, gdzie biopsję pobrano pod narkozą, nacinając ścianę klatki piersiowej.
Tydzień później nadeszły wyniki: chłoniak Hodgkina (ziarnica złośliwa).
Podstępny nowotwór układu limfatycznego
Chłoniak Hodgkina to złośliwy nowotwór układu limfatycznego, w którym dochodzi do nieprawidłowego rozrostu komórek chłonnych. Schorzenie to najczęściej dotyka ludzi młodych – szczyt zachorowań przypada m.in. między 20. a 30. rokiem życia. Choroba rozwija się bardzo podstępnie, dając nietypowe i niespecyficzne objawy, takie jak osłabienie, anemia, spadek masy ciała czy ból brzucha wynikający z ucisku powiększonych węzłów chłonnych na narządy wewnętrzne. Choć zmiana lokalizuje się najczęściej w klatce piersiowej lub węzłach szyjnych, to ze względu na mało charakterystyczny przebieg bywa na początku mylona z innymi chorobami. Odpowiednio wcześnie rozpoznana ziarnica złośliwa daje jednak bardzo dobre rokowania – przy zastosowaniu intensywnej chemioterapii i radioterapii szanse na całkowite wyleczenie sięgają nawet 90 procent.
Zaawansowane stadium i trudne leczenie
Początkowo lekarze szacowali, że w przypadku Sophie to II stadium, ale dalsze szczegółowe badania na oddziale onkologii młodzieżowej wykazały, że nowotwór zdążył się rozprzestrzenić i osiągnął już stadium IV.
Sophie przeszła sześć miesięcy wycieńczającej chemioterapii. Pięć dni w tygodniu dojeżdżała do Londynu, zmagając się z nudnościami, silnymi bólami brzucha, kłującym bólem nóg i skrajnym wyczerpaniem. Już po dziesięciu dniach zaczęły wypadać jej włosy. Ze względu na obniżoną odporność nie mogła uczestniczyć w życiu towarzyskim ani chodzić do szkoły na normalnych zasadach.
W czerwcu 2020 r. choroba weszła w stan remisji. Mimo ulgi Sophie do dziś zastanawia się, jak wyglądałoby jej leczenie, gdyby lekarze zareagowali wcześniej.
– Staram się o tym za dużo nie myśleć, ale pierwsze stadium to coś zupełnie innego niż czwarte. W momencie badania PET nowotwór był już w całym moim ciele – w tym w śledzionie. Radioterapia uszkodziła ten narząd na tyle, że muszę brać antybiotyki do końca życia. Czasami zastanawiam się, czy zamiast sześciu miesięcy ciężkiej chemii nie wystarczyłyby dwa – mówi.
Walka o świadomość
Doświadczenie to odbiło się również na jej zdrowiu psychicznym. W trakcie leczenia Sophie skupiała się wyłącznie na przetrwaniu, a emocje przyszły ze zwielokrotnioną siłą dopiero po latach, co wymagało długiej terapii.
Dziś Sophie apeluje o większą wrażliwość lekarzy na objawy zgłaszane przez młode dziewczęta:
– Symptomy mogą wydawać się niepozorne i łatwo je zbagatelizować. Bardzo łatwo zrzucić wszystko na wiek nastolatka i hormony. Ale kiedy lekarz słyszy o takich problemach, powinien potraktować je poważnie. Młodzi ludzie muszą być słuchani, zanim ich objawy zmienią się w coś znacznie groźniejszego.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.