"Młody Frankenstein", "Płonące siodła", "Robin Hood i faceci w rajtuzach" i "Kosmiczne jaja" – te filmy śmieszą kolejne pokolenia. Ich autor, który urodziny ma 28 czerwca, dołączył do grona stulatków. Sekret długowieczności Mela Brooksa tkwi w jego filozofii życia.
Trudne początki
Melvin Kaminsky – bo tak brzmi prawdziwe nazwisko Mela Brooksa – przyszedł na świat w skromnym mieszkaniu na nowojorskim Brooklynie, jednak jego rodzinna historia mocno wiąże się z Europą. Matka komika wyemigrowała do USA z Kijowa, natomiast jego ojciec, James Kaminsky, pochodził z Gdańska.
"Długowieczność zaczyna się od zdrowia". Julia Wranicz-Smagowska: Minimum to podstawowe badania wykonywane raz do roku
Choć Brooks wychowywał się już w realiach amerykańskich i nie opanował języka swoich przodków, nigdy nie odcinał się od polskich korzeni. Przeciwnie – wielokrotnie dawał im wyraz w swojej twórczości. Najlepszym tego dowodem jest film "Być albo nie być" z 1983 r. (remake klasyka Ernsta Lubitscha), którego akcja rozgrywa się w okupowanej Warszawie.
Reżyser wcześnie stracił ojca, który zmarł na gruźlicę, sam był chorowity i często padał ofiarą docinków rówieśników. To właśnie wtedy wykształcił w sobie humor jako nadzwyczaj skuteczny mechanizm obronny.
Początkowo Brooks pisał skecze anonimowo, często bez legalnego wynagrodzenia, jednak z czasem wywalczył należne mu miejsce na liście płac. Praca ta była niezwykle stresująca – po latach komik wyznał, że miewał wtedy nawet myśli samobójcze – a ukojenie przyniosły mu dopiero improwizowane występy.
Mistrz hollywoodzkiej satyry
Prawdziwym kamieniem milowym na drodze do kariery w Hollywood okazał się jego debiut reżyserski – "Producenci". Ta odważna satyra amerykański showbiznes przyniosła mu Oscara za scenariusz. Choć jego następny film "Dwanaście krzeseł" (na podstawie kultowej powieści Ilji Ilfa i Jewgienija Pietrowa pod tym samym tytułem) okazał się finansową klapą, kolejne produkcje, takie jak "Płonące siodła" czy "Młody Frankenstein", na stałe wpisały się do kanonu kina. Brooks stał się mistrzem filmowej parodii, biorąc na warsztat m.in. thrillery ("Lęk wysokości"), science fiction ("Kosmiczne jaja") czy horrory ("Dracula — wampiry bez zębów").
Oszukać anioła śmierci
W wieku 95 lat wydał poruszające pamiętniki, a reżyser Judd Apatow poświęcił mu film dokumentalny. Dziś, mając sto lat, Brooks wciąż pozostaje aktywny i pracuje obecnie nad dwoma dużymi projektami: sequelem "Kosmicznych jaj" oraz prequelem "Młodego Frankensteina".
W dorosłym życiu gwiazdor praktycznie nigdy poważnie nie chorował. Zapytany o swoją receptę na tak niezwykłą długowieczność i niesłabnący wigor, odpowiada z właściwym sobie dystansem, że po prostu stale zmienia miejsca pobytu, aby "ten koleś" (mając na myśli anioła śmierci) nigdy nie mógł go znaleźć.
Wcześniej mówił też, że tak naprawdę nie rozmyśla o śmierci. – Po sześćdziesiątce przestałem o tym myśleć, bo gdybym to robił, myślałbym o tym cały czas. Więc nie myślę o tym zbyt wiele. Kiedy i jeśli to się wydarzy, to będzie smutny dzień – dla wszystkich oprócz mnie – powiedział Brooks agencji Associated Press w 2021 r. – Czerpię radość z życia. Chciałbym to robić tak długo, jak tylko potrafię – powiedział ceniony reżyser.
Źródła: today.com, Medonet
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.