Najgorsza woda, takiej nie pij. "Obrzęk mózgu lub śmierć"
Temperatury rosną, a pogoda zachęca do wyjścia z domu i aktywnego spędzania czasu. To doskonały czas, by przypomnieć o nawadnianiu, ale rozsądnym. - Płyny ubogoelektrolitowe mogą doprowadzić do obrzęku mózgu lub śmierci - alarmuje urolog, dr Salwa.
Człowiek to nie wielbłąd. Co pić, by się nawodnić?
Dla wielu osób lato oznacza więcej ruchu, treningów i potu. Wtedy też zaczyna się coroczny wyścig na litry wypitej wody. Warto jednak mieć na uwadze, że nie chodzi o ilość, ale przede wszystkim o jakość. - Osoby aktywne fizycznie mają tendencję do picia dużej ilości wody. Podczas wysiłku, szczególnie latem, dużo się pocimy, a więc następuje utrata wody. Niezwykle ważne jest, czym te płyny uzupełniamy - wyjaśnia w rozmowie z WP abcZdrowie urolog dr n. med. Paweł Salwa.
Seniorzy są bardziej podatni na odwodnienie
- Jeżeli będzie to woda niskozmineralizowana, nawet zwykła kranówka, którą oczywiście można pić na co dzień czy używać do herbaty, popełnimy błąd. Gdy mówimy o dużym, powtarzającym się wysiłku, to ryzyko dla zdrowia może być naprawdę poważne. To nie jest woda, którą bierze się na maraton albo wielogodzinny trening, gdyż płyny ubogoelektrolitowe mogą doprowadzić do obrzęku mózgu lub śmierci, choć to ekstremalny przykład - dodaje ekspert.
Lekarz wyjaśnia, że picie dużych ilości wody bez uzupełniania elektrolitów prowadzi do rozcieńczenia krwi. W efekcie staje się ona zbyt "rzadka" w porównaniu do komórek organizmu i zaczyna przenikać tam, gdzie stężenie substancji jest większe, czyli między innymi do komórek mózgu. Problem w tym, że czaszka jest zamkniętą przestrzenią i nie ma miejsca na zwiększającą się objętość, co może prowadzić do wspomnianego już obrzęku mózgu.
- Najbardziej niebezpieczna sytuacja jest wtedy, kiedy ktoś nagle intensywnie bierze się za sport, bez przygotowania mentalnego, nie poczytawszy wcześniej o temacie - codziennie biega, jeździ na rowerze, mocno się poci, a jednocześnie uzupełnia płyny wyłącznie zwykłą wodą z bidonu. Jeśli przy takim wysiłku organizm stale traci elektrolity, a dostaje tylko wodę, można sobie naprawdę zaszkodzić - ostrzega urolog.
Nadmierne wlewanie w siebie dużych ilości wody, zwłaszcza niskozmineralizowanej może być zatem równie niebezpieczne, jak odwodnienie. Ile więc pić? - To oczywiście zależy od temperatury, aktywności i indywidualnych potrzeb organizmu, ale przyjmuje się, że około dwóch do dwóch i pół litra płynów dziennie to rozsądna ilość dla większości osób. Wlicza się w to nie tylko wodę, ale też kawę, herbatę czy nawet zupy. Sama woda powinna stanowić mniej więcej półtora litra dziennie - wylicza ekspert.
Uważaj na wody smakowe
Wiele osób wybiera wody smakowe, traktując je jako zdrowszą alternatywę dla kolorowych napojów gazowanych. Niestety to częsta pułapka marketingowa, ponieważ pod etykietą "wody" kryje się produkt przeładowany cukrem lub syropem glukozowo-fruktozowym.
- Wbrew pozorom, wiele z nich nie zawiera naturalnego soku owocowego, tylko cukier. Co gorsza, jest go tam bardzo dużo. Jedna półlitrowa butelka może zawierać aż 12 łyżeczek, a to, co bierzemy za smak jabłka lub truskawek, to głównie konserwanty i sztuczne wzmacniacze smaku - podkreślała dr Hanna Stolińska w rozmowie z WP abcZdrowie.
Jak zaznaczyła ekspertka, skutki takich wyborów mogą być długofalowe i niezwykle poważne: - Picie takiej wody to prosta droga do nadwagi, otyłości, cukrzycy typu 2, a także niektórych nowotworów - ostrzegała ekspertka.
Izotoniki nie zawsze bezpieczne
Aktywne fizycznie osoby często ratują się również izotonikami. To napój, którego stężenie elektrolitów i cukrów jest zbliżone do tego, jakie występuje w płynach ustrojowych człowieka. Dzięki temu organizm uzupełnia to, co traci podczas wysiłku - przede wszystkim wodę, sód, potas i energię. Ale czy są one zdrowe i bezpieczne?
- W przypadku napojów izotonicznych przede wszystkim trzeba patrzeć na skład. Jeżeli tam jest sam cukier, to nie jest to żaden izotonik. Warto też dodać, że nie każdy musi opierać nawodnienie wyłącznie na gotowych napojach, bo przy regularnym treningu może to być po prostu kosztowne. Skuteczny napój izotoniczny można przygotować też domowymi sposobami - z wody, odrobiny soli i miodu albo cukru - wskazuje dr Salwa.
Warto pamiętać, że problem zaburzeń elektrolitowych nie dotyczy wyłącznie sportowców i ekstremalnych przypadków. Może pojawić się także u mniej aktywnych osób, a szczególnie zagrożone są osoby starsze i najmłodsi.
- Osoby, które przez długi czas piją głównie wodę niskozmineralizowaną i jednocześnie nie dostarczają organizmowi odpowiedniej ilości minerałów z diety, mogą zmagać się z niedoborem sodu, potasu oraz magnezu. Najgroźniejsze są te na poziomie potasu, gdyż mogą mieć śmiertelne skutki - ostrzega urolog.
Wśród objawów lekarz wymienia bóle głowy, przewlekłe zmęczenie, osłabienie, drżenie mięśni czy skurcze. To symptomy, które wiele osób bagatelizuje, a nierzadko mają związek właśnie z nieprawidłową gospodarką elektrolitową. Trzeba też pamiętać, że problem działa w obie strony, zarówno niedobór, jak i nadmiar elektrolitów może być szkodliwy.
- Jeżeli ktoś codziennie suplementuje minerały na własną rękę, bardzo łatwo o przesadę. Organizm działa prawidłowo tylko wtedy, gdy utrzymana jest homeostaza, czyli odpowiednia równowaga. Elektrolitów nie może być ani za mało, ani za dużo. To szczególnie ważne latem, zwłaszcza u dzieci i osób starszych. U tych grup często zaburzone jest odczuwanie pragnienia. Starsze osoby mogą być już odwodnione, ale wcale nie odczuwać potrzeby picia. A kiedy dochodzą upały i utrata płynów przez pocenie, ryzyko gwałtownie rośnie - od osłabienia i zasłabnięć po udary, zawały czy nawet sytuacje zagrażające życiu - dodaje lekarz.
Jeszcze gorszym pomysłem na uzupełnienie elektrolitów i witamin, nawodnienie, a przy tym poprawę koncentracji jest sięganie po tzw. energetyki. Są źródłem cukru (lub słodzików w wersji 0), kofeiny, a także witamin z grupy B. Wydają się opcją równie bezpieczną, co filiżanka espresso. Nic bardziej mylnego.
- Od lat energetyki znajdują się pod lupą lekarzy, zwłaszcza pediatrów, kardiologów czy neurologów. Dlaczego? Ponieważ dochodziło do niewyjaśnionych incydentów sercowo-naczyniowych z zatrzymaniem krążenia i to nawet u zdrowych dzieci, bez stwierdzanych chorób serca. Okazywało się, że w wielu przypadkach jedynym wytłumaczeniem było spożywanie energetyków, często w niekontrolowanych ilościach - alarmowała w rozmowie z WP abcZdrowie kardiolog, dr n. med. Anna Słowikowska.
- Po pierwsze tauryna czy kofeina mogą prowokować do zaburzeń rytmu serca, czyli arytmii, a arytmia taka jak np. migotanie przedsionków zwiększa ryzyko udaru mózgu. Podczas migotania przedsionków dochodzi do zwolnienia przepływu krwi w uszku lewego przedsionka i tworzenia się skrzeplin - tłumaczyła ekspertka.
Kuszą latem, ale uwaga. Płynna trucizna
Latem wiele osób sięga również po słodzone i gazowane napoje z myślą, że w ten sposób się nawadnia. Tego typu produkty lepiej traktować jako dodatek czy deser, a nie źródło płynów w ciągu dnia. - Napoje z dużą ilością cukru działają trochę inaczej niż zwykła woda. Organizm częściowo traktuje je jak jedzenie, dlatego dłużej zalegają w żołądku i wolniej się wchłaniają - wyjaśnia lekarz.
Warto pamiętać, że nadmierna ilość cukru, pozbawiona przy tym błonnika, to dodatkowe obciążenie dla wątroby i trzustki. Jednak najgorszym wyborem wśród napojów jest alkohol. Działa moczopędnie, czyli zwiększa utratę wody i minerałów z organizmu, co prowadzi do odwodnienia. Do tego dochodzi utrata sodu, potasu i magnezu, co może nasilać osłabienie, bóle głowy, skurcze mięśni czy zaburzenia rytmu serca. - Alkohol nie ma absolutnie żadnych cennych minerałów, a wręcz je wypłukuje - podsumowuje dr Salwa.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.