MZ chce zmian w kształceniu położnych. "Likwidacja naszej odrębności"
Proponowane przez resort zdrowia zmiany w kształceniu położnych wywołały burzę w środowisku. Choć resort zapewnia, że nie chodzi o likwidację zawodu, położne uważają dokładnie odwrotnie. - To likwidacja naszej odrębności, marnowanie czasu i potencjału - twierdzi prof. Grażyna Iwanowicz-Palus, konsultant krajowa w dziedzinie pielęgniarstwa ginekologiczno-położniczego.
Likwidacja zawodu położnej?
Ministerstwo Zdrowia proponuje modyfikacje w kształceniu położnych, tłumacząc to m.in. zmianami demograficznymi, które zmieniają rynek (rodzi się coraz mniej dzieci, zamykają się porodówki). Zgodnie z projektem nowelizacji ustawy o zawodzie pielęgniarki i położnej, każdy, kto chce pracować w tym zawodzie, musiałby najpierw skończyć trzyletnie studia pierwszego stopnia na kierunku pielęgniarstwo. Potem przewidziane jest dodatkowe 18-miesięczne kształcenie z położnictwa.
Zobacz także: Wyznaczyli 700 porodów na rok. Wiele szpitali ma teraz problem. "Duże pole do domysłów"
Pomysł wywołał oburzenie w środowisku. - Zmiany, które proponuje Ministerstwo Zdrowia dotyczące kształcenia położnych to tak naprawdę likwidacja autonomii naszego zawodu, naszej odrębności jako położnych. Dlaczego ktoś, kto chce być położną i wybiera kierunek świadomie, ma najpierw studiować przez trzy lata pielęgniarstwo? To jest nie do zaakceptowania - mówi wprost w rozmowie z WP abcZdrowie prof. Grażyna Iwanowicz-Palus, konsultant krajowa w dziedzinie pielęgniarstwa ginekologiczno-położniczego.
- Mówimy o świadomym wyborze kierunku dlatego, że nie obserwujemy, by zmiana decyzji co do dalszego kształcenia, rezygnacja ze studiów, zapadała na dalszym etapie studiów, czyli np. drugim czy trzecim roku. Jeśli taka decyzja jest - to praktycznie zawsze dzieje się to już na początku, w ciągu pierwszych miesięcy. Wydłużenie ścieżki kształcenia o trzyletnie studia pielęgniarskie to marnowanie czasu i potencjału takich osób - zaznacza ekspertka.
Na wieść o pomyśle resortu zdrowia media społecznościowe zalewają komentarze ze środowiska nie tylko położnych, ale też organizacji pacjenckich.
"Jestem wściekła i głęboko rozczarowana. Rząd, który obiecywał kobietom prawa, bezpieczeństwo i godną opiekę, dziś uderza w położnictwo i de facto likwiduje zawód położnej. Ciąża i poród mają być prowadzone przez osoby po krótkim szkoleniu zamiast przez wysoko wykwalifikowane specjalistki. Kobiety zasługują na bezpieczeństwo, szacunek i najlepszą możliwą opiekę, a nie na oszczędzanie kosztem naszego zdrowia" - podkreśliła we wpisie opublikowanym na Facebooku Joanna Pietrusiewicz, prezes Fundacji Rodzić po Ludzku.
Fundacja wydała też oficjalne stanowisko w tej sprawie. "To nie jest techniczna zmiana w systemie edukacji. To decyzja polityczna, która uderza w prawa kobiet i ogranicza dostęp do wysoko wykwalifikowanych, samodzielnych specjalistek zdrowia reprodukcyjnego. Zamiast samodzielnych, wysoko wykwalifikowanych specjalistek, państwo chce stworzyć 'dodatkową specjalizację'" - czytamy w stanowisku.
- Bronimy naszego zawodu nie tylko jako położne, ale jako środowisko medyczne. O skali niezadowolenia świadczy także liczba uwag do projektu, których jest już ponad tysiąc (konsultacje rozpoczęły się 15 maja, a na zgłaszanie uwag jest 30 dni, czyli do 13 czerwca - red.) - zaznacza prof. Iwanowicz-Palus.
Potrzeba odrębnego kształcenia
W tym momencie, by kształcić się w zawodzie położnej, trzeba skończyć trzyletnie studia licencjackie. - Potem można oczywiście kontynuować edukację na studiach magisterskich, ale w ciągu trzech pierwszych lat mamy do dyspozycji 4600 godzin, w czasie których realizujemy standard zgodny z unijnymi wytycznymi. Student musi wykazać się przyjęciem co najmniej 40 porodów, a także sprawowaniem opieki nad minimum 100 kobietami w ciąży i połogu czy też noworodkami. Jak miałybyśmy to zrealizować w czasie zaledwie 18 miesięcy? - pyta prof. Iwanowicz-Palus.
Wyjaśnia, że to właśnie do 18 miesięcy, po trzyletnich studiach pielęgniarskich, miałoby teraz ograniczać się szkolenie położnych.
- Argumenty resortu zdrowia są całkowicie nietrafione. Owszem, mamy świadomość, w jakim kierunku idzie demografia, że rodzi się coraz mniej dzieci, ale położna nie zajmuje się przecież tylko ciężarnymi, mamy znacznie więcej kompetencji - zaznacza prof. Iwanowicz-Palus.
I dodaje, że położna jest potrzebna na każdym okresie życia kobiety.
- Przecież to także opieka nad kobietami w wieku okołomenopauzalnym, a takich, ze względu na starzejące się społeczeństwo, jest coraz więcej. Poza tym opieka przedkoncepcyjna oraz opieka nad kobietami w okresie dojrzewania, która nie jest w Polsce zaopiekowana - zaznacza.
"Już teraz z mapy Polski znikają kolejne porodówki, a dostęp do godnej opieki poza dużymi miastami staje się przywilejem. Jeśli te zmiany wejdą w życie, za kilka lat kobietom po prostu zabraknie opieki - średni wiek położnej w Polsce to ponad 50 lat, a młodzi ludzie stracą powód, by wybierać ten zawód" - zwraca też uwagę Fundacja Rodzić po Ludzku.
- Mamy lukę pokoleniową, bo już teraz 40 proc. położnych jest w wieku emerytalnym. Zamiast więc podjąć kroki, które zwiększyłyby tę liczbę, robimy wszystko, by jeszcze ją ograniczyć - podsumowuje prof. Iwanowicz-Palus.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.