Pączek to nie tylko kalorie. Naukowcy ostrzegają przed popularnymi przelicznikami
Popularne w okresie Tłustego Czwartku grafiki z hasłami w stylu "30 minut biegu za jednego pączka" mogą bardziej szkodzić niż pomagać, zwracają uwagę naukowcy ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Ich zdaniem takie przeliczniki upraszczają złożoną fizjologię organizmu i utrwalają przekonanie, że ruch jest karą za jedzenie.
Trening to tylko część całkowitego wydatku energetycznego
Eksperci przypominają, że planowana aktywność fizyczna - tzw. EAT (Exercise Activity Thermogenesis) - odpowiada zwykle jedynie za 5-10 proc. całkowitego dziennego wydatku energetycznego (TDEE). Największą jego część stanowi podstawowa przemiana materii, czyli energia potrzebna do podtrzymania podstawowych funkcji życiowych. Istotną rolę odgrywa także spontaniczna aktywność w ciągu dnia (NEAT), jak chodzenie, sprzątanie czy gestykulacja, a także efekt termiczny pożywienia.
Kiedy najlepiej zjeść pączka?
- Sprowadzanie bilansu energetycznego do prostego równania "zjadłem - odpracuję" pomija to, jak działa organizm - podkreślają badacze. Dodatkowo urządzenia typu smartwatch często zawyżają liczbę spalonych kalorii. Co więcej, po intensywnym wysiłku organizm może nieświadomie ograniczyć późniejszą spontaniczną aktywność, co zmniejsza realny deficyt energetyczny.
Średni pączek dostarcza od około 250 do nawet 400 kcal. Zawiera sporo cukrów prostych i tłuszczu, a niewiele błonnika. Taka kompozycja sprzyja szybkiemu wzrostowi poziomu glukozy i insuliny we krwi, co czasowo ogranicza spalanie tłuszczu. Zdaniem ekspertów ważniejsze niż "spalenie" kalorii jest to, jak organizm poradzi sobie z poposiłkowym wzrostem cukru. W tym kontekście korzystne może być krótkie, umiarkowane poruszenie się po jedzeniu.
Spacer zamiast "kary" treningowej
Naukowcy wskazują, że 15-30 minut energicznego spaceru rozpoczętego kilkanaście minut po zjedzeniu słodkiego produktu może pomóc w obniżeniu poposiłkowej glikemii. W dłuższej perspektywie pomocny jest także trening oporowy, który poprawia wrażliwość tkanek na insulinę, oraz zwiększanie codziennej aktywności typu NEAT.
Zamiast planować intensywne cardio w ramach "pokuty", lepiej zadbać o regularny ruch i ogólny bilans tygodnia. Specjaliści przypominają, że przyrost tkanki tłuszczowej wynika z przewlekłej nadwyżki energetycznej, a nie z pojedynczego dnia odstępstw. Nawet dodatkowe 1000 kcal spożyte jednorazowo w umiarkowany sposób wpływa na średnią tygodniową, jeśli nie staje się stałym nawykiem.
Nagły wzrost masy ciała po słodkim dniu często wynika z zatrzymania wody, związanego z odbudową zapasów glikogenu, i zwykle ustępuje w ciągu kilku dni. Zamiast restrykcyjnych "detoksów" eksperci zalecają powrót do codziennej rutyny: odpowiednie nawodnienie, posiłki bogate w białko i błonnik oraz umiarkowaną aktywność fizyczną. "Organizm jest systemem adaptacyjnym, a nie kalkulatorem kalorii. Długofalowe nawyki mają większe znaczenie niż jeden dzień kulinarnych odstępstw" - podsumowali naukowcy Śląskiego Uniwersytetu Medycznego.
Źródło: PAP
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.