Podają dzieciom leki odchudzające. Smutne, co lekarze słyszą od rodziców
Leki takie jak Ozempic, Wegovy czy Mounjaro coraz częściej pojawiają się nie tylko w rozmowach dorosłych, ale też nastolatków. W reportażu opublikowanym w "Newsweeku" Dawid Karpiuk opisuje, jak moda na szczupłość, presja rówieśnicza i dostępność nowoczesnych terapii odchudzających wpływają na dzieci oraz ich rodziców.
W tym artykule:
Nastolatka schudła siedem kilogramów. Potem pojawił się lęk
Jedną z bohaterek tekstu Dawida Karpiuka jest Kaśka, mama nastolatki, której lekarz przepisał terapię Wegovy. Jej córka schudła siedem kilogramów, ale po odstawieniu leku pojawił się silny lęk przed ponownym przytyciem. Kobieta opowiadała, że córka płakała, gdy usłyszała o zakończeniu terapii, a kilka tygodni później matka zobaczyła, że dziewczynka prowokuje wymioty.
- W końcu mówię jej: dość, odstawiamy lek, już się nauczyłaś inaczej jeść, to teraz własnymi siłami. A ona w płacz. Że dlaczego chcę jej to zrobić. Parę tygodni później pierwszy raz zobaczyłam, jak zmusza się do wymiotów - opowiada Kaśka w reportażu.
O presji rówieśniczej mówi z kolei Klaudia, mama dwojga dzieci. Z jej relacji wynika, że Ozempic stał się wśród uczniów zwyczajnym tematem rozmów. Nastolatki mają mówić, że jeśli przytyją, "załatwią sobie" lek. Klaudia zwracała uwagę, że wokół tego buduje się wręcz rywalizacja: jedne dzieci chwalą się, że rodzice pozwolą im na zastrzyki, inne czują się gorsze, bo nie mają takiej możliwości.
Ekspertka ostrzega przed powrotem kultu chudości
Psycholożka i psychoterapeutka Katarzyna Kucewicz w rozmowie z "Newsweekiem" ostrzega, że moda na bardzo szczupłe sylwetki może być dla dzieci szczególnie niebezpieczna. - Wraca anoreksja, świat znów zachwyca się chorobliwie szczupłymi sylwetkami. Wszyscy chcą się upodabniać do gwiazd, a gwiazdy są coraz szczuplejsze, często z ogromną niedowagą. Powrót takiego ideału sylwetki jest przykry, niebezpieczny - mówi ekspertka. Podkreśla też, że rodzice, często z troski, mogą wzmacniać u dzieci negatywne przekonania na swój temat. - Matki mówią córkom: "Nie jedz tyle, bo utyjesz i będziesz gruba, nieładna. Będziesz miała gorzej w życiu".
- Rozmawiałam ostatnio ze znajomym lekarzem. Opowiedział mi taką historię: przychodzi pacjentka i mówi: "Córce się zbliża komunia, może by jej dać ze dwa razy zastrzyk, żeby się dopięła w sukience?". Lekarz to potraktował jak żart, ale czy to był żart?
Farmakoterapia nie zawsze jest potrzebna
Analogi GLP-1 mogą być ważnym narzędziem w leczeniu otyłości, ale nie powinny być traktowane jak szybki sposób na poprawę wyglądu. - Te leki pozwalają dać pacjentowi koło zamachowe do wprowadzania zmian, ponieważ czasowo — dopóki są stosowane — dają szybsze poczucie sytości i zmniejszają odczuwanie głodu - komentuje na łamach "Newsweeka" prof. Michał Brzeziński z Kliniki Gastroenterologii Dziecięcej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.
- Leki nie są problemem. Robią to, po co zostały stworzone: pomagają zredukować wagę. Problemem jest kompletnie szalona kultura, w której żyjemy - podsumowuje jedna z bohaterek reportażu, mama nastolatki.
Źródło: newsweek.pl
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.