Ustalono przyczynę śmierci Jana Frycza. Prosto ze sceny jeździł na leczenie

Dziennik "Super Express" ustalił, że przyczyną śmierci Jana Frycza była choroba nowotworowa, z którą zmagał się od dłuższego czasu. Przez cały ten czas choroba była ukrywana przed opinią publiczną.

Nie żyje Jan FryczNie żyje Jan Frycz
Źródło zdjęć: © AKPA
Mateusz Różański

Wielu współpracowników podkreśla, że Frycz łączył intensywne leczenie z pracą na scenie. Według doniesień aktor udawał się na zabiegi chemioterapii bezpośrednio z prób w teatrze.

Plany zawodowe na nadchodzące miesiące

Mimo postępującej choroby Jan Frycz nie zwalniał tempa i miał ambitne plany na kolejny sezon. Już 26 sierpnia miał rozpocząć zdjęcia do filmu "Właśnie że tak! Nigdy w życiu! 20 lat później", gdzie miał zagrać Tomasza, byłego męża głównej bohaterki. Na jesień tego roku aktor miał już zaplanowane spektakle w Teatrze Narodowym. 


WIDEO
Odszedł Jan Frycz


W rozmowie z Polską Agencją Prasową Jan Englert, który przez lata występował z Fryczem, wspomina jego niezwykłą determinację i hart ducha:

— Przyglądałem się jego walce z niszczącą, dręczącą chorobą. Ciężko chorując, zbudował kilka wspaniałych ról. Pracował cały czas — jeszcze w maju tego roku dostał nagrodę aktorską za rolę w "Termopilach polskich" Jana Klaty. Ani przez chwilę nie dał nikomu poznać po sobie, jak ciężki jest jego stan.

Alkohol największa trucizną

Jan Frycz otwarcie mówi również o swojej przeszłości i fakcie, że jest niepijącym alkoholikiem. W jednym z wywiadów bez ogródek opisał, jak łatwo wpaść w sieć uzależnienia w środowisku artystycznym.

"Mówiono, że alkohol pozwala się uspokoić po robocie, gdy człowiek jest rozedrgany po długim spektaklu. To pułapka. Jedni piją w samotności, drudzy biorą leki na sen czy sięgają po inne środki, a rano trzeba biec do pracy… Jest dużo możliwości szkodliwych i destrukcyjnych zachowań. Ja pewnego dnia powiedziałem sobie: mam problem. Poszedłem na terapię" — wyznał wybitny aktor.

Wielu artystów ze starszego pokolenia wspomina, że przed laty obecność alkoholu na planie filmowym czy w teatrze była powszechnym zjawiskiem. Frycz podkreśla jednak, że dzisiejsze standardy uległy znacznej poprawie.

"Czasy się zmieniły i ludzie też. Jest większa świadomość i kultura pracy; ludzie stosują konstruktywne metody radzenia sobie ze stresem. Dziś, jeśli komuś w teatrze albo na planie zdjęciowym czuć alkoholem z ust, zapala się czerwona lampka. Nie ma na to przyzwolenia, podobnie jak na przemoc" — zauważył.

W walce z nałogiem kluczowa okazała się nie tylko profesjonalna terapia, ale także wsparcie ze strony najbliższych. Temat destrukcyjnego wpływu alkoholu wielokrotnie pojawiał się też w wypowiedziach jego córki, Olgi Frycz, która m.in. w wywiadzie z Żurnalistą nazwała alkohol "najgorszą trucizną na świecie".

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie