Trwa ładowanie...

Poszła do ginekologa. Tam usłyszała wyrok. "Do dziś nie wiem, jak brzmi głos mojego dziecka"

Czuła się dobrze. Przyszła na rutynową kontrolę do ginekologa. Godzinę później leżała w szpitalu, a jej dziecku groziła śmierć. – To było jak film. Jakbym stała obok siebie – mówi przez łzy Iwona Widz, matka Amelki.

Dramat rodziny z Krakowa wydarzył się trzy lata temu. Powodem natychmiastowej reakcji lekarzy było skrajnie wysokie ciśnienie matki. Granica życia i śmierci. 28-tygodniowa córeczka rozwijająca się w jej brzuchu, miała szanse na przeżycie bliskie zeru.

Karetka natychmiast zawiozła pacjentkę do szpitala, gdzie podjęto decyzję o rozwiązaniu ciąży. Wykonano cesarskie cięcie. O 19.51 na świat przyszła Amelka. Matka dostała leki przeciwbólowe i uspokajające, a dziewczynka trafiła pod respirator.

1. Telefon

- Na początku dowiedziałam się, że dziecko żyje. Byłam szczęśliwa. Potem powiedziano mi o respiratorze, a jeszcze później dostałam naprawdę straszną wiadomość – opowiada matka Amelki.

Po kilku miesiącach zadzwonił telefon. - Stan Amelki jest tragiczny. Nie może oddychać. Konieczne jest założenie rurki tracheotomijnej – usłyszała w słuchawce Iwona Widz.

Płacz, załamanie. Potem szybka decyzja, wyjazd do szpitala, dokumenty. Nie było wyjścia, dziecko musiało być poddane mocno inwazyjnej operacji.

To, co wydawało się tragedią dla rodziny i Amelki, okazało się momentem odbicia od dna.

Rurka pomagała oddychać, a matka nawiązywała kontakty z rodzicami mającymi podobne problemy. Padały nazwiska kolejnych specjalistów, nowych rozwiązań. Kiedy sytuacja zdrowotna względnie się ustabilizowała, przyszła nowa nadzieja. Operacja w Szwajcarii. Tylko tam lekarze zobaczyli szansę na normalne życie dla Amelki. Jest jednak jeden problem. Koszt operacji to 400 tys. zł.

2. Usłyszeć głos własnego dziecka

Komunikacja z Amelką jest trudna. Dziecko co chwilę próbuje wydusić z siebie dźwięki, ale to karkołomne zadanie. Nie może nawet płakać. Rodzice wypracowali metody komunikacji, dzięki którym wiedzą, że córka jest głodna, coś ją boli czy, po prostu, chce spędzić czas na zabawie.

- Nie wiem, jak brzmi głos mojego dziecka. Nigdy nie usłyszałam, jak nazywa mnie mamą, jak się śmieje. Nie słyszałam nawet, jak płacze. Ma już trzy latka, a postępujemy z Amelką niemal jak z noworodkiem – tłumaczy Iwona Widz.

Amelka trafiła na listę domowego hospicjum. Zajmują się nią świetni lekarze, ale zdecydowaną większość obowiązków pełnią rodzice. Rodzice, którzy zapomnieli już o wszystkich marzeniach. Poza jednym – żeby ich córka mogła zapomnieć o chorobie.

3. Cena oddechu

Datę operacji wyznaczono na 25 sierpnia. Kwota 400 tys. zł jest zbierana za pośrednictwem siepomaga.pl. Zostało tylko kilka dni, aby pomóc.

Do zebrania jest jeszcze 90 tys. (stan na 16 sierpnia, godz. 07.25). Nieraz udawało się uzyskać większe kwoty w krótszym czasie. – Te pieniądze to cena pierwszego i każdego kolejnego oddechu mojej córki – wyznaje matka Amelki.

Wpłat można dokonywać poprzez poniższy link.

Rekomendowane przez naszych ekspertów

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.