Przepis na katastrofę. "Z imprezy jadą prosto do szpitala"
Majówka to dla wielu Polaków symbol inauguracji sezonu grillowego, suto zakrapianego alkoholem. Eksperci podkreślają, że połączenie tłustego jedzenia i wysokoprocentowych trunków to przepis na katastrofę. - Zdarza się, że z imprezy pacjenci jadą prosto do szpitala - mówi dietetyk kliniczny Kamil Paprotny.
12+12 gratis. "Jedna wielka tragedia"
"12 piw plus 12 gratis", "8+8", "12 w cenie 6", "Wyjątkowa majówkowa promocja" - takie slogany atakowały nas niemal z co drugiej reklamy przed długim majowym weekendem. I nic dziwnego, bo majówka w polskim wydaniu to od lat nie tylko zapach grilla, ale przede wszystkim morze alkoholu. Lekarze alarmują, że korzystając z takich promocji, oszczędzamy pieniądze, ale tracimy zdrowie.
- Te promocje to jedna wielka tragedia i w idealnym świecie powinny zostać zakazane. Od lat wiemy o szkodliwości alkoholu. Lekarze jak mantrę powtarzają, że każda jego dawka szkodzi. Lista chorób, które mogą być wywołane przez alkohol, jest nieskończenie długa - udar mózgu, choroby układu pokarmowego, a przede wszystkim choroby wątroby, zawał serca, nieodwracalne zmiany w strukturze i funkcjonowaniu mózgu, nadciśnienie, zaburzenia psychiczne, a nawet nowotwory - mówi dietetyk kliniczny Kamil Paprotny.
- Promocje typu "12 plus 12" zachęcają nas do zakupu większej ilości alkoholu, niż byśmy zwyczajowo wypili. Będzie to pogłębiać problem alkoholizmu, ale też dewastować nasz organizm. Więc skorzystanie z takiej "okazji" może się skończyć dla nas tragicznie - podkreśla dietetyk.
- Lepiej w tej sytuacji zastosować zdrowy rozsądek, niż kolokwialnie mówiąc, czymś się "nachapać". Do majówkowych promocji podejdźmy z głową i z troską o swoje zdrowie. Promocje "12 plus 12" mogą być dla nas niebezpieczne, nie tylko z powodu kaloryczności, ale przede wszystkim ze względu na ilość spożytego alkoholu, który może negatywnie wpłynąć prawie na każdy nasz organ - tłumaczy Jakub Mauricz, dietetyk, promotor zdrowia.
Lekarze i dietetycy alarmują, że połączenie majówkowego biesiadowania, ciężkostrawnego jedzenia, słońca i binge drinkingu (spożywania dużych ilości alkoholu w bardzo krótkim czasie) może być destrukcyjne dla naszego organizmu.
- Wysokoprocentowe trunki będą spowalniały procesy trawienne, które przy spożywaniu tłustych potraw powinny działać bez zarzutu. Alkohol może wpływać także na zwiększenie łaknienia. Unikajmy też połączenia alkoholu z napojami energetycznymi. Dawka kofeiny i pozostałych składników zawartych w energetykach powoduje, że nie czujemy tego upojenia alkoholowego - mówi Mauricz.
- Alkohol plus tłuste potrawy to przepis na katastrofę. Przede wszystkim jest to zabójstwo dla trzustki. Spożywając jedzenie skąpane w tłuszczu w towarzystwie wysokoprocentowych trunków, zwiększamy szanse na wystąpienie między innymi zapalenia trzustki - alarmuje Paprotny.
Ciężkostrawne jedzenie i alkohol. Ryzyko zakrzepicy, zawału
Jednak cierpieć będzie nie tylko trzustka, ale także np. serce. Nadużywanie alkoholu może prowadzić do niedokrwistości, uszkodzeń mięśnia sercowego, a nawet zawału.
- Po spożyciu alkoholu bezapelacyjnie wzrasta ciśnienie, a jego nagły wzrost jest jednym z głównych czynników wystąpienia zawału serca, zaostrzenia choroby wieńcowej czy innych problemów kardiologicznych. Majówkowe imprezowanie, któremu towarzyszą duże ilości alkoholu, może powodować także wzrost gęstości krwi. To również czynnik wystąpienia zawału czy innych incydentów zakrzepowo-zatorowych - wyjaśnia dr n. med. Ewa Uścińska, kardiolog ze Szpitala św. Elżbiety LuxMed Onkologia.
Eksperci dodają także, że majówka skąpana alkoholem to przepis na tzw. syndrom wakacyjnego serca. To napadowe zaburzenia rytmu serca wywoływane przez spożycie dużej ilości alkoholu, często w krótkim czasie. Medycy tłumaczą, że zjawisko to występuje zwykle w czasie urlopów lub świąt, nawet u osób bez wcześniejszych chorób serca. Zatem jeśli do majówkowego urlopu nie podejdziemy z głową, to zasłużony odpoczynek może mieć swój dramatyczny finał na SOR-ze.
- Wysoka temperatura, brak spożywania innych płynów, ciężkostrawne jedzenie i alkohol mogą powodować np. zaburzenia elektrolitowe, a one są jednym z czynników wystąpienia zaburzeń rytmu serca. Zdarza się, że z imprezy pacjenci jadą prosto do szpitala. Zgłaszają odwodnienie, problemy z podwyższonym ciśnieniem, ból w klatce piersiowej, a kończą na oddziale z rozpoznaniem - zawał - podkreśla Paprotny.
- Często po takim biesiadowaniu na SOR trafiają młode osoby. Zdecydowanie młodsze niż "klasyczny zawałowiec". Zdarzają się nawet 20- czy 30-latkowie. Zazwyczaj zgłaszają typowe objawy: ból w klatce piersiowej z uczuciem niepokoju, ból promieniujący do lewej ręki i do brody. Jednak zdarzają się także nietypowe dolegliwości takie jak np. maska brzuszna zawału serca - podkreśla dr Uścińska.
- Pamiętam szczególnie jeden taki przypadek. Na oddział trafił mężczyzna, który skarżył się na bóle w nadbrzuszu, nudności i wymioty. Ten pacjent jadł tego dnia ciężkostrawne, grillowane dania i wszyscy myśleli, że po prostu cierpi na niestrawność czy inne problemy gastryczne. Gdy dolegliwości się nasilały i pogłębiono diagnostykę, okazało się, że to zawał - opowiada kardiolożka.
Jak zatem w majówkę biesiadować z głową? Eksperci radzą, by postawić na napoje bezalkoholowe.
- Piwa zero czy wina zero mają podobny smak do alkoholowych odpowiedników, ale nie zawierają śmiercionośnej substancji. Oczywiście z nimi też nie przesadzajmy, bo najczęściej są słodzone. Najlepiej postawmy na wodę np. z owocami dla urozmaicenia smaku. I zakończę może truizmem, ale nie potrzebujemy alkoholu, żeby się dobrze bawić - postawmy na dobre towarzystwo, pyszne jedzenie i odpowiedzialny odpoczynek - podsumowuje Paprotny.
Anna Klimczyk, dziennikarka Wirtualnej Polski
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.