"Przerzucanie problemu" po zmianach na porodówkach. "Będą się bali dyżurować"
Lekarze boją się, że w szpitalach, gdzie zamknięto porodówki, odpowiedzialność za nagłe sytuacje np. cesarskie cięcie, spadnie na ortopedę, chirurga, czy specjalistę medycyny ratunkowej. - To byłby absurd. Jak taki lekarz miałby to wykonać, po obejrzeniu procedury na YouTube? - pyta Agnieszka Ponieważ, szefowa SOR w lubelskim szpitalu.
"Poważny problem"
Po pierwszym porodzie w szpitalu, w którym zamknięto oddział położniczy, mnożą się pytania o potencjalne powikłania, do których może dojść w trakcie porodu.
Lekarze obawiają się, że w razie nagłych sytuacji, np. przedwcześnie odklejonego łożyska czy innego wskazania do pilnego cesarskiego cięcia, odpowiedzialność spadnie na ortopedę, chirurga czy specjalistę medycyny ratunkowej.
W jaki sposób przejść przez poród najłagodniej?
- Nie chciałabym dyżurować na SOR w szpitalu, gdzie nie ma porodówki. Nie dziwię się, że lekarze nie mają poczucia bezpieczeństwa, są pełni obaw, bo Ministerstwo Zdrowia nie zapewniło go, wprowadzając nowe rozwiązanie - podkreśla w rozmowie z WP abcZdrowie Agnieszka Ponieważ, specjalistka medycyny ratunkowej, szefowa SOR Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego w Lublinie.
Lekarka przyznaje, że nie jest możliwe utrzymanie wszystkich porodówek, a "w miejscach, gdzie jest mniej niż 300 porodów również - mimo obecności lekarzy specjalistów - wcale nie jest bezpiecznie ze względu na brak praktyki". Z drugiej strony zwraca uwagę, że specjalista medycyny ratunkowej jest szkolony, ale do odbierania porodu fizjologicznego.
- Pytanie, co w razie powikłań. Nawet jeśli to rzadsze przypadki, nie możemy zapominać o takich sytuacjach, jak np. konieczność wykonania awaryjnie cesarskiego cięcia czy pomocy przy przedwczesnym odklejeniu się łożyska. To może być poważny problem - zaznacza lekarka.
- Jeśli na dyżurze w szpitalu będzie chirurg, to jeszcze pół biedy, bo będzie wiedział, jak otworzyć brzuch, gorzej jeśli miałby to robić np. ortopeda czy specjalista medycyny ratunkowej. Jeśli lekarze takich specjalności byliby do tego zmuszeni, to byłby absurd. Jak taki lekarz miałby to wykonać, po obejrzeniu procedury na YouTube? - pyta lekarka.
Zwraca też uwagę na inny problem. - Przy nagłej sytuacji, takiej jak przedwczesne odklejenie łożyska, gdy dojdzie do krwawienia, potrzebna jest diagnoza. Dopiero na tej podstawie jest podejmowana decyzja o pilnym cięciu. Tymczasem my nie wiemy, jak wykonać USG położnicze. Skąd mam więc wiedzieć, czy przyczyną krwawienia jest odklejenie się łożyska, czy polip w szyjce macicy niewykryty w czasie ciąży. Przyczyn krwawienia z dróg rodnych jest wiele - wyjaśnia.
- Z drugiej strony przy odklejeniu się łożyska naprawdę o życiu mogą zdecydować minuty, bo dziecko ma odcięty dopływ tlenu - podkreśla lekarka.
Problem z transportem
Szefowa lubelskiego SOR-u tłumaczy, że specjalista medycyny ratunkowej potrafi postępować w awaryjnych sytuacjach, ale jeśli dotyczą one nagłego zatrzymania krążenia u ciężarnej. - Mamy wtedy cztery minuty na wyjęcie dziecka, więc wykonujemy cięcie ratujące życie. Nie jest to jednak cięcie cesarskie - zaznacza lekarka.
Jej zdaniem poważny problem może tkwić w transporcie. - Lekarz dyżurujący na SOR w szpitalu, w którym nie ma porodówki, powinien mieć poczucie bezpieczeństwa i pewność, że w razie czego pacjentka zostanie szybko przewieziona do szpitala, gdzie zajmie się nią ginekolog i położnik - wskazuje lekarka.
- W teorii szpital, w którym działa tzw. pokój narodzin, ma mieć zabezpieczony transport. Pytanie, jak to będzie w praktyce realizowane. Większość szpitali nie ma własnego transportu, tylko podpisane umowy z firmami zewnętrznymi. Tymczasem na taki transport można czekać nawet kilka godzin. W tej sytuacji bardzo rozsądne byłoby uruchomienie możliwości wysłania karetki systemowej, jak do każdej innej nagłej sytuacji. O tym nic się jednak nie mówi - zwraca uwagę lekarka.
- W moim odczuciu zabrakło ze strony MZ rzetelnej konsultacji z lekarzami, którzy dyżurują na SOR-ach, uspokojenia ich, chęci poznania ich perspektywy. Stąd obawy już nie tylko pacjentek, ale i samych lekarzy - dodaje dr Ponieważ.
Przypomnijmy też, że rozporządzenie dotyczące porodów w tzw. pokojach narodzin nakłada na szpital obowiązek zapewnienia obecności ginekologa, ale tylko między godz. 8 a 18.
- O ile więc szpitale, które mają ginekologię, jeszcze sobie poradzą, bo w razie czego ginekolog jest tam cały czas, o tyle poważny problem będą miały te placówki, w których zlikwidowano nie tylko oddział położniczy, ale także ginekologiczny. Takim szpitalem jest chociażby szpital w Leżajsku - zaznacza w rozmowie z WP abcZdrowie Jakub Kosikowski, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej.
- Pojawia się więc pytanie, kto miałby wykonać na przykład cesarskie cięcie - ortopeda, chirurg, czy ktokolwiek, kto będzie akurat wtedy na dyżurze? To jest oczywiście nierealne, bo żaden z lekarzy nie ma takich umiejętności, może ewentualnie poza chirurgiem, który w skrajnej sytuacji mógłby to zrobić. Ponadto w tak awaryjnej sytuacji nie ma szans na szybki transport do innego szpitala, nie zdąży nawet helikopter. Co wtedy z odpowiedzialnością lekarza? - zwraca uwagę Kosikowski. I dodaje, że skutki mogą być jeszcze poważniejsze.
- Skończy się na tym, że lekarze nie będą chcieli dyżurować na takich SOR-ach, bo będą się po prostu bali i trudno im się dziwić. Mamy więc realne ryzyko, że to odbije także na innych pacjentach - dodaje lekarz.
"Rozważanie scenariuszy wojennych"
- Chociaż moim głównym zajęciem jest praca na bloku operacyjnym, mam doświadczenie z poważnymi urazami miednicy to jednak wykonanie cięcia cesarskiego byłoby dla mnie ogromnym wyzwaniem. Powikłania w takim wypadku, np. masywne krwawienie, może skończyć się śmiercią zarówno matki jak i dziecka - przyznaje w rozmowie z WP abcZdrowie Filip Płużański, ortopeda z Łodzi.
- Bez dodatkowych jasnych i funkcjonalnych dróg postępowania np. protokół masywnego przetoczenia z natychmiastową dostępnością krwi, czy po prostu systemu praktycznych szkoleń dla personelu SOR ta zmiana może być jedynie przerzucaniem problemu - podkreśla.
Na konieczność szkoleń zwraca też uwagę Łukasz Durajski. - Z perspektywy praktyka, który pracował zarówno na SOR, jak i na porodówce, uważam, że jeżeli rzeczywiście dopuszczamy możliwość porodu w tym miejscu, musimy po pierwsze przeszkolić personel. Po drugie zadbać, by na dyżurze zawsze była osoba doświadczona w odbieraniu porodów - niekoniecznie lekarz, ale np. położna, która będzie stale towarzyszyła rodzącej - mówi w rozmowie z WP abcZdrowie Łukasz Durajski, rezydent pediatrii i lekarz medycyny podróży, który podczas dyżuru w nocnej i świątecznej pomocy lekarskiej przyjmował ostatnio kobietę ze skurczami porodowymi.
- Ze studenckiego stażu w Ghanie pamiętam obrazy rodzących w wielkiej hali i takich porodów nie życzyłbym nikomu. Trzeba pamiętać, że porody na SOR-ach, w taksówkach, na ulicy czy NPL mogą się zdarzać, ale dla lekarzy bez doświadczenia położniczego one nigdy nie będą rutyną - dodaje.
- O porodach wiem tylko, tyle, ile mogłem obserwować przy porodach moich dzieci, a o cesarskim cięciu jeszcze mniej - mówi nam wprost chirurg, który pracuje w jednym ze szpitali w Gdańsku.
- Może i chirurg poradziłby sobie lepiej, niż lekarz innej specjalności, jeśli trzeba byłoby awaryjnie wykonać cesarskie cięcie, bo jest to operacja jamy brzusznej. Bardziej miałoby to jednak rację bytu na zasadzie asysty ginekologa. Trudno mi sobie jednak wyobrazić, żeby został z tym zupełnie sam, a rozważanie, czy poradziłby sobie, czy nie, brzmi, jak rozważanie scenariuszy wojennych. W obecnych czasach to nie powinno mieć nawet miejsca - podkreśla lekarz.
Zwraca uwagę, że chirurdzy mają różną praktykę. - Wyobraźmy sobie teraz sytuację, że chirurg, który hipotetycznie wykonuje amputacje palców, miałby nagle wykonać cesarskie cięcie. Można to też odwrócić i zapytać, czy fakt, że ginekolog-położnik, który potrafi zrobić cesarskie cięcie i potrafi trzymać skalpel, będzie umiał otworzyć czaszkę - zauważa lekarz.
- Z punktu widzenia odpowiedzialności bardzo rozumiem obawy lekarzy. Tym bardziej, że żyjemy w czasach, gdzie presja związana z tą odpowiedzialnością jest ogromna - zwraca uwagę lekarz.
Katarzyna Prus, dziennikarka Wirtualnej Polski
Karolina Kowalska, dziennikarka Wirtualnej Polski
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.