Przeszedł operację bariatryczną. Tego bał się najbardziej

- Osoba mówiąca o "pójściu na skróty" zazwyczaj nie widzi lat prób, nawrotów, badań, konsultacji, przygotowań, lęku przed operacją, a potem konieczności codziennego stosowania zaleceń - mówi Michał Bonarowski, autor książki "Cięcie". Wyjaśnia, dlaczego zdecydował się na operacyjne leczenie otyłości.

Choruje na otyłość, zdecydował się na operację bariatryczną Choruje na otyłość, zdecydował się na operację bariatryczną
Źródło zdjęć: © Materiały własne • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI
Angelika Grabowska

Choroba otyłościowa dotyka już 9 mln Polaków, a mimo to nadal bywa niewłaściwie postrzegana przez społeczeństwo. Wciąż można spotkać się z przekonaniem, że operacja bariatryczna jest "pójściem na łatwiznę", a nie jedną z metod leczenia otyłości. O tym, jak naprawdę wygląda życie po operacji, rozmawiamy z dziennikarzem Michałem Bonarowskim, który sam przeszedł leczenie bariatryczne. Doświadczenia opisał w książce "Cięcie. Operacja bariatryczna. Szczery i prosty przewodnik dla pacjentów i ich bliskich".

Angelika Grabowska, dziennikarka WP abcZdrowie: Przeszedł pan operację bariatryczną, a później napisał poradnik dla osób, które rozważają taką drogę lub są już po niej. Chciałabym jednak zacząć od początku. Jak wyglądało pana życie przed operacją i w jakich obszarach otyłość najbardziej utrudniała panu codzienne funkcjonowanie?

Michał Bonarowski, pacjent z chorobą otyłościową, autor książki "Cięcie": Jestem osobą chorą na otyłość od dzieciństwa, więc przez kilkadziesiąt lat była ona dla mnie czymś "normalnym", wręcz oswojonym. Oczywiście jak większość pacjentów próbowałem wiele razy zredukować masę ciała: były diety, ćwiczenia, konsultacje, okresy dużej mobilizacji. Efekty zwykle nie były trwałe.

Ale absolutnie nie byłem człowiekiem całkowicie wyłączonym z życia. Byłem aktywny zawodowo i towarzysko, miałem wokół siebie życzliwych ludzi, nie doświadczałem stygmatyzacji. Właśnie dlatego tak trudno było mi dostrzec, że chorobą trzeba zająć się kompleksowo, a nie tylko od czasu do czasu próbować schudnąć.

Z czasem coraz wyraźniej widziałem negatywy: ograniczenia wynikające z masy ciała, trudność w aktywności fizycznej, w znalezieniu ubrania, zmęczenie, a nawet takie drobiazgi jak utrudnienia w podróżach. Jedzenie pełniło też czasami funkcję emocjonalną - na moment pomagało radzić sobie ze stresem czy przemęczeniem. Jak wielu pacjentów miałem świadomość i potrzebę leczenia i dużo wiedzy teoretycznej, ale nie miałem narzędzi ani skutecznego fachowego wsparcia.

Michał Bonarowski
Michał Bonarowski © Materiały własne

Czy pamięta pan moment, w którym ostatecznie zdecydował się pan na operację? Co przesądziło o tej decyzji?

To nie był jeden impuls. Dojrzewałem przez lata nieskutecznych starań. Niestety, zbyt długo odrzucałem samą myśl o farmakoterapii czy operacji, bo błędnie uważałem, że powinienem poradzić sobie własnymi siłami, że te środki są dla osób z "prawdziwymi" problemami. Kiedy udało mi się samodzielnie zredukować około 40 kg z pierwotnych 170 w ciągu dwóch lat, błędnie utwierdziłem się w myśleniu, że wystarczy konsekwencja i jeszcze trochę wysiłku.

Potem jednak masa ciała przestała spadać. Zrozumiałem, że nie chodzi o to, czy jestem wystarczająco zdeterminowany, lecz o to, że choroba wymaga leczenia dobranego do mojego stanu i możliwości. Zacząłem traktować operację jako jedno z narzędzi leczenia.

Bardzo ważne było dla mnie również trafienie do jednego z najlepszych w Europie programów opieki koordynowanej nad pacjentami z dużą otyłością KOS-BAR. Po raz pierwszy poczułem, że diagnostyka, przygotowanie, chirurgia, dieta i psychika są traktowane jako elementy jednego procesu, a nie jako osobne problemy, z którymi pacjent ma radzić sobie sam. Niestety, program jest od ponad roku w zawieszeniu i wciąż czekamy na jego przywrócenie.

W książce opisuje pan, jak wieloetapowy i wymagający jest proces przygotowania do operacji bariatrycznej. Co z perspektywy czasu uważa pan za najtrudniejszy element tego etapu?

Przygotowanie jest wieloetapowe, wymaga czasu i cierpliwości, ale z perspektywy najtrudniejsze nie były badania, ćwiczenia czy wizyty. Najtrudniejsze było przyjęcie do wiadomości, że operacja nie rozwiąże żadnego problemu za mnie. Owszem, może być bardzo skutecznym elementem leczenia, ale po niej nadal trzeba zmieniać sposób funkcjonowania, relację z jedzeniem, codzienne nawyki i sposób reagowania na kryzysy.

Druga trudność to informacyjny chaos. W internecie można znaleźć zarówno rzetelną wiedzę, jak i przekazy budujące lęk albo fałszywe oczekiwania. Jako dziennikarz potrafię pozyskiwać informacje i oceniać źródła, a mimo to sam miałem momenty zagubienia. Dobre przygotowanie nie polega więc wyłącznie na zaliczeniu kolejnych konsultacji. To czas, żeby zrozumieć, na co się decydujemy, nauczyć się współpracy z zespołem terapeutycznym i zacząć budować zachowania potrzebne po zabiegu.

Czego najbardziej obawiał się pan przed samą operacją? Czy te obawy okazały się później uzasadnione?

Obawiałem się przede wszystkim powikłań, bo mówimy jednak o poważnym zabiegu chirurgicznym, mimo że jest on mało inwazyjny i bardzo nowoczesny. Część lęków była karmiona chaotycznymi, niepełnymi, czasem sprzecznymi informacjami, które do mnie docierały z różnych stron.

Pomogło mi przejście od ogólnego strachu do konkretnych pytań: jakie są ryzyka, jak im zapobiegać, czego mam pilnować, od czego zależy moje bezpieczeństwo i gdzie szukać pomocy. Te informacje znajdowałem dla siebie w wiarygodnych źródłach, a potem uporządkowałem je w książce "Cięcie!". Na szczęście w moim przypadku najpoważniejsze obawy się nie potwierdziły. Okres pooperacyjny przebiegł i przebiega dobrze, ale zastrzegam bardzo mocno, że bardzo sumiennie stosowałem i stosuję się do zaleceń specjalistów.

Michał Bonarowski
Michał Bonarowski © Materiały własne

Wielokrotnie podkreślał pan również, jak dużą rolę w całym procesie leczenia odgrywa wsparcie psychologa. Dlaczego jest ono tak ważne?

Nie operuje się emocji ani historii człowieka. Operacja zmienia anatomię przewodu pokarmowego i może skutecznie wspierać leczenie otyłości, ale nie usunie źródeł mojego stresu, przeciążenia czy zaburzeń odżywiania. Jeśli przez lata jedzenie było sposobem na ukojenie napięcia, smutku albo zmęczenia, to teraz musiałem nauczyć się innych sposobów radzenia sobie z tymi stanami od strony psychicznej i wciąż dbam o to, żeby utrzymać dobre zdrowie.

Wsparcie psychologiczne i psychodietetyczne pomaga też zrozumieć, że zmiana wcale nie dotyczy głównie tego, co jemy. Zmienia się codzienna rutyna, zwyczaje, często relacje z bliskimi i sposób, w jaki patrzymy na siebie. Pojawiają się sukcesy, ale mogą też przyjść kryzysy, lęki, poczucie straty dawnych strategii radzenia sobie albo obawa przed nawrotem.

Dlatego psycholog nie jest dodatkiem do bariatrii, tylko częścią leczenia, podobnie jak chirurg, lekarz prowadzący, dietetyk czy fizjoterapeuta. W niektórych sytuacjach potrzebne jest też wsparcie psychiatryczne. Według mnie lekarze wciąż za słabo o tym mówią, przez co pacjent często sam musi zadbać o taką pomoc.

Co było dla pana najtrudniejsze już po zabiegu?

Najtrudniejsze po operacji było dla mnie zrozumienie, że sukces nie polega wyłącznie na spadku masy ciała. To był oczywiście widoczny efekt, ale najważniejsza praca odbywa się codziennie: w regularności, w słuchaniu organizmu, w przestrzeganiu zaleceń, w budowaniu i utrzymywaniu nowych zdrowszych rytuałów i w reagowaniu na sytuacje kryzysowe. Operacja, mimo że jest skuteczna, to nie zwalnia mnie z odpowiedzialności za ciągłe dbanie o siebie. To będzie ze mną przez całe życie.

Dziś mówię o sobie, że jestem w remisji, czyli że choroba się cofnęła, a nie że jestem wyleczony. To ważne rozróżnienie, bo otyłość jest chorobą przewlekłą i nawracającą. Przeszedłem w ciągu blisko trzech lat od operacji już trzy nawroty. Obecny dobry stan staram się aktywnie utrzymywać i to przez systematyczną troskę o moje zdrowie i przez gotowość, by prosić o pomoc, kiedy pojawiają się trudności. W naszej kulturze mężczyźni są często karani za szukanie pomocy, więc to podwójne wyzwanie.

Michał Bonarowski
Michał Bonarowski © Materiały własne

Osoby decydujące się na operację bariatryczną wciąż spotykają się z krzywdzącymi mitami, np. że to "pójście na łatwiznę". Jak pan reaguje na takie opinie?

Absolutnie spokojnie, bo złość czy gniew na błędne przekonania nie ma sensu. Takie twierdzenia najczęściej wynikają z niewiedzy, ukrytych lęków komentujących, ale chyba rzadko ze złej woli. Osoba mówiąca o "pójściu na skróty" zazwyczaj nie widzi lat prób, nawrotów, badań, konsultacji, przygotowań, lęku przed operacją, a potem konieczności codziennego stosowania zaleceń.

Operacja bariatryczna nie jest nagrodą "za cierpienie" ani karą "za obżarstwo", jak można czasem usłyszeć. Jest jedną z metod leczenia przewlekłej choroby, dobieraną przez specjalistów do konkretnej sytuacji chorego człowieka.

Ten mit o skrócie jest szkodliwy, bo wzmacnia wstyd. A wstyd nie leczy, tylko często sprawia, że człowiek zwleka z wizytą u lekarza, ukrywa problem albo kolejny raz próbuje poradzić sobie samodzielnie, mimo że potrzebuje profesjonalnej pomocy. Otyłość nie jest sprawdzianem charakteru, tylko chorobą, którą należy leczyć różnymi skoordynowanymi metodami.

Patrząc dziś na całą swoją drogę - od decyzji o operacji, przez przygotowania, aż po życie po zabiegu - co przekazałby pan osobie, która właśnie stoi przed decyzją o operacji bariatrycznej?

Powiedziałbym przede wszystkim: nie podejmuj tej decyzji pod presją wstydu, własnych ani cudzych oczekiwań, ani iluzji magicznej przemiany. Daj sobie prawo do pytań, wątpliwości i czasu, ale nie odkładaj szukania pomocy dlatego, że ktoś wmówił ci, że możesz albo musisz poradzić sobie samodzielnie.

Warto znaleźć lekarzy i specjalistów, którzy patrzą na pacjenta całościowo, niekoniecznie oczekując operacji, ale również diagnostyki, żywienia, aktywności, psychiki i dalszego życia. Obecnie w Polsce przybywa lekarzy potrafiących leczyć otyłość, od POZ do specjalistycznych klinik i publicznych szpitali. Fundacja na rzecz Leczenia Otyłości, której jestem ambasadorem-wolontariuszem, prowadzi spis takich ośrodków w całym kraju.

Szczególnie podkreślam, że odradzam traktowanie operacji jako finału.To może być bardzo ważny krok w leczeniu i odzyskiwaniu zdrowia, ale jest skuteczna wtedy, gdy staje się częścią większej, długofalowej zmiany. Ja żałuję, że podjąłem tę decyzję tak późno. Ale nie mam do siebie pretensji, bo dopiero teraz widzę, że musiałem do niej dojrzeć i zrozumieć, że proszenie o fachową pomoc jest formą odpowiedzialności, a nie słabości.

Michał Bonarowski ze swoimi książkami
Michał Bonarowski jest autorem książki "Cięcie!" © Materiały własne

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie