Wolą internet niż lekarza
Choć skala problemów w ginekologii dziecięcej jest ogromna, lekarze alarmują, że w wielu przypadkach nadal mity wygrywają z wiedzą medyczną, a media społecznościowe i AI z wizytą u specjalisty.
- Przekrój wiekowy naszych pacjentek jest bardzo duży, co pokazuje, że ginekologia dziecięca jest niezwykle potrzebna. Wielu rodziców nie zdaje sobie jednak z tego sprawy, kojarząc ginekologię z problemami dorosłych lub utożsamiając ją wyłącznie z tematem inicjacji seksualnej czy antykoncepcji - przyznaje w rozmowie z WP abcZdrowie Anna Rogalska. Ekspertka jest ginekologiem i ginekologiem dziecięcym, przyjmującym w Poradni Ginekologicznej dla Dzieci w Szpitalu Dziecięcym im. Dzieci Warszawy w Dziekanowie Leśnym.
Wyjaśnia, że większość jej pacjentek to nastolatki z zaburzeniami miesiączkowania: z bolesnymi, obfitymi, nieregularnymi miesiączkami, ale też pierwotnym lub wtórnym brakiem miesiączki. - Do poradni trafiają też dziewczynki przed okresem dojrzewania, u których głównym problemem są stany zapalne, a także kilkuletnie pacjentki np. ze sklejeniem warg sromowych czy nawet noworodki, u których jeszcze w okresie prenatalnym wykryto np. torbiel jajnika - dodaje lekarka.
- Mamy do czynienia z całym spektrum problemów, których można uniknąć lub odpowiednio wcześnie zahamować, zanim dojdzie do poważnych powikłań. Dlatego tak ważne są profilaktyczne wizyty, a nie tylko wtedy, kiedy już coś się dzieje - podkreśla dr Rogalska.
Wyjaśnia, że taką wizytę powinno się zaplanować już w wieku 13 lat, jeśli brakuje cech dojrzewania np. rosnących piersi lub w wieku 15 lat, jeśli nie ma miesiączki, bo to może świadczyć o wadach genetycznych lub anatomicznych np. braku macicy.
Tymczasem profilaktyka kuleje, a lekarze z niepokojem obserwują, że wizytom w poradniach ginekologii dziecięcej nadal daleko do standardu. Widać to m.in. w poradni w Dziekanowie Leśnym, z której w ubiegłym roku skorzystało 1455 pacjentek, co oznacza, że średnio było ich zaledwie kilka dziennie. - Martwią mnie te nastolatki, które nie przychodzą do poradni i czerpią wiedzę z internetu, a takich jest nadal więcej - zaznacza dr Rogalska.
Głodzą się i nadmiernie ćwiczą
Problemy są natomiast coraz poważniejsze. Dr Rogalska tłumaczy, że ogromnym wyzwaniem stały się zaburzenia odżywiania i nadmierny wysiłek fizyczny. - Panuje niebezpieczna moda np. na codzienne treningi na siłowni i nie mówimy tu o dziewczynkach, które są w klasach sportowych, ale takich, które obsesyjnie "dbają" o sylwetkę - podkreśla lekarka.
- Do tego dochodzą zaburzenia odżywiania, co w wielu przypadkach jest po prostu głodzeniem się. Do niedawna to były problemy 16-18-latek. Teraz odchudzają się już 12-13-latki, a rodzice często nie wiedzą, co z tym zrobić, są bezradni. To bardzo złożony problem, który wymaga pomocy ginekologa, jeśli pojawią się zaburzenia miesiączkowania, ale też psychiatry i psychoterapii. Bez tego nie ma skutecznego leczenia - przyznaje dr Rogalska.
- Miałam niedawno dwie 13-latki, które miały wskaźnik BMI już na poziomie wygłodzenia (poniżej 16 - red.) i przestały miesiączkować. Tymczasem kolejnym etapem po wygłodzeniu jest już zagrożenie życia, bo organizm jest skrajnie wyniszczony - wyjaśnia ginekolożka. Dodaje, że zdarzają się też młodsze pacjentki z pierwotnym brakiem miesiączki z powodu odchudzania.
To nie tylko wpływ sieci, mediów społecznościowych, ale też środowiska, które potrafi być okrutne. - Czasem wystarczy jeden komentarz "jesteś gruba". Takie dziewczynki tłumaczą to też "zdrowym stylem życia", są przekonane, że restrykcyjne diety eliminacyjne im pomagają. To często problem bardzo dobrych uczennic, które od małego chcą być perfekcyjne - dodaje lekarka.
Tłumaczy, że brak miesiączki może utrzymywać się przez wiele miesięcy, często ponad rok, czego skutki można odczuć nawet po wielu latach. - Miałam pacjentki, u których taki problem utrzymywał się przez półtora roku. Brak estrogenów przez tak długi czas może mieć kolosalny wpływ na zdrowie w późniejszym życiu. Przekłada się m.in. na niską gęstość kości, która może skutkować przedwczesną osteoporozą, ale też zwiększa ryzyko problemów z układem krążenia w późniejszym wieku - zaznacza.
Guzy jajników i endometrioza nawet u kilkulatek
Dr Rogalska podkreśla, że dzięki wczesnej profilaktyce można też wykryć inne poważne problemy, jak guzy jajników czy endometriozę.
- Taki guz może nie dawać objawów, a pierwszym zauważalnym symptomem, choć też nie zawsze prawidłowo interpretowanym przez rodziców, jest powiększony obwód brzucha. To sygnał, że guz jest już na tyle duży, że uratowanie zdrowej tkanki jajnika jest niemożliwe. W większości przypadków to nowotwory łagodne, ale przez swoją masę po prostu niszczą jajnik - wyjaśnia ginekolożka.
Zobacz także: Polki z traumą po wizycie u ginekologa. "Pomyśl o mnie czasem, jak będziesz uprawiała seks"
- To nie są niestety odosobnione przypadki. Mam często pacjentki, u których guz jest na tyle duży, że konieczna jest operacja i nie udaje się uratować jajnika. Taka nastolatka ma więc większe ryzyko niepłodności ze względu na ingerencję w jamę brzuszną i zrosty, które są skutkiem każdej operacji - przyznaje lekarka.
Zaznacza, że guzy jajników mogą rosnąć już nawet u kilkulatek, więc jeśli rodzic zauważy przyrost masy brzucha niezwiązany z ogólnym przybraniem na wadze, powinien zgłosić się z dzieckiem jak najszybciej do lekarza.
- Obecnie mamy też znacznie lepszą diagnostykę endometriozy, również głęboko naciekającej czy nawet powierzchniowej - tzw. minimalnej, kiedy drobne zmiany pojawiają się np. na otrzewnej, co może dotyczyć nawet 13-latek. Jeśli w porę je wykryjemy, możemy zahamować rozwój choroby i zapobiec powikłaniom, a ten problem ma kolosalny wpływ na płodność - dodaje lekarka.
Niebezpieczne eksperymenty
U kilkuletnich dziewczynek powszechne są natomiast stany zapalne, które także wymagają pomocy ginekologicznej.
- Wynika to z budowy anatomicznej dziecka, u takich dziewczynek jest krótszy odcinek między wyjściem pochwy a odbytem, co ułatwia przepływ bakterii. Zdarzają się też przypadki poważnych stanów zapalnych z powodu ciała obcego w pochwie, np. drobnych elementów jak zabawki czy kredki. To wymaga szybkiej konsultacji z lekarzem - wyjaśnia dr Rogalska.
U nastolatek do tak poważnych dolegliwości może dodatkowo przyczynić się wstyd, połączony z brakiem świadomości. - Mieliśmy nawet przypadki bardzo poważnych stanów zapalnych, które były efektem różnych eksperymentów. Nastolatka zgłaszała się np. ze stanem zapalnym narządów płciowych do lekarza rodzinnego, dostawała leki, ale problem nie ustępował. Okazywało się, że przyczyną jest ciało obce w pochwie, które nie zostało usunięte nawet przez kilka tygodni - przyznaje lek. Piotr Hartmann, kierownik Klinicznego Oddziału Pediatrii w Szpitalu Dziecięcym im. Dzieci Warszawy w Dziekanowie Leśnym.
- Początkowo pacjentka nie przyznała się do tego lekarzowi, ale kiedy stan się pogorszył, konieczna była pomoc w szpitalu. To są bardzo poważne sytuacje. Mogą doprowadzić nawet do sepsy, która stwarza przecież zagrożenie dla życia - przestrzega lekarz.
Podkreśla, że poradnia powstała też po to, by pacjentka mogła zgłosić się do miejsca, w którym nikt nie będzie jej oceniał, tylko przekaże fachową wiedzę.
- Niestety obserwujemy, że wiele nastolatek czerpie wiedzę z internetu, czatów AI, mediów społecznościowych. Stąd potem powielanie niezweryfikowanych informacji lub poważne luki np. w edukacji seksualnej. Widzimy to np. przy okazji wizyt dotyczących antykoncepcji. Nastolatki tak się skupiają na zabezpieczeniu przed ciążą, że nie zdają sobie sprawy z innych zagrożeń, mimo że rozpoczęły już życie seksualne. Często zdarza się, że dopiero w gabinecie ginekologa dowiadują się, że istnieją choroby zakaźne przenoszone drogą płciową, przed którymi też trzeba się chronić, a tabletka antykoncepcyjna takiej ochrony nie daje - przyznaje lekarz.
Bez obaw i wstydu
Lekarze wyjaśniają, że rzadko kiedy wizyta u ginekologa dziecięcego jest związana z tradycyjnym badaniem na fotelu ginekologicznym. - U dziewczynki miesiączkującej, ale niewspółżyjącej, sporadycznie wykonujemy takie badanie. Jest ono konieczne np. przy stanach zapalnych - tłumaczy ginekolożka. I dodaje: - U młodszych dziewczynek, które nie miesiączkują, przeważnie nie ma w ogóle takiej konieczności, a dziecko podczas badania może pozostać na kolanach u matki.
- Poradnia ma zachęcać do profilaktyki, ale też niejako "odczarowywać" gabinet ginekologa, który budzi często negatywne skojarzenia. Dzięki temu mogą same sprawdzić, jak taka wizyta wygląda, porozmawiać z lekarzem, zadać pytania, których często, z tego, co obserwujemy, wstydzą się zadać rodzicom. To wpływa potem na postrzeganie takich wizyt w dorosłym życiu, staje się czymś normalnym, nie budzi obaw czy wstydu - zwraca uwagę dr Hartmann.
Lekarze mają nadzieję, że to przyczyni się do zmiany statystyk, bo wiele dorosłych kobiet unika wizyt u ginekologa, a jednym z powodów są właśnie negatywne skojarzenia czy doświadczenia z przeszłości. Z ostatniego raportu "Polka u ginekologa 2025" wynika, że połowa Polek była na takiej wizycie w ostatnim roku, a ponad 7 proc. nie odwiedziło tego specjalisty od ponad 5 lat.
- Mamy bardzo dużo pacjentek z problemami na pograniczu ginekologii i endokrynologii czy urologii. Obserwowaliśmy, że rodzice w razie problemów ginekologicznych u dziecka czy nastolatki nie wiedzieli, gdzie się kierować. Zdarza się też tak, że nie każdy ginekolog dla dorosłych chce przyjąć taką pacjentkę, a jeśli przyjmie, to niestety nie zawsze ta wizyta przebiega tak, jak powinna. Od samych pacjentek słyszymy, że wizyta była dla nich źródłem stresu, bywa, że traumatyczna, bo zostały potraktowane bardzo obcesowo - przyznaje dr Hartmann.
Dodaje, że wizyta w poradni w Dziekanowie nie wymaga skierowania, wystarczy umówić się na konkretny termin (tel. 22 76 57223 lub e-mail: poradniezachowawcze@szpitaldziekanow.pl).
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.