Siniaki, aspiryna i "rzadka krew". Zdrowie Donalda Trumpa znów tematem nr 1
Siniaki na dłoni Donalda Trumpa znów rozgrzały media, a jego pracownicy tłumaczą to uderzeniem i wysokimi dawkami aspiryny. Lekarze są jednak zdania, że prezydent nie ma wskazań do stosowania tego rodzaju "profilaktyki". O ile informacje, które są przekazywane na temat jego zdrowia, są prawdziwe.
Skąd ten siniak? Biały Dom i Trump podają jedną wersję
Zdjęcia z wydarzeń z udziałem Donalda Trumpa ponownie wywołały lawinę domysłów, gdy na jego lewej dłoni zauważono fioletowe zasinienia.
Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt przekazała jednak, że prezydent miał uderzyć ręką o róg stołu podczas podpisywania dokumentów w trakcie spotkań w Davos. Trump potwierdził tę narrację, dodając, że zastosował "coś, co nazywają kremem", ale kluczowe miało być jedno: to zwykły uraz.
To nie pierwszy raz, kiedy u prezydenta zaobserwowano podobne głębokie zasinienia. Kilkukrotnie próbowano je też zasłaniać przed kamerami za pomocą makijażu czy bandaży.
325 mg aspiryny dziennie i "nie zamierzam ryzykować"
Trump sam wskazał, że ma skłonność do siniaków, bo przyjmuje wysokie dawki aspiryny. Mówił, że to "dobre na rozrzedzenie krwi" i że choć lekarz miał sugerować, iż nie musi jej brać, bo cieszy się dobrym zdrowiem sercowo-naczyniowym, on odpowiada: "Nie zamierzam ryzykować". Z przekazów wynika, że chodzi o 325 mg dziennie. To dawka znacznie wyższa niż typowo kojarzona z profilaktyką sercowo-naczyniową, którą często prowadzi się niższymi porcjami, dobieranymi indywidualnie.
Wątek aspiryny splótł się też z obrazowym komentarzem Trumpa o tym, że chce "ładnej, rzadkiej krwi" i nie widzi sensu w "gęstej krwi" przepływającej przez serce. Tylko ciężko tu pominąć pytanie: skoro według oficjalnych przekazów prezydent nie doznał udaru ani zawału, a jego zdrowie sercowo-naczyniowe jest optymalne, dlaczego trzyma się maksymalnych dawek?
– Profilaktyczne stosowanie aspiryny u pacjentów, którzy nie są w grupie ryzyka i nie przeszli epizodów, takich jak zawał czy udar, jest zupełnie nieuzasadnione. Co więcej, dawka ponad 300 mg dziennie jest bardzo wysoka. To jest ilość, którą podaje się interwencyjnie w przypadku podejrzeniu zawału, ale standardowa dawka profilaktyczna jest kilkukrotnie niższa, to jest ok. 75 mg. Ten przekaz jest więc zastanawiający – wyjaśnia w rozmowie z WP abcZdrowie internistka lek. Magdalena Krajewska.
Temat jeszcze bardziej rozwija prof. dr hab. n. med. Aleksander Sieroń, krajowy konsultant z dziedziny angiologii, a do tego specjalista kardiolog i hipertensjolog.
– Aspiryna jest wspaniałym lekiem, ale nie takim, który należy stosować prewencyjnie na wszystko. Już samo twierdzenie, że "aspiryna rozrzedza krew" nie jest prawdziwe, bo niczego nie rozrzedza, a jedynie zmniejsza jej krzepliwość, a to nie jest to samo. Dawka profilaktyczna oscyluje od 75 do 100 mg dziennie, ale stosuje się ją u pacjentów wysoce narażonych na wystąpienie zawału, np. z chorobą wieńcową. Nie ma też żadnych wskazań, aby automatycznie sięgać po aspirynę prewencyjnie bez zalecenia lekarza po ukończeniu 60., 70. czy 80. roku życia – objaśnia.
Ekspert podkreśla, że w literaturze medycznej szybko powiązano wysokie dawki aspiryny z działaniem przeciwzapalnym.
– W pierwszych przypadkach działania aspiryny wykryto, że działa silnie przeciwzapalnie i w tym celu stosowano ją nawet w ilości do 1 g. Ale dziś już wiemy, że wysokie dawki są obarczone dużym ryzykiem wystąpienia powikłań, dlatego powszechnie się ich nie stosuje. Jednym z powikłań są właśnie zaburzenia krzepnięcia krwi, które mogą objawiać się częstymi, trudnym do wygojenia siniakami – mówi.
– 300–350 mg dziennie to bardzo dużo. Jedynym uzasadnieniem dla takiej dawki, w mojej ocenie, jest silny stan zapalny w organizmie. Ale nawet wtedy lek przyjmuje się możliwie jak najkrócej, a nie przewlekle i profilaktycznie – dodaje prof. Aleksander Sieroń.
Nie jest to jednak jedyny temat wokół zdrowia prezydenta Stanów Zjednoczonych, który wzbudza zainteresowanie.
Zdolności poznawcze na najwyższym poziomie?
W kontekście pamięci, koncentracji i zdrowia psychicznego, sam prezydent Trump podkreśla, że dobrowolnie poddał się testom przesiewowym w kierunku zaburzeń poznawczo-psychicznych. W raporcie z 2025 r. podkreślano, że prezydenta oceniono na maksymalną liczbę punktów. Negatywnie wypadły także testy przesiewowe w kierunku depresji i zaburzeń lękowych.
Warto tu jednak przypomnieć petycję podpisaną wyłącznie przez zawodowych psychiatrów i psychologów. 41 tys. profesjonalistów (!) apelowało o odwołanie prezydenta (jeszcze podczas pierwszej kadencji), ponieważ miał być niezdolny do piastowania swojej funkcji z powodu istniejących zaburzeń psychicznych. Podobne głosy pojawiły się na jednej z konferencji naukowych na Uniwersytecie Yale, gdzie grupa lekarzy psychiatrów powiedziała publicznie, że "prezydent Trump cierpi na groźną chorobę psychiczną". Choć liczba profesjonalistów z zakresu zdrowia psychicznego opowiadających się za podobną teorią może robić wrażenie, należy tu włączyć czynnik poglądów politycznych i podkreślić, że nie ma informacji na temat żadnej oficjalnej diagnozy.
Rok rządów Trumpa. "Teraz liczą się tylko dolary". Polacy w USA reagują
"Doskonałe zdrowie" kontra styl życia i sygnały z nagrań
Wizerunek zdrowotny Trumpa od lat jest polem sporu. Z jednej strony sam prezydent podkreśla świetny wynik badania funkcji poznawczych i sugeruje, że inni politycy nie chcieli poddać się podobnym testom. W raporcie zdrowotnym pojawiają się informacje o chorobie uchyłkowej jelit wykrytej w kolonoskopii i o operacji zaćmy. W przestrzeni publicznej krąży też przekaz o łagodnej przewlekłej niewydolności żylnej przy jednoczesnym wykluczeniu poważniejszych powikłań.
To, czy przekazy na temat zdrowia prezydenta są przejrzyste i rzetelne, jest istotne nie tylko w kontekście piastowanego przez niego stanowiska i zakresu obowiązków. Warto przypomnieć, że to republikanie za prezydentury Bidena regularnie sugerowali, że prezydenckie podsumowania badań są zbyt ogólne lub nie odpowiadają na najważniejsze pytania o sprawność poznawczą. Wywierano naciski: "skoro jest dobrze, pokażcie więcej danych" (zwłaszcza w kontekście testów kognitywnych). W tle był spór o to, czy Biały Dom powinien publikować dodatkowe oceny pamięci i koncentracji, czego administracja długo nie chciała robić.
Gdy prokurator Robert Hur opisał Bidena jako "starszego człowieka ze słabą pamięcią" (w raporcie dotyczącym dokumentów niejawnych), republikanie natychmiast przedstawiali to jako potwierdzenie, że Biden jest "niezdolny" do pełnienia urzędu – mimo że raport nie był medyczną diagnozą, a oceną w kontekście decyzji o postawieniu zarzutów.
Republikanie zapowiadali także przesłuchania lekarza prezydenta. Czy teraz grozi im podobna podejrzliwość ze strony opozycji? Na razie niepokojące siniaki i doniesienia na temat specyficznej, niepotwierdzonej wiedzą naukową profilaktyki nasilają obawy i zainteresowanie zdrowiem Donalda Trumpa, zamiast je wygaszać.
Źródła:
- The Washington Post,
- CBS.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.