Komisja rewizyjna działa sprawnie i bez barier
Trwa sesja Rady m.st. Warszawy poświęcona sytuacji w Szpitalu Południowym. Radni dyskutują o okolicznościach ujawnionych nieprawidłowości, działaniach władz miasta oraz dalszych kontrolach, które mają wyjaśnić sprawę. Jednym z tematów obrad są również postulaty opozycji dotyczące sposobu prowadzenia prac komisji rewizyjnej.
- Oczywiście sprawa powinna być zweryfikowana. Myślę, że to może być przedmiotem kontroli instytucji, które już prowadzą kontrolę (w Szpitalu Południowym, przyp. red.). Robią to NIK, NFZ, kontrolę prowadzi też miasto w ramach audytu wewnętrznego – wylicza w rozmowie z WP abcZdrowie Marcin Kluś.
Afera wokół radnego. "Był bardzo zaangażowany"
Radny zaznacza, że sprawą prosektorium może zająć się także rada miejska: - Zakres kontroli, który wskazała nam, nałożyła na komisję rewizyjną Rada Warszawy, nie jest ograniczony do wskazanych tam punktów, tylko jest zapis "w szczególności" – czyli my możemy też troszkę szerzej badać to, co się wydarzyło w Szpitalu Południowym.
Odnosząc się do postulatów radnych Prawa i Sprawiedliwości, którzy domagają się zmian strukturalnych i większości dla opozycji w komisji rewizyjnej, Kluś ocenia ich wnioski jako bezpodstawne. - Uważam, że ten wniosek jest o tyle bezprzedmiotowy, znaczy nie jest merytoryczny, z tego względu, że zgodnie z przepisami w komisji rewizyjnej muszą zasiadać przedstawiciele wszystkich klubów - tłumaczy radny.
Jak dodaje, dotychczasowa współpraca udowadnia, że opozycja ma realny wpływ na kontrole. - Radni opozycji są bardzo aktywni, zadają pytania, wnoszą o dokumenty i przez ostatnie dwa lata, kiedy funkcjonuje komisja rewizyjna w tym składzie, ani razu się nie zdarzyło, żeby ich wniosek był nieuwzględniony. Wszystkie ich wnioski są uwzględniane, oni mają wgląd w dokumenty, także mogą, jeśli tylko chcą, mogą być aktywni, nie ma z tym żadnego problemu - stwierdza polityk Koalicji Obywatelskiej.
Łączenie funkcji w szpitalu z mandatem radnego
W rozmowie pojawił się również temat radnych łączących swój mandat z pracą w placówkach medycznych. - Jestem prawnikiem i patrzę na to przez pryzmat prawa. Jeżeli prawo tego nie zabrania, to znaczy, że jest to dozwolone - ustawodawca uznał, że radny może pracować w różnych miejscach - stwierdza Kluś.
Polityk Koalicji Obywatelskiej podkreśla jednak, że kluczowa jest transparentność i wyciąganie konsekwencji, jeśli dojdzie do złamania procedur.
- Oczywiście radny powinien być oceniany przez pryzmat i merytoryki, i swojego zachowania. I jeżeli jest coś nie tak, powinny być wyciągane konsekwencje. Natomiast to zależy po pierwsze, czy przepisy prawa na to pozwalają, po drugie, czy jeżeli są jakieś uchybienia, to czy zostaną one potwierdzone. I jeżeliby się to potwierdziło w oparciu o dokumenty, o fakty, a nie o jakieś wiadomości zasłyszane czy plotki, to wtedy ponoszą taką samą odpowiedzialność jak każdy, kto jest na przykład w zarządzie czy w radzie nadzorczej - tłumaczy w rozmowie.
Kulisy afery w Szpitalu Południowym
Sprawa jest pokłosiem skandalu dotyczącego prosektorium Szpitala Południowego. W ostatnich dniach portal Zero.pl opisywał zarzuty dotyczące nieprawidłowości przy przechowywaniu i wydawaniu ciał zmarłych oraz organizacji pracy jednostki. Rodziny zmarłych opisywały traumatyczne doświadczenia, pojawiły się także oskarżenia o faworyzowanie jednego zakładu pogrzebowego, co uruchomiło kontrole i polityczną dyskusję.
Po ujawnieniu sprawy władze szpitala odwołały kierownika prosektorium, a miasto wszczęło audyt wewnętrzny. Kontrole rozpoczęły również Narodowy Fundusz Zdrowia i Najwyższa Izba Kontroli. Sprawa stała się przedmiotem politycznego sporu w Radzie m.st. Warszawy, której radni zdecydowali o przeprowadzeniu kontroli przez komisję rewizyjną.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.