"Supergrypa" dotarła do Polski. "Poważnie miesza w tym sezonie"
Tygodniowo może być nawet 60 tysięcy nowych przypadków grypy, a już w lutym - jak prognozują eksperci - będzie tylko gorzej, bo przed nami szczyt zachorowań. - Mamy coraz większe obciążenie w szpitalach, są także zgony. Nowy podtyp wirusa poważnie miesza w tym sezonie infekcyjnym - podkreśla też dr n. med. Paweł Grzesiowski, szef Głównego Inspektoratu Sanitarnego.
W tym artykule:
Nawet 60 tysięcy nowych zakażeń tygodniowo
Lekarze rodzinni przyznają, że wirus grypy już zdominował inne patogeny, a nadal jesteśmy przed szczytem zachorowań. - W grudniu mieliśmy 270 przypadków grypy, co w porównaniu do listopada, kiedy takich zachorowań było zaledwie 16, oznacza wzrost o 1500 procent. A to dopiero początek - podkreśla w rozmowie z WP abcZdrowie Marcin Dymkowski, lekarz rodzinny z województwa pomorskiego.
Dodaje, że od początku tego roku zgłosiło się już do niego 85 pacjentów z grypą. - Do tego trzeba doliczyć 176 nieokreślonych zapaleń, wśród których też może być grypa, bo zdarza się, że w teście nie wychodzi ona od razu, tylko dopiero po 48 godzinach. Aktualnie mniej więcej dwie trzecie moich pacjentów przychodzi z infekcjami, z czego już u połowy wychodzi grypa - wyjaśnia lekarz.
- Widzimy już więc efekt świąt, ale najsilniejszego uderzenia spodziewam się w lutym, kiedy dzieci zaczną wracać z ferii. Wtedy ten wzrost jest jeszcze bardziej gwałtowny. W poprzednim sezonie mieliśmy do lutego tyle samo przypadków grypy, co w samym lutym - dodaje.
Główny Inspektor Sanitarny prognozuje, że za trzy tygodnie można się spodziewać szczytu zachorowań. - Aktualnie mamy co najmniej 30 tysięcy nowych zakażeń tygodniowo, ale to są dane na podstawie sprawozdań tylko z połowy POZ-tów, które nam wysyłają takie dane. W rzeczywistości takich zakażeń jest co najmniej dwa razy więcej i po lekkim spadku z powodu świąt będzie ich przybywać coraz szybciej. Szczyt tej fali przewidujemy na przełom stycznia i lutego - podkreśla też dr n. med. Paweł Grzesiowski, szef Głównego Inspektoratu Sanitarnego.
- Pamiętajmy, że co najmniej jeden procent chorych na grypę trafia do szpitala, więc coraz większe obciążenie mamy już także w szpitalach, szczególnie jeśli chodzi o szpitalne oddziały ratunkowe czy internę. Są także zgony, choć nie mamy jeszcze precyzyjnych statystyk w tym zakresie, przychodzą one z miesięcznym opóźnieniem - dodaje.
Szef GIS zaznacza, że nowy podtyp wirusa, nazywany już "supergrypą", który szerzy się błyskawicznie na świecie, dotarł także do Polski. To on ma kluczowy wpływ na sytuację epidemiologiczną.
- Mamy w Polsce coraz więcej chorych zarażonych nowym wariantem, który poważnie miesza w tym sezonie infekcyjnym. Jest nowy, nieznany naszej odporności, więc łatwo się szerzy. To przekłada się z kolei na większą dynamikę zachorowań. Z jednej strony wirus nie jest bardziej zjadliwy, ale z drugiej skoro mamy więcej chorych, to automatycznie - z racji skali - mamy więcej ciężkich przebiegów i powikłań wymagających hospitalizacji - wyjaśnia dr Grzesiowski.
Dodatkowe objawy grypy
- Widzimy już wyraźnie, że istotnie przybywa chorych z grypą. To przede wszystkim osoby w podeszłym wieku, z chorobami przewlekłymi. Wśród nich są pacjenci niezaszczepiani, ale też szczepieni, bo niestety nowy podtyp wirusa grypy K wymyka się odporności, więc zachorowań będzie więcej - zaznacza w rozmowie z WP abcZdrowie prof. Robert Flisiak, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.
Jak jednak wyjaśnia, trudno przewidzieć takie zmiany wirusa. - To dzieje się mniej więcej co kilka lat. Obecne okoliczności związane z błyskawiczną transmisją podtypu K zaskoczyły nawet WHO. Trudno przewidzieć, jak zmieni on sytuację epidemiologiczną dotyczącą grypy - wskazuje lekarz.
- Do szpitala trafiają pacjenci w ciężkim stanie, np. z poważnym zapaleniem płuc, choć jak na razie u nas nie ma zgonów. Nie znaczy to jednak, że ten sezon będzie lżejszy. Za wcześnie, by wyrokować, bo wiele się jeszcze może wydarzyć. W poprzednim sezonie odsetek zgonów z powodu grypy był bardzo wysoki - przypomina ekspert.
Prof. Flisiak wskazuje też na inny problem. - Trafiają już do nas pacjenci, którzy przez grypę muszą mieć przesunięte istotne operacje czy terapie. Przyjęliśmy właśnie pacjentkę, która czekała na operację ortopedyczną, ale okazało się, że ma grypę z ciężkim zapaleniem płuc - przyznaje lekarz.
- Zdarzają się też chorzy, którzy muszą pilnie rozpocząć terapię nowotworową, ale nie mogą, bo najpierw trzeba opanować wirusa. Mogą też wystąpić ewentualne powikłania, które ma nawet dwie trzecie hospitalizowanych z powodu grypy - dodaje ekspert.
Brakuje mobilnych szczepień
- Aktualnie u moich pacjentów dominują silne bóle głowy, wysoka gorączka, nawet do 40 stopni, uczucie rozbicia. Obserwuję też teraz objawy gastryczne, np. bóle brzucha czy biegunkę, które towarzyszą grypie. Wcześniej takich przypadków było zdecydowanie mniej - wskazuje dr Dymkowski.
Objawy grypy u osób zaszczepionych są zdecydowanie łagodniejsze. Dr Dymkowski przyznaje jednak, że nie każdego pacjenta da się przekonać do szczepień. - Co ciekawe, obserwuję, że nie jest to kwestia oporu przed szczepieniami, ale przede wszystkim logistyki. Jeśli ktoś ma apteczny punkt 5 minut od przychodni, daje się namówić niemal od razu, ale jeśli jest to kilka kilometrów, rezygnuje, zwłaszcza przy takiej pogodzie - wskazuje lekarz.
Zdaniem lekarza, oprócz aptecznych punktów szczepień, potrzebne jest dodatkowe rozwiązanie, które poszerzyłoby dostęp do szczepień, co w konsekwencji przełożyłoby się na wyższą wyszczepialność.
Prof. Flisiak zaznacza, że konieczny jest powrót do mobilnych szczepień, które dla osób starszych, zwłaszcza przy takiej pogodzie są jedynym rozwiązaniem. - To rozwiązanie bardzo się sprawdzało, ale kompletnie zanikło. Sprawa rozbija się jak zwykle w polskiej ochronie zdrowia o finanse, a w tym przypadku o wyceny procedury wyjazdowej do pacjenta - mówi.
- POZ-y nie są więc zainteresowane wysyłaniem do pacjenta pielęgniarki, która mogłaby go zaszczepić, ale najwyraźniej resort zdrowia też nie widzi takiej potrzeby. Tymczasem jest to konieczność, bo umyka nam kluczowy pacjent, który jest najbardziej narażony na ciężki przebieg i powikłania - zaznacza prof. Flisiak.
Katarzyna Prus, dziennikarka Wirtualnej Polski
Źródła:
- Narodowy Instytut zdrowia Publicznego PZH-PIB
- Główny Inspektorat Sanitarny
- WP abcZdrowie
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.