Ludzie żyją tam długie lata. 97-latka sama rąbie drewno na opał
W Bieszczadach długowieczność nie jest hasłem z folderu turystycznego, tylko efektem codzienności, która wymusza ruch, prostą kuchnię i bliskość ludzi. W rozmowach "Wyborczej" z mieszkańcami Hoczwi, Cisnej i okolic powtarza się kilka motywów: samowystarczalność, rytm dnia podporządkowany naturze, jedzenie robione "u siebie" oraz relacje społeczne, które nie pozwalają zamknąć się w czterech ścianach.
W tym artykule:
Codzienna aktywność i domowa kuchnia
Maria Mołczan z Hoczwi ma 97 lat i opisuje życie, w którym ruch był codziennym obowiązkiem, nie treningiem. Dziś nadal stawia na samowystarczalność, bo to jej naturalny tryb funkcjonowania.
- Geny mam dobre. Dziadek i babka żyli długo, ponad 90 lat. Ojciec też długo żył. A mamę zabili. Nadleciały samoloty, zrzucili bomby, spalili chałupę, został tylko komin. Musiałam zająć się rodzeństwem - opisuje w rozmowie z dziennikarzem "Wyborczej" i dodaje: - Sama myję okna, bielę ściany. Sama zamawiam drewno do pieca. Sama palę, rąbię siekierą rozpałkę. Ale krojenia chleba mam dość. Poszłam do sklepu i mówię, żeby od tej pory dawali mi pokrojony chleb.
Wspomina też własny, wieloletni nawyk, który łączy z odpornością. - Od lat jem chleb razowy z czosnkiem. To mój sposób na odporność. Ale pomyślałam, że już tyle żyję, że mogę przestać jeść czosnek.
Sekret długowieczności. Najnowsze badania włoskich naukowców
W Cisnej rozmowy o długim życiu szybko schodzą na jedzenie i domowe zapasy. Seniorki z klubu "Tęcza" mówią, że w ich okolicy sklep jest raczej dodatkiem, a podstawą są spiżarnie i słoiki.
- Sklepy są dla turystów. My miejscowi sami robimy jedzenie. Każdy tu ma piwniczkę, spiżarnię, suterenę, żeby upchnąć weki. Może wzięło się to z dawnych lat, kiedy do sklepów było daleko. Wiadomo, po warzywa, mąkę, kaszę, sól, cukier, awokado idziemy do sklepu, ale nie kupujemy wysoko przetworzonej żywności. Co tylko można, pakujemy w słoiki - tłumaczy pani Halina.
Wolniejsze życie, ale razem z innymi
Ten sam obraz, tylko z perspektywy samorządu, rysuje wójt gminy Cisna Dariusz Wethacz. Mówi o warunkach środowiskowych, spokojniejszym tempie życia i ruchu, który w Bieszczadach jest czymś naturalnym.
- Wielu mieszkańców chodzi po górach, uprawia nordic walking. I to, co obserwuję od lat - tutaj naprawdę ludzie zdrowo się odżywiają. Nie mamy dużych sklepów sieciowych ani fast foodów. Każdy gotuje, robi przetwory, nie używa się wysoko przetworzonej żywności. Moi rodzice prowadzą gospodarstwo rolne i wiem, jakim zainteresowaniem cieszą się ich produkty - wymienia.
W klubach seniora długowieczność łączy się z byciem wśród innych, rozmową i poczuciem, że nadal jest się częścią wspólnoty. Apolonia Frącek z Leska ujmuje to bez ozdobników: - Pewnie, że chcemy się spotykać. W samotności szybciej się umiera.
Z kolei pani Halina ostrzega przed zamykaniem się po przejściu na emeryturę. To właśnie izolacja potrafi podcinać siły szybciej niż wiek.
Codzienny ruch, prosta kuchnia oparta na własnych zapasach i relacje, które wymuszają wyjście z domu, to prosty sposób na długowieczność po bieszczadzku. To nie jeden sekret, tylko suma drobnych, powtarzalnych praktyk, które działają latami.
Dominika Najda, dziennikarka Wirtualnej Polski
Źródła
- Wyborcza
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.