– To dusza była żoną miłości? – zapytał. – Wie pani, że do mężczyzn taki mariaż pasuje. Kiedy dusza płacze, to strzała Amora nic nie wskóra.
– Wydaje mi się, panie Tomku, że to kobiety częściej niż mężczyźni z erosem łączą psyche. Jeden z moich pacjentów, który zresztą po latach został bliskim przyjacielem, Janusz Leon Wiśniewski, autor Samotności w sieci, napisał: „Kobieta, żeby pójść do łóżka z mężczyzną, potrzebuje bliskości, zaufania i poczucia więzi. Mężczyzna – przeważnie – potrzebuje tylko miejsca”.
– Nie będę adwokatem diabła, zwłaszcza że Janusz Leon Wiśniewski zawodowo jest mi bliski. To matematyczny umysł.
– Tak, i podobnie jak pan był pracoholikiem, o czym mówił w wywiadach. Wrócę jednak na chwilę do Erosa, który początkowo był uosobieniem miłości uduchowionej i romantycznej. To Zygmunt Freud, ojciec współczesnej psychoanalizy, sprowadził eros do popędu życia. W jednym z dzieł poświęconych histerii i lęku napisał, że psychiczne podniecenie, które nie może być odpowiednio przetworzone lub rozładowane, „wskakuje” do części ciała i w ten sposób ulega przemianie (konwersji). Zgodnie z jego koncepcją cierpienie fizyczne jest więc symbolem nieuświadomionego konfliktu lub traumy. U pana tym szkopułem jest nieustanna praca bez czasu na życie. Na pocieszenie powiem, że nie jest pan wyjątkiem. Tak naprawdę udajemy przed samymi sobą i innymi, że mamy work life-balance. Wrzucamy na Facebooka zdjęcia z siłowni, restauracji fine dining czy teatru, które nic nie znaczą. Bo pomiędzy jednym a drugim ujęciem i tak pracujemy. Potrzeba środka spełnienia marzeń, czyli pieniądza, który zresztą jest spekulatywny, przesłoniła nam oczy. Dla ludzi wyzwań, zwierząt alfa, wypełnionych po brzegi adrenaliną i chęcią bycia liderem, liczy się sukces, rozumiany jako władza, pieniądze lub sława. Tak, jest pan uprzywilejowany, ale to uprzywilejowanie stało się pańskim przekleństwem. Osiągnął pan bardzo dużo i zapłacił bardzo wysoką cenę. Pańskie ciało postawiło jednak granicę i krzyczy wniebogłosy.
– Nigdy nie patrzyłem na to w ten sposób.
– Tak, wiem, jeszcze kwadrans temu był pan alergikiem. Moja lekarska intuicja i wieloletnia praktyka podsuwają inną diagnozę: pańskie objawy rodzą się z dysharmonii ciała i duszy. Chociaż należymy do gatunku ludzi rozumnych (Homo sapiens), to nie potrafimy w pełni zapanować nad ciałem.
– Czy zaburzenia psychosomatyczne mogą przejść w chorobę organiczną?
– Niestety tak, dlatego psychosomatyk powinien korzystać z pomocy psychologa lub… – W tym miejscu ugryzłam się w język, pamiętając, jak pan Tomek zareagował na skierowanie do psychiatry.
– Nie dokończyła pani zdania. Miała pani na myśli psychiatrę, którego nazwałem lekarzem od wariatów, tak? – Mój inteligentny pacjent czytał między słowami.