Trwałe zaburzenia, większe ryzyko infekcji. Ekspertka wyjaśnia, jak alkohol wpływa na odporność

Alkohol pogarsza funkcjonowanie układu odpornościowego, nawet jeśli jest wypijany okazjonalnie - zaznacza prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska z Katedry Wirusologii i Immunologii, Instytutu Nauk Biologicznych UMCS w Lublinie. Potwierdzają to badania naukowe.

Profesor wskazuje na zagrożenia związane z piciem alkoholuProfesor wskazuje na zagrożenia związane z piciem alkoholu
Źródło zdjęć: © Facebook, Getty Images
Magdalena Pietras

Alkohol działa dwutorowo

"Alkohol działa na układ odpornościowy dwutorowo: nawet okazjonalne "upicie się" na krótko obniża obronę przed zakażeniami, a przewlekłe picie systematycznie ją rozstraja i osłabia" – tłumaczy profesor.

Alkohol wpływa zarówno na odporność wrodzoną (pierwszą linię obrony), jak i na odporność nabytą, która odpowiada m.in. za "pamięć" immunologiczną i reakcję na szczepienia. Kluczowe znaczenie ma tu ilość wypitego alkoholu i to, jak długo organizm jest na niego narażony: jednorazowe upojenie może osłabić odporność na kilka godzin lub dni, natomiast długotrwałe nadużywanie prowadzi do trwałych, wielonarządowych zaburzeń pracy układu immunologicznego.

Jednorazowe "upicie się": okno większej podatności na infekcje

Układ odpornościowy dosyć szybko zaczyna odczuwać skutki okazjonalnego, "imprezowego" picia. Prof. Szuster-Ciesielska zwraca uwagę, że ostre upojenie upośledza pracę komórek odpornościowych, które jako pierwsze reagują na zagrożenie. "Jednorazowe, ostre upojenie (np. bal z poziomem etanolu ok. 0,2 proc.) potrafi na kilka–kilkanaście godzin istotnie upośledzić funkcje neutrofili i makrofagów, zmniejszyć produkcję kluczowych cytokin prozapalnych (TNF α, IL 1, IL 6) i osłabić wczesną odpowiedź na zakażenia bakteryjne" - wyjaśnia ekspertka.

Oznacza to, że organizm może być przez pewien czas osłabiony, a przez to gorzej przygotowany na kontakty z patogenami. Zauważalna jest wtedy większa podatność na infekcje dróg oddechowych, gorsze gojenie się ran czy słabsza reakcja na bakterie.

Przewlekłe nadużywanie: odporność "rozstrojona" na długo

Regularne spożywanie alkoholu może prowadzić do trwałych zmian w odporności organizmu. Prof. Szuster-Ciesielska wskazuje na potencjalne konsekwencje, w tym:

  • limfopenię, czyli spadek liczby krążących limfocytów T i B,
  • zaburzenia działania limfocytów T (m.in. skłonność do przewlekłej aktywacji i anergii),
  • zmiany w limfocytach B: spadek liczby komórek przy jednoczesnych "paradoksalnych" wzrostach poziomów niektórych przeciwciał,
  • problemy w odporności wrodzonej (chemotaksja i fagocytoza neutrofili, funkcja makrofagów w płucach),
  • "rozszczelnienie" bariery jelitowej, co ułatwia przenikanie bakterii i endotoksyn.

W efekcie rośnie ryzyko infekcji i ich cięższego przebiegu – nie tylko bakteryjnych, ale też wirusowych i grzybiczych.

Alkohol a szczepienia: słabsza odpowiedź poszczepienna

Profesor zwraca uwagę również na aspekt, o którym mówi się rzadziej: wpływ alkoholu na skuteczność szczepień.

"U osób przewlekle pijących obserwuje się gorszą odpowiedź poszczepienną: niższe miana przeciwciał, upośledzoną odpowiedź komórkową, co przekłada się na niższą skuteczność niektórych szczepień (opisywano to m.in. dla szczepionek przeciw grypie czy zapaleniu wątroby)" - wyjaśnia.

Czy rodzaj alkoholu ma znaczenie?

Ekspertka podkreśla, że większe znaczenie niż rodzaj alkoholu ma dawka przyjmowanego etanolu. "To właśnie etanol i jego metabolit, aldehyd octowy, uszkadzają komórki i zwiększają ryzyko raka – niezależnie od rodzaju trunku" - tłumaczy.

Jak zaznacza, różnice między piwem, winem a wódką wynikają przede wszystkim z tego, w jaki sposóbw jakich ilościach ludzie je piją (np. kieliszek do posiłku kontra weekendowe "urwanie filmu") oraz z całego stylu życia (choćby diety śródziemnomorskiej), a nie z rzekomych "prozdrowotnych" właściwości samego alkoholu.

"To, co kiedyś opisywano jako 'ochronne działanie kieliszka czerwonego wina', dziś w nowszych badaniach wygląda raczej na efekt zdrowszego stylu życia takich osób – a nawet jeśli jest tam minimalny zysk dla serca, to znika on, gdy policzymy łączne ryzyko nowotworów i innych chorób przy jakimkolwiek regularnym piciu" - dodaje.

Żadna dawka nie jest dobra

Coraz więcej dużych analiz i stanowisk instytucji zdrowia publicznego odchodzi od przekazu, że "umiarkowane picie jest zdrowe". Dominujące podejście jest dziś inne: z perspektywy zdrowia populacji nie da się wskazać dawki alkoholu całkowicie wolnej od ryzyka, dlatego najrozsądniejszą strategią jest ograniczanie spożycia do minimum.

"WHO wprost stwierdza, że nie ma ilości alkoholu w pełni 'bezpiecznej' dla zdrowia, ponieważ etanol jest kancerogenem klasy 1, a dostępne dane nie pozwalają wyznaczyć progu, poniżej którego ryzyko nowotworów znika" - wyjaśnia.

Magdalena Pietras, dziennikarka Wirtualnej Polski

Źródło: Facebook Prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie