Trwałe zaburzenia, większe ryzyko infekcji. Ekspertka wyjaśnia, jak alkohol wpływa na odporność
Alkohol pogarsza funkcjonowanie układu odpornościowego, nawet jeśli jest wypijany okazjonalnie - zaznacza prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska z Katedry Wirusologii i Immunologii, Instytutu Nauk Biologicznych UMCS w Lublinie. Potwierdzają to badania naukowe.
Alkohol działa dwutorowo
"Alkohol działa na układ odpornościowy dwutorowo: nawet okazjonalne "upicie się" na krótko obniża obronę przed zakażeniami, a przewlekłe picie systematycznie ją rozstraja i osłabia" – tłumaczy profesor.
Alkohol wpływa zarówno na odporność wrodzoną (pierwszą linię obrony), jak i na odporność nabytą, która odpowiada m.in. za "pamięć" immunologiczną i reakcję na szczepienia. Kluczowe znaczenie ma tu ilość wypitego alkoholu i to, jak długo organizm jest na niego narażony: jednorazowe upojenie może osłabić odporność na kilka godzin lub dni, natomiast długotrwałe nadużywanie prowadzi do trwałych, wielonarządowych zaburzeń pracy układu immunologicznego.
Zobacz także: Zapobiega i leczy. Szybko poprawi odporność organizmu
Jednorazowe "upicie się": okno większej podatności na infekcje
Układ odpornościowy dosyć szybko zaczyna odczuwać skutki okazjonalnego, "imprezowego" picia. Prof. Szuster-Ciesielska zwraca uwagę, że ostre upojenie upośledza pracę komórek odpornościowych, które jako pierwsze reagują na zagrożenie. "Jednorazowe, ostre upojenie (np. bal z poziomem etanolu ok. 0,2 proc.) potrafi na kilka–kilkanaście godzin istotnie upośledzić funkcje neutrofili i makrofagów, zmniejszyć produkcję kluczowych cytokin prozapalnych (TNF α, IL 1, IL 6) i osłabić wczesną odpowiedź na zakażenia bakteryjne" - wyjaśnia ekspertka.
Oznacza to, że organizm może być przez pewien czas osłabiony, a przez to gorzej przygotowany na kontakty z patogenami. Zauważalna jest wtedy większa podatność na infekcje dróg oddechowych, gorsze gojenie się ran czy słabsza reakcja na bakterie.
Przewlekłe nadużywanie: odporność "rozstrojona" na długo
Regularne spożywanie alkoholu może prowadzić do trwałych zmian w odporności organizmu. Prof. Szuster-Ciesielska wskazuje na potencjalne konsekwencje, w tym:
- limfopenię, czyli spadek liczby krążących limfocytów T i B,
- zaburzenia działania limfocytów T (m.in. skłonność do przewlekłej aktywacji i anergii),
- zmiany w limfocytach B: spadek liczby komórek przy jednoczesnych "paradoksalnych" wzrostach poziomów niektórych przeciwciał,
- problemy w odporności wrodzonej (chemotaksja i fagocytoza neutrofili, funkcja makrofagów w płucach),
- "rozszczelnienie" bariery jelitowej, co ułatwia przenikanie bakterii i endotoksyn.
W efekcie rośnie ryzyko infekcji i ich cięższego przebiegu – nie tylko bakteryjnych, ale też wirusowych i grzybiczych.
Alkohol a szczepienia: słabsza odpowiedź poszczepienna
Profesor zwraca uwagę również na aspekt, o którym mówi się rzadziej: wpływ alkoholu na skuteczność szczepień.
"U osób przewlekle pijących obserwuje się gorszą odpowiedź poszczepienną: niższe miana przeciwciał, upośledzoną odpowiedź komórkową, co przekłada się na niższą skuteczność niektórych szczepień (opisywano to m.in. dla szczepionek przeciw grypie czy zapaleniu wątroby)" - wyjaśnia.
Czy rodzaj alkoholu ma znaczenie?
Ekspertka podkreśla, że większe znaczenie niż rodzaj alkoholu ma dawka przyjmowanego etanolu. "To właśnie etanol i jego metabolit, aldehyd octowy, uszkadzają komórki i zwiększają ryzyko raka – niezależnie od rodzaju trunku" - tłumaczy.
Jak zaznacza, różnice między piwem, winem a wódką wynikają przede wszystkim z tego, w jaki sposób i w jakich ilościach ludzie je piją (np. kieliszek do posiłku kontra weekendowe "urwanie filmu") oraz z całego stylu życia (choćby diety śródziemnomorskiej), a nie z rzekomych "prozdrowotnych" właściwości samego alkoholu.
"To, co kiedyś opisywano jako 'ochronne działanie kieliszka czerwonego wina', dziś w nowszych badaniach wygląda raczej na efekt zdrowszego stylu życia takich osób – a nawet jeśli jest tam minimalny zysk dla serca, to znika on, gdy policzymy łączne ryzyko nowotworów i innych chorób przy jakimkolwiek regularnym piciu" - dodaje.
Żadna dawka nie jest dobra
Coraz więcej dużych analiz i stanowisk instytucji zdrowia publicznego odchodzi od przekazu, że "umiarkowane picie jest zdrowe". Dominujące podejście jest dziś inne: z perspektywy zdrowia populacji nie da się wskazać dawki alkoholu całkowicie wolnej od ryzyka, dlatego najrozsądniejszą strategią jest ograniczanie spożycia do minimum.
"WHO wprost stwierdza, że nie ma ilości alkoholu w pełni 'bezpiecznej' dla zdrowia, ponieważ etanol jest kancerogenem klasy 1, a dostępne dane nie pozwalają wyznaczyć progu, poniżej którego ryzyko nowotworów znika" - wyjaśnia.
Magdalena Pietras, dziennikarka Wirtualnej Polski
Źródło: Facebook Prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.