Rzadka choroba. Na świecie kilkanaście przypadków, połowa w Polsce

Obecnie na świecie rozpoznano tylko kilkanaście osób z mutacją w genie PUS3. Połowę tej grupy stanowią polskie dzieci. Dziś polscy badacze, razem z rodzinami chorych dzieci, pracują nad rozwiązaniem, na które duże firmy farmaceutyczne raczej nie przeznaczą pieniędzy, bo dotyczy bardzo niewielkiej grupy pacjentów.

Polacy tworzą przełomowy lek na ultrarzadką chorobęPolacy tworzą przełomowy lek na ultrarzadką chorobę
Źródło zdjęć: © Getty Images | © Sebastian Rose 2013
Magdalena Pietras

Czym jest mutacja PUS3?

Mutacja polega na błędnej zamianie pojedynczej "litery" w kodzie genetycznym: w pozycji 212 zamiast adeniny (A) pojawia się guanina (G). Taka zmiana wystarcza, by enzym kodowany przez gen PUS3 miał wadliwą, termicznie niestabilną strukturę. W temperaturze ciała człowieka ulega on szybkiej degradacji, co ma przekładać się na znaczny spadek wydajności biosyntezy białek w komórkach.

Konsekwencją jest rzadki zespół licznych wad wrodzonych, w którym pojawiają się m.in. ciężka niepełnosprawność intelektualna, globalne opóźnienie rozwoju, brak mowy (afazja), niedobór wzrostu, małogłowie, a także wady narządów wewnętrznych czy zez. Opisywanym objawem bywają również rozległe plamy mongolskie – sinawo-szaroniebieskie przebarwienia skóry. U części pacjentów występuje także padaczka, nierzadko lekooporna. Choroba ma charakter neurodegeneracyjny i postępujący, a badania obrazowe mózgu mogą ujawniać różnorodne nieprawidłowości.

Mutacja może mieć polskie korzenie

Obecnie na świecie rozpoznano 12 osób z mutacją w genie PUS3, odpowiedzialnym za wytwarzanie enzymu – syntazy pseudourydyny 3. Połowę tej grupy stanowią polskie dzieci, a u co najmniej trojga pozostałych pacjentów potwierdzono polskie pochodzenie. To skłania badaczy do hipotezy tzw. efektu założyciela (founder effect) – czyli sytuacji, w której dana mutacja pojawia się dawno temu u wspólnego przodka, a potem "rozchodzi" się w określonej populacji. W tym przypadku chodzi o wariant c.212A>G (p.Y71C), który – według przypuszczeń naukowców – mógł powstać wieki temu w naszej części Europy, prawdopodobnie na terenach dzisiejszego Śląska.

Z dostępnych szacunków wynika, że w Polsce dziecko z syndromem PUS3 mogłoby rodzić się średnio raz na 1–2 lata. Badacze podejrzewają też, że pacjentów może być więcej, tylko część z nich otrzymała inną diagnozę, np. mózgowe porażenie dziecięce czy konsekwencje niedotlenienia okołoporodowego.

Terapia genowa dla dzieci z chorobą spowodowaną mutacją w PUS3 ma powstać dzięki współpracy polskich naukowców i fundacji pacjenckiej PUS3 Foundation, która zbiera środki na badania.

Historia Jerzego

Jednym z polskich dzieci chorujących na syndrom PUS3 jest dwuletni Jerzy, syn założyciela PUS3 Foundation Jana Kieszczyńskiego. Po urodzeniu chłopiec dostał 10 punktów w skali Apgar, jednak z czasem rodzice zauważyli, że jego rozwój odbiega od normy. Znacznie obniżone napięcie mięśniowe utrudniało mu poruszanie się i jedzenie pokarmów stałych, a kolejne "kamienie milowe" nie pojawiały się w typowym czasie. Intensywna praca z fizjoterapeutą była potrzebna, by Jerzy zaczął raczkować, siadać czy stawać. O genetycznym podłożu problemu rodzice mieli dowiedzieć się niedługo po pierwszych urodzinach syna.

Terapia genowa jako szansa

Nad terapią genową pracuje prof. Leszek Lisowski – naukowiec związany z Children’s Medical Research Institute w Sydney, współpracujący także z Gene2Cure Foundation w USA. W projekt zaangażowany jest również prof. Robert Śmigiel, kierujący Uniwersyteckim Centrum Chorób Rzadkich we Wrocławiu i współtworzący Stowarzyszenie "Wspólnie", wspierające rodziny dzieci z rzadkimi chorobami genetycznymi.

W materiałach informacyjnych podkreślono, że syndrom PUS3 jest uznawany za "modelowego kandydata" do terapii genowej m.in. dlatego, że sam gen jest bardzo mały, co ma ułatwiać umieszczenie go w wektorze wirusowym AAV9. Mechanizm opisano prosto: nieszkodliwy dla ludzi wirus "dostarcza" poprawną sekwencję genu do komórek, a organizm zaczyna produkować prawidłowy enzym. Nie chodzi wyłącznie o łagodzenie objawów, ale o ingerencję u źródła problemu – "naprawianie" biologicznego "systemu operacyjnego".

Dotychczasowe badania prowadzone in vitro na komórkach miały pokazać, że po podaniu prawidłowego genu metabolizm wraca do normy. To – jak wskazują autorzy komunikatu – daje nadzieję na przywrócenie neuroplastyczności i możliwości rozwoju u chorych dzieci, w tym mowy i sprawności ruchowej.

Największe wyzwania

Choć polscy naukowcy dysponują wiedzą i narzędziami, by rozwijać terapię, kluczowym problemem pozostaje finansowanie. Dla firm farmaceutycznych opracowanie leku dla kilkunastu pacjentów na świecie zwykle nie jest opłacalne, a jednocześnie brakuje rozwiązań systemowych, które ułatwiałyby prowadzenie badań nad lekami sierocymi dla ultrarzadkich chorób.

– Terapie genowe są to najdroższe leki, jakie istnieją na świecie. Leki wchodzące na rynek z firm farmaceutycznych często przekraczają 3 mln dolarów za dawkę. Jedna dawka jest wystarczająca, żeby tę chorobę wyleczyć, ale mówimy o ponad trzech mln dolarów amerykańskich – podkreślił prof. Leszek Lisowski. Badacz wyraził nadzieję, że terapia opracowana w ramach projektu będzie dostępna dla dzieci bezpłatnie, zaznaczając jednocześnie, że samo stworzenie leku wiąże się z dużymi kosztami.

Jak oszacowano, cały projekt – od prac laboratoryjnych do momentu podania terapii pacjentom – może potrwać 3–5 lat i kosztować około 5 mln euro. PUS3 Foundation prowadzi zbiórkę środków na pierwszy etap, a celem jest zgromadzenie 1 mln euro. Ten etap ma obejmować m.in. projektowanie wektora wirusowego, testy na komórkach pacjentów, badania na modelach przedklinicznych oraz ocenę bezpieczeństwa.

"Wyrok podwójny" dla rodziców

– Diagnoza ultrarzadkiej choroby genetycznej to dla rodzica wyrok podwójny. Z jednej strony patrzymy, jak choroba bezwzględnie odbiera naszemu dziecku sprawność fizyczną i intelektualną. Z drugiej strony zderzamy się z realiami medycznego biznesu. Dla firm farmaceutycznych stworzenie leku dla kilkunastu dzieci na świecie jest po prostu nieopłacalne. Usłyszeliśmy, że nic nie da się zrobić – zaznaczył Jan Kieszczyński.

W jego ocenie zbiórka to szansa nie tylko dla Jerzego, ale dla wszystkich dzieci z PUS3 – zarówno już zdiagnozowanych, jak i tych, które dopiero się urodzą. Prof. Lisowski zwracał z kolei uwagę na presję czasu. – Te choroby genetyczne, o których mówimy, tak jak PUS3, to są choroby postępujące (...) Im szybciej, tym lepiej (...) Te projekty zajmują dużo czasu i wymagają dużej ilości pieniędzy. Czego chcemy uniknąć, to żeby rozwój tego projektu się zatrzymał w momencie, gdy tych pieniędzy zabraknie i musiał czekać na zbiórkę pieniędzy – zaznaczył ekspert.

Warto o tym mówić właśnie teraz, ponieważ ostatni dzień lutego obchodzony jest jako Dzień Chorób Rzadkich.

Magdalena Pietras, dziennikarka Wirtualnej Polski

Źródło: Polska Agencja Prasowa

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie
Pobudka o 5 rano? Nie każdemu będzie służyć
Pobudka o 5 rano? Nie każdemu będzie służyć
Sól powoduje nie tylko nadciśnienie. Nawet lekarze nie wiedzą o problemie
Sól powoduje nie tylko nadciśnienie. Nawet lekarze nie wiedzą o problemie
Tych leków może zabraknąć. GIF przekazał komunikat o dostępności
Tych leków może zabraknąć. GIF przekazał komunikat o dostępności
Sinsay wycofuje produkt. Może nasilać reakcje alergiczne
Sinsay wycofuje produkt. Może nasilać reakcje alergiczne
MZ podzieliło pieniądze na in vitro. "Krzywdzące dla pacjentów"
MZ podzieliło pieniądze na in vitro. "Krzywdzące dla pacjentów"
Choroby rzadkie to problem nawet 3 mln Polaków. Na diagnozę czekają średnio 4 lata
Choroby rzadkie to problem nawet 3 mln Polaków. Na diagnozę czekają średnio 4 lata
Zmarł Ryszard Łopuch, współtwórca samorządu lekarskiego. NIL składa kondolencje
Zmarł Ryszard Łopuch, współtwórca samorządu lekarskiego. NIL składa kondolencje
Test zamiast chemioterapii. "Jedna trzecia pacjentek w ogóle jej nie potrzebowała"
Test zamiast chemioterapii. "Jedna trzecia pacjentek w ogóle jej nie potrzebowała"
Ponad 537 tys. zł kary dla szpitala w Świdnicy. NFZ wskazuje na nieprawidłowości przy transporcie pacjentki
Ponad 537 tys. zł kary dla szpitala w Świdnicy. NFZ wskazuje na nieprawidłowości przy transporcie pacjentki
Dotyczy 5 proc. populacji. Po pandemii zwrócono uwagę na tę dolegliwość
Dotyczy 5 proc. populacji. Po pandemii zwrócono uwagę na tę dolegliwość
To warzywo działa jak naturalny detoks dla wątroby. Jemy go za mało
To warzywo działa jak naturalny detoks dla wątroby. Jemy go za mało
Ogromne różnice w pensjach pielęgniarek. Liczby mogą wprowadzać w błąd
Ogromne różnice w pensjach pielęgniarek. Liczby mogą wprowadzać w błąd