Astronomiczne zarobki neurochirurgów. "Potrzebujemy transparentności na cito"

– System, który potrafi ścigać lekarzy za błędnie wypisane recepty na mleko zastępcze, nagle rozkłada ręce. Tak tekst Michała Janczury o astronomicznych zarobkach neurochirurgów komentuje dr Maria Libura, ekspertka ds. ochrony zdrowia.

System stwarza pokusę do nadużyć - stwierdzają ekspertkiSystem stwarza pokusę do nadużyć - stwierdzają ekspertki
Źródło zdjęć: © Materiały WP
Mateusz Różański

Rachunki opiewające na 26 tysięcy złotych za godzinę i ponad 300 tysięcy złotych za jeden dzień pracy. Setki pacjentów z niemal identyczną dokumentacją medyczną, wielomilionowe kary od NFZ i śledztwo prokuratury. Michał Janczura w swoim tekście, który w poniedziałek ukazał się na Wirtualnej Polsce, opisał działanie spółki neurochirurgów Spine. Działając na terenie kilku województw, miała ona stworzyć mechanizm naciągania publicznego systemu ochrony zdrowia.

Naciąganie systemu

Jednym z miejsc działalności spółki był Szpital Powiatowy w Mogilnie. Po przeanalizowaniu dokumentacji medycznej tamtejsza dyrekcja powiadomiła prokuraturę. Z doniesienia wynika, że była szefowa placówki działała na jej szkodę, a neurochirurdzy oszukiwali szpital i fałszowali dokumentację pacjentów.

"Długowieczność zaczyna się od zdrowia". Senator Beata Małecka-Libera o profilaktyce zdrowotnej

Proceder miał opierać się m.in. na wpisywaniu do dokumentacji droższych zabiegów niż te wykonane w rzeczywistości. W ten sposób spółka wystawiała szpitalowi astronomiczne rachunki za procedury, które odbyły się wyłącznie na papierze.

- Jeśli potwierdzą się zarzuty, o których mowa, będziemy mieć do czynienia z oszustwem, a dokładniej z naciąganiem systemu. Niestety, w ostatnich latach powstały warunki, które umożliwiają takie nadużycia – wskazuje w rozmowie z Wirtualną Polską ekonomistka dr hab. Monika Raulinajtys-Grzybek, kierowniczka Think Tanku #SGH dla ochrony zdrowia.


Badaczka podkreśla, że neurochirurgia jest przykładem dziedziny, w której technologia rozwija się niezwykle dynamicznie. Z punktu widzenia pacjenta to świetna wiadomość, jednak szybki postęp rodzi również wysokie koszty.

– Jeżeli stosujemy nowe technologie, wycena takiego świadczenia przez NFZ powinna nie tylko pokrywać bieżące koszty i zapewniać szpitalowi margines zysku, ale również umożliwiać inwestowanie w rozwój tej dyscypliny i jej wykorzystanie na szerszą skalę – zauważa ekonomistka.

Dyrektorzy stają na głowie

Z drugiej strony neurochirurgia jest dziedziną na tyle kluczową, że rezygnacja z niej w polskich realiach szpitalnych jest niezwykle trudna, o ile w ogóle możliwa. Wpływa na to specyfika finansowania ochrony zdrowia oraz potężne niedobory kadrowe.

– Każdy dyrektor szpitala obawia się momentu negocjowania umów z personelem medycznym, ponieważ jego pozycja w stosunku do lekarzy jest skrajnie słaba. Na rynku medycznym panują dziś bezwzględne reguły. Dyrektor musi dosłownie "stanąć na głowie", aby utrzymać zespół u siebie, co przekłada się na presję płacową i ciągły wzrost wynagrodzeń, a co za tym idzie kosztów działania szpitala. W kwestiach finansowych menedżerowie nie mają dziś dużego pola manewru – podkreśla dr hab. Raulinajtys-Grzybek.

Taka sytuacja sprzyja powstawaniu nadużyć. Na rynku pojawiają się podmioty zewnętrzne i spółki medyczne, które wchodząc do szpitali, zaczynają prowadzić czysty biznes medyczny. Jego głównym celem staje się wykonanie jak największej liczby procedur przy jak najwyższym zysku.

– W pogoni za dodatkowym przychodem pojawia się pokusa nadużyć. W dokumentacji medycznej zmiana nazwy zabiegu, dopisanie procedury czy zmiana opisu powoduje, że można ją rozliczyć jako bardziej skomplikowaną. Im bardziej złożony proces leczenia, jak na przykład w neurochirurgii, tym takie oszustwo może łatwiej przejść niezauważone – wskazuje ekspertka SGH.

Odrębną kwestią pozostaje ogromna odpowiedzialność samych lekarzy, od których precyzji na bloku operacyjnym zależy życie i sprawność chorych.

– W większości są to niezwykle trudne operacje w obrębie mózgu czy kręgosłupa, wymagające unikalnych umiejętności i wiążące się z ogromnym ryzykiem zawodowym. Z drugiej strony, wysoki poziom skomplikowania procedur oraz złożoność systemu rozliczeń powodują, że pojawia się niebezpieczna przestrzeń do nadużyć, które nie powinny mieć miejsca– podsumowuje dr hab. Monika Raulinajtys-Grzybek.

Powstaje pytanie, co robić, by unikać tego typu sytuacji w przyszłości. 

Analityczne pospolite ruszenie

– Przede wszystkim system ma słabe bezpieczniki, a do tego nie wykorzystuje w pełni tych, które ma. Jego największym problemem jest brak transparentności. Sytuacja opisana przez Michała Janczurę pokazuje, że nie bada się nawet tego, co teoretycznie widać w sprawozdawczości – czyli na przykład dlaczego nagle pojawia się ogromny wolumen wysokokosztowych świadczeń, choć wcześniej szpital ich nie wykonywał – zauważa w rozmowie z WP abcZdrowie dr Maria Libura, kierowniczka Zakładu Dydaktyki i Symulacji Medycznej Collegium Medicum UWM.

System, który potrafi ścigać lekarzy za to, że źle wypisywali recepty na mleko zastępcze, tutaj nagle rozkłada ręce. Nie zauważa, że pojawia się jakaś nieprawdopodobna liczba hospitalizacji w małym szpitalu powiatowym, który w dodatku dotąd nie oferował podobnych świadczeń – mówi.

Zdaniem ekspertki szybkim bodźcem do uzdrowienia sytuacji może być większe otwarcie danych medycznych dla zewnętrznych badaczy.

– Ogromnym problemem jest mała transparentność i zbyt słabe wykorzystanie niezależnej analityki. Uważam, że na fali obecnego zainteresowania ochroną zdrowia trzeba wręcz zrobić analityczne pospolite ruszenie, ale zorganizowane, a nie chaotyczne. Skoro instytucje publiczne nie mają jak widać mocy przerobowych, to m.in. uczelnie i akredytowane zespoły badawcze powinny uzyskać jasną ścieżkę dostępu do danych systemu ochrony zdrowia.

– Oczywiście należy zrobić to z poszanowaniem prawa do prywatności, w bezpiecznym środowisku cyfrowym, z przejrzystymi regułami dostępu, rejestrem projektów, kontrolą celu wykorzystania danych i obowiązkiem publikowania wyników w formie zbiorczej. Mamy na to wzorce, takie jak fińskie centrum Findata. Dodatkową zaletą takiego rozwiązania będzie większa kontrola społeczna nad tym, co dzieje się w systemie, co samo z siebie wpłynie na zachowania różnych graczy. System potrzebuje transparentności na cito – w epoce cyfryzacji ochrony zdrowia możemy już jej dostarczyć – podkreśla dr Libura.

Błąd tkwi w architekturze

Ekspertka zastrzega jednak, że celem zmian nie powinno być jedynie szukanie winnych, ale głęboka reforma strukturalna.

– Tu nie chodzi o powołanie jakiejś inkwizycji, tylko o zapewnienie bezpieczeństwa pacjentom. Rozumiem dynamikę oburzenia społecznego w reakcji na ujawniane afery; ona jest całkowicie zrozumiała. Natomiast jeżeli chcemy zmienić system, to musimy przeanalizować, gdzie są błędy, po to, żeby zrozumieć, co je generuje. Jeśli skupimy się tylko na narracji o wyjątkowych, skrajnych patologiach, to niczego nie naprawimy. A skoro tych patologii jest trochę za dużo, błąd tkwi w architekturze systemu, która na to pozwala. Potrzebujemy transparentności i rozliczalności – podsumowuje Maria Libura.

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie