Na wadze zobaczyła "straszną liczbę". Lekarka schudła 40 kg
Doktor hab. Magda Wiśniewska, która ma pod opieką m.in. pacjentów z chorobą otyłościową, w ciągu dwóch lat schudła 40 kg. – Udawało mi się schudnąć raz na dłużej, raz na krócej. Zawsze jednak znów przybierałam na wadze. W końcu doszłam do punktu, w którym musiałam to zmienić – przyznaje w rozmowie z WP abcZdrowie.
Marta Słupska, dziennikarka Wirtualnej Polski: Pani doktor, schudnięcie to jedno z najczęstszych postanowień noworocznych. Dla pani stało się ono celem na początku 2023 roku. W ciągu dwóch lat schudła pani 40 kg. Co było motorem do zmiany?
Dr hab. Magda Wiśniewska, specjalistka interny, nefrologii, obesitologii, diabetologii i transplantologii: Weszłam na wagę i zobaczyłam na niej straszną liczbę. Dzień później wykonałam badania kontrolne, które wykazały stan przedcukrzycowy i dużą dyslipidemię. Źle się czułam sama ze sobą, a poza tym… lekarzowi nie wypada być otyłym. To jest kwestia wiarygodności. Odczuwam to przede wszystkim w mediach społecznościowych, gdzie publikuję nagrania dotyczące m.in. leczenia otyłości. Wcześniej, zanim schudłam, zdarzało mi się czytać uszczypliwe komentarze na swój temat, np. "Może niech pani zacznie od siebie".
I zaczęła pani. Wiele było tych prób przed 2023 rokiem?
Jak szybko obniżyć zbyt wysokie tętno?
Wiele. Jestem klasycznym przypadkiem pacjenta z chorobą otyłościową. Udawało mi się schudnąć raz na dłużej, raz na krócej. Zawsze jednak znów przybierałam na wadze. W końcu doszłam do punktu, w którym musiałam to zmienić.
Czy na początku miała pani konkretny cel, ile chce schudnąć?
Nie, choć w postanowieniach noworocznych dobrze jest go mieć. Cel musi być racjonalny. Pacjenci chcą szybko osiągnąć efekt, korzystają z diet mocno ograniczających liczbę kalorii, a te stosowane długofalowo spowalniają metabolizm i utrudniają chudnięcie. Mam coraz więcej pacjentów po restrykcyjnych dietach 500 czy 800 kalorii. Trudno odwrócić ten trend, bo by chudnąć, musieliby jeść jeszcze mniej. Ich leczenie jest dużo trudniejsze, ale możliwe.
Mierzyła pani jakoś regularnie spadki wagi?
Czasem aż za regularnie, bo codziennie, a to za często. To błąd zwłaszcza u kobiet, bo nasza waga zależy od fazy cyklu i przed miesiączką czy w jej trakcie będziemy ważyć trochę więcej ze względu na przybór wody. Najlepiej ważyć się raz w tygodniu. Później mierzyłam także obwody i zaczęłam korzystać z aplikacji, która pokazuje moją masę ciała, trend roczny itp. To motywuje.
Od czego pani zaczęła proces redukcji?
Od zweryfikowania nawyków żywieniowych. Nie diety, bo to złe słowo. Dieta kojarzy się z tym, że trwa jakiś czas i się kończy. A nam chodzi o długofalową zmianę i poprawę relacji z jedzeniem, bo wielu pacjentów ma jedzenie kompulsywne, zajada stresy, samotność… Nie chodzi o to, żeby sobie wszystkiego ciągle odmawiać.
Proces musi być stopniowy i bez poczucia dużej straty: nie musisz odstawiać słodyczy, ale je znacząco ogranicz. Sama sobie to tak tłumaczę: jeśli zjem duży obiad w restauracji, to tego dnia nastawiam się na większą aktywność fizyczną, a następnego moje posiłki powinny być mniej kaloryczne.
To co pani zmieniła w swoim menu?
Prawie odstawiłam pieczywo – od czasu do czasu jem wyłącznie pełnoziarniste. Zrezygnowałam z produktów z białej mąki, makaron zamieniłam na pełnoziarnisty. Jedynie do brązowego ryżu nie mogę się przekonać i jem biały (śmiech). Do tego zwiększyłam ilości białka w diecie i regularnie ćwiczę.
Co pani jeszcze pomogło w redukcji?
Zdecydowanie wsparcie męża. Od początku mi kibicuje, razem regularnie uprawiamy aktywność fizyczną.
To są trzy najważniejsze filary leczenia choroby otyłościowej: zmiana nawyków żywieniowych, ruch i wsparcie. W swoim procesie chudnięcia korzystałam z nich maksymalnie, ale z racji tego, że moja otyłość była bardzo zaawansowana (BMI powyżej 40), musiałam włączyć leczenie farmakologiczne, czyli analogi GLP-1.
Ile czasu je pani brała?
Prawie dwa lata. Zaznaczę, że wbrew powszechnej opinii to nie jest droga na skróty. To lek zarejestrowany w leczeniu choroby otyłościowej, przepisywany w przypadku, gdy mamy do czynienia z jej powikłaniami: chorobą zwyrodnieniową stawów, bezdechem sennym, chorobą niedokrwienną serca, nadciśnieniem czy stanem przedcukrzycowym.
Zawsze podkreślam jednak, że nie wolno zaczynać leczenia otyłości od leków. Pacjent musi zrozumieć, dlaczego jest otyły, wprowadzić modyfikacje stylu życia. Sam lek owszem, spowoduje redukcję, ale po jego odstawieniu waga wróci z nawiązką. Choroba otyłościowa jest chorobą przewlekłą, trudną w leczeniu, z tendencją do nawrotów. Badania jasno pokazują, że większość osób, które redukowały masę ciała, żeby móc ją utrzymać, musi pozostać na jakiejś podtrzymującej dawce leku.
Pamiętajmy też, że motywacja w redukcji wagi jest ważna, ale działa na chwilę. Potem trzeba ją zamienić w samodyscyplinę.
Zdarzały się pani kryzysy?
Oczywiście. Najtrudniej jest w okolicach świąt. Poza tym gdy pojawiały się jakieś kontuzje, gdy musiałam ograniczyć ruch, było mi trudniej. Ale gorsze momenty zawsze będą i nie można się wtedy poddawać. Nawet jak już osiągniemy wymarzoną wagę.
Zresztą jej osiągnięcie to jedno, a utrzymanie – drugie. Utrzymanie wagi jest trudniejsze niż redukcja, bo długo metabolizm osoby po redukcji będzie się zachowywał jak metabolizm osoby otyłej.
Dlaczego?
Bo komórki tłuszczowe nie znikają, tylko się zmniejszają. W dalszym ciągu ośrodek głodu ma niższy próg wrażliwości, ośrodek sytości ma wysoki próg wrażliwości, więc to jest kwestia naszej samodyscypliny, żeby znów nie wpaść w błędne koło myślenia o jedzeniu.
Poza tym hormony jelitowe uwalniane po posiłku, które stymulują trzustkę do wydzielania insuliny, działają u osób z otyłością słabiej. Sama tkanka tłuszczowa i nasilenie stanu zapalnego to są rozliczne mechanizmy, które utrudniają nam utrzymanie wagi.
Osobę, która redukuje wagę, wciąż będzie ciągnęło do dawnych nawyków. Taki pacjent czuje, że ma pełen brzuch, a głowa mu mówi, że jeszcze jest głodny, bo próg głodu u osoby otyłej jest bardzo niski, a próg sytości jest bardzo wysoki. Mówiąc kolokwialnie, ciężko mu się najeść.
Co zatem robić, żeby udało się tę wagę utrzymać?
Nie osiadać na laurach. Schudnięcie to dopiero połowa sukcesu. Trzeba starać się utrzymać zmodyfikowany styl życia, nie folgować sobie. Mechanizmy w głowach pacjentów są różne: niektórzy nagradzają się jedzeniem, traktują je jako nagrodę czy pocieszenie. Na pierwszych wizytach u mnie czasem płaczą, opowiadając o tym, jak doszło u nich do choroby otyłościowej. Potrzebna jest więc olbrzymia samodyscyplina w stosowaniu zasad, które dotąd pomagały.
Co, poza lepszym zdrowiem i świetną sylwetką, dało pani schudnięcie?
Fantastycznie się czuję sama ze sobą. Mogę robić rzeczy niedostępne dla osób z chorobą otyłościową. Dotąd nie byłam w stanie biegać. Teraz biegam po 10 km, a w przyszłym roku, jeśli mi zdrowie pozwoli, przymierzę się do półmaratonu.
Bieganie to teraz moja zajawka. Nie będę rekordzistką, ale biegam po to, żeby pokazać, że można. Jest nawet takie powiedzenie, że biegamy nie po to, żeby schudnąć, tylko chudniemy po to, żeby móc biegać. I coś w tym jest.
Wspaniałe jest też to, że mogę wejść do sklepu i w każdym znajdę coś dla siebie w rozmiarze M lub L. Wcześniej było to dla mnie niemożliwe. Pacjentki z chorobą otyłościową zawsze mają w szafie bardzo dużo butów i torebek, bo to są bezpieczne rzeczy do kupowania. Trudniej kupić pasującą bluzkę czy spodnie.
A jak poprawiły się pani wyniki badań?
Znacząco! Nie mam już wyższych wartości ciśnienia tętniczego, stanu przedcukrzycowego, mój lipidogram wrócił do normy. Jestem i czuję się zdrowa.
Jakich rad udzieliłaby pani osobom, które postanowiły zredukować wagę na nowy rok? Jak działać, by się "nie wypalić" w najbliższych tygodniach?
Przede wszystkim ustalić sobie racjonalny cel i plan działania. Jeśli mamy dużą nadwagę czy otyłość, poradźmy się lekarza, najlepiej obesitologa, który rozsądnie podejdzie do naszego planu leczenia. Przyda się współpraca z dietetykiem, który skomponuje nam plan żywienia.
Postawmy też na wsparcie. Dla niektórych motywacją będzie kij ("powiem wszystkim dookoła, że chcę schudnąć, to będzie mi głupio się poddać"), dla innych marchewka ("znajdę kogoś, kto będzie mi towarzyszył w aktywności fizycznej, to będzie mi łatwiej").
Trzeba pamiętać, by się nie poddawać, gdy napotkamy drobne niepowodzenia. Redukcja wagi to sinusoida. Nadwagi czy otyłości, którą mamy od lat, nie pozbędziemy się w sposób zdroworozsądkowy w miesiąc. To tak nie działa.
Rozmawiała Marta Słupska, dziennikarka Wirtualnej Polski
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.