Porodówka w Ostrzeszowie znika z mapy. Szpital nie zdołał uratować oddziału

Od 1 lipca szpital w Ostrzeszowie zakończy działalność oddziału położniczego i neonatologicznego. Oficjalnie powodem są problemy kadrowe, demograficzne i finansowe. Za decyzją kryje się jednak znacznie bardziej złożona historia, obejmująca odejście całego zespołu lekarzy do sąsiedniego szpitala oraz polityczny spór wokół zatrudnienia dr Gizeli Jagielskiej.

Szpital stracił wszystkich położnikówSzpital stracił wszystkich położników
Źródło zdjęć: © Powiat Ostrzeszowski
Dominika Najda

Wszyscy lekarze odeszli do Kępna

Kryzys rozpoczął się pod koniec ubiegłego roku, gdy ze szpitala w Ostrzeszowie jednocześnie odeszli wszyscy lekarze obsługujący oddział położniczy i noworodkowy. Jak opisuje Gazeta Wyborcza, medycy przenieśli się do pobliskiego Kępna. Lekarze pracujący wcześniej w Ostrzeszowie otrzymywali kontrakty sięgające około 1,2 mln zł rocznie. Szpital w Kępnie miał zaproponować im jeszcze korzystniejsze warunki.

"To nie jest kraj do rodzenia dzieci"

Placówką w Kępnie kieruje była posłanka PiS, eurodeputowana i doradczyni prezydenta Andrzeja Dudy Andżelika Możdżanowska. Funkcję dyrektorki objęła w 2024 roku po wygraniu konkursu organizowanego przez władze powiatu kępińskiego, którym od lat rządzą politycy PiS. Sprawa budzi kontrowersje, ponieważ szpital w Kępnie zmaga się jednocześnie z zadłużeniem przekraczającym 10 mln zł. Mimo to zdecydowano się na przejęcie całego zespołu położników z Ostrzeszowa.

Zamknięcie porodówki szybko stało się elementem lokalnego konfliktu politycznego. Szpitalem w Ostrzeszowie kieruje bowiem Agnieszka Kubot-Krawczyk, była radna Koalicji Obywatelskiej, która wcześniej przegrała konkurs na stanowisko dyrektora szpitala w Kępnie właśnie z Możdżanowską. Po objęciu funkcji w Ostrzeszowie Kubot-Krawczyk rozpoczęła poszukiwania lekarzy, którzy mogliby odbudować oddział położniczy. Rozważano nawet częściową wymianę kadr między placówkami oraz zatrudnienie nowych specjalistów spoza regionu.

Jednocześnie w Kępnie narastały kontrowersje wokół zarządzania szpitalem. Jak przypomina Gazeta Wyborcza, po objęciu stanowiska Możdżanowska otrzymała podwyżkę wynagrodzenia. Obecnie zarabia około 32 tys. zł miesięcznie, czyli o około 12 tys. zł więcej niż podczas pracy w Kancelarii Prezydenta RP. Krytycy zwracają uwagę, że podwyżkę przyznano mimo trudnej sytuacji finansowej placówki. Lokalni samorządowcy opozycji wskazują również na wydłużające się kolejki do niektórych świadczeń i zaległości szpitala wobec ZUS.

Próba zatrudnienia Gizeli Jagielskiej

Jednym z pomysłów na odbudowę kadry było zatrudnienie dr Gizeli Jagielskiej, ginekolożki związanej wcześniej ze szpitalem w Oleśnicy. Lekarka znalazła się wcześniej w centrum ogólnopolskiego sporu po przeprowadzeniu legalnej terminacji ciąży u pacjentki, której płód miał zdiagnozowaną ciężką wadę rozwojową.

Informacje o rozmowach między Jagielską a ostrzeszowskim szpitalem wywołały natychmiastową reakcję środowisk antyaborcyjnych i działaczy Konfederacji. Przed placówką organizowano protesty, podczas których pojawiały się hasła wymierzone w lekarkę i sprzeciw wobec jej zatrudnienia. Według rozmówców Wyborczej część lekarzy zainteresowanych pracą w Ostrzeszowie zaczęła wycofywać się z rozmów właśnie z powodu atmosfery towarzyszącej sprawie.

- Mimo naszych starań nie udało nam się zorganizować zespołu położnictwa. Jak wiadomo, nasi lekarze odeszli do Kępna. Próbowaliśmy zbudować zespół zupełnie od podstaw, ale nam się to nie udało. Z powodu protestów rozmowy z zainteresowanymi lekarzami przebiegały w napiętej atmosferze - powiedziała Agnieszka Kubot-Krawczyk w rozmowie z Wyborczą.

Szpital stawia na ginekologię

Sama Jagielska nie mogłaby samodzielnie zabezpieczyć funkcjonowania całego oddziału. Do prowadzenia porodówki potrzebny jest liczny zespół lekarzy dostępnych przez całą dobę. Dyrekcja podkreśla, że nawet bez problemów kadrowych utrzymanie porodówki stawało się coraz trudniejsze. W szpitalu od kilku lat spadała liczba porodów. W 2023 roku odebrano ich 362, w 2024 roku 347, a w 2025 roku już tylko 308.

Dodatkowo wiele mieszkanek powiatu wybierało poród w większych ośrodkach, przede wszystkim w Ostrowie Wielkopolskim. Z danych przedstawionych przez dyrekcję wynika, że spośród 392 dzieci urodzonych w ubiegłym roku przez mieszkanki powiatu ostrzeszowskiego aż 224 przyszły na świat poza powiatem. Przy malejącej liczbie porodów utrzymywanie całodobowej gotowości oddziału generowało coraz większe koszty. W ciągu trzech lat strata finansowa szpitala wzrosła z 3,4 mln zł do 6,4 mln zł.

Po rezygnacji z prowadzenia porodówki władze placówki zdecydowały się skoncentrować na rozwoju ginekologii. Do Ostrzeszowa trafił zespół kierowany przez dr. Łukasza Jagielskiego, męża Gizeli Jagielskiej. Szpital rozwija obecnie zabiegi laparoskopowe, ginekologię operacyjną i uroginekologię. Jak podaje dyrekcja, liczba wykonywanych zabiegów wzrosła w pierwszych miesiącach tego roku o około 20 proc. W tym czasie pomoc otrzymało już ponad 370 pacjentek.

Poradnia położniczo-ginekologiczna nadal będzie działać, a kobiety w ciąży pozostaną pod opieką specjalistów. Porody będą natomiast odbywać się w pobliskich szpitalach - w Kępnie, Ostrowie Wielkopolskim, Kaliszu, Oleśnicy, Krotoszynie i Pleszewie.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie