Śmierć po transporcie w karetce. "Dla nas to było morderstwo"

Ich rodziny mieszkały w jednej wsi, przy tej samej ulicy. Obie były młode i nosiły to samo imię. Obie zmarły po transporcie do szpitala. Historie dwóch Oliwii spod Kozienic opisała radomska "Gazeta Wyborcza".

ambulansTragiczna śmierć Oliwii
Źródło zdjęć: © East News | Mateusz Kotowicz/REPORTER
Mateusz Różański

Wszystko wydarzyło się 16 maja. 19-letnia Oliwia, marząca o własnym samochodzie, zaczepiła kuzyna. Słyszała, że planuje sprzedać swoje BMW. Upatrzyła sobie to auto, choć jej ojciec był temu przeciwny.

"Ona się tym samochodem zabije"

– I on jej odpowiedział, że nie, bo ona się tym samochodem zabije. Takich słów użył – wspominał w rozmowie z dziennikarką Gazety Wyborczej Grzegorz Dróżdż, ojciec dziewczyny.


WIDEO
Anna Gołębicka “Długowieczność zaczyna się od zdrowia”


Oliwia zapytała, czy może chociaż poprowadzić pojazd. Na to kuzyn również się nie zgodził, ponownie wspominając o śmierci. Auto ruszyło spod restauracji, gdzie odbywał się uroczysty obiad. Była godzina 15:35.

"Coś ty zrobił, człowieku?"

Dwie minuty później kierowca stracił panowanie nad autem, które uderzyło w słup ogrodzenia.

– Pobiegliśmy na miejsce wypadku – relacjonowała Natasza Dróżdż, mama Oliwii. – Córka siedziała na przednim fotelu i była w szoku. Ratownicy medyczni poinformowali ją, że dziewczyna sama oddycha, jej stan jest stabilny i że odzyskała przytomność.

O godzinie 16:06 Oliwię zabrała karetka ze szpitala powiatowego w Kozienicach. Rodzicom przekazano, że Oliwia jedzie do Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu. Karetka dotarła na tamtejszy SOR o godzinie 16:53.

– Chwilę później dotarliśmy na miejsce. Wyszedł do nas lekarz i powiedział, że stan córki jest krytyczny. Stwierdził, że ma obrzęk mózgu z powodu niedotlenienia i że musiał ją przeintubować, bo była źle zaintubowana. W karetce lekarz miał jej założyć dziecięcą rurkę zamiast dla dorosłych i wepchnąć ją do samego końca. Dodał, że nie mamy już na co liczyć – mówili zrozpaczeni rodzice.

Błąd w sztuce?

Według relacji rodziców Oliwia po wypadku dostała silnego szczękościsku wywołanego stresem. Lekarz z karetki miał błędnie zinterpretować ten objaw, wpisując w dokumentację, że pacjentka była nieprzytomna. Dziewczynie podano fentanyl oraz leki uspokajające. W karcie czynności ratunkowych lekarz zapisał, że poszkodowana nie miała żadnych zewnętrznych obrażeń.

– Dlaczego więc podjął decyzję o intubacji? – pytają retorycznie rodzice.

Oliwię skierowano na badanie tomografem. Wykazało, że dziewczyna nie doznała żadnych obrażeń wewnętrznych wynikających bezpośrednio z wypadku. Stwierdzono jednak rozległy obrzęk mózgu z powodu niedotlenienia oraz objawy zachłyśnięcia, co potwierdziła późniejsza sekcja zwłok.

– To był efekt niewłaściwie przeprowadzonej intubacji. Powiedziano nam, że jeśli rurka jest włożona do samego końca, lekarz nie widzi, czy znajduje się w niej treść pokarmowa, piana, czy para. To uniemożliwia kontrolę stanu pacjenta. Nie wiemy, czy rurka od początku była źle założona, czy się przesunęła, ale to odcięło dopływ tlenu do mózgu – tłumaczyła matka Oliwii.

Kolejna tomografia potwierdziła najgorsze – pień mózgu obumarł. Lekarze przekazali rodzicom wprost, że Oliwia już nie żyje, a jej serce bije wyłącznie dzięki aparaturze. Zapowiedzieli dwie oficjalne próby potwierdzenia śmierci mózgu, po których nastąpi odłączenie od respiratora. Dziewczynę odłączono we wtorek, 19 maja, o godzinie 21:37.

Kilka dni później rodzice zawiadomili prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez lekarza z karetki pogotowia z artykułu 155 Kodeksu karnego – nieumyślne spowodowanie śmierci.

– Dla nas to było morderstwo – komentuje krótko ojciec dziewczyny.

Szpital wzywa do milczenia

Dziennikarka "Gazety Wyborczej" skontaktowała się z Ewą Gizicką, dyrektorką szpitala powiatowego w Kozienicach, pytając o procedury wdrożone po wypadku.

– Wiem, że takie zdarzenie miało miejsce. Nasze jednostki były na miejscu. Nie uważam, żeby popełniono tam jakieś błędy. Lekarz, który przyjmował pacjentkę, powiedział, że wszystko jest w porządku i zrobiono wszystko, co było można – twierdzi dyrektorka. Dodała, że nie słyszała o prokuratorskim postępowaniu, a lekarz, który udzielał pomocy Oliwii, nadal pracuje w pogotowiu.

– Jeździ, bo nie możemy na podstawie zwykłych pomówień odsunąć go od pracy. Jeśli zostanie stwierdzone, że popełnił błąd w sztuce medycznej i zostaną mu postawione zarzuty, wtedy podejmiemy decyzje. W tej chwili to są pomówienia – ucięła dyrektor Gizicka.

Druga Oliwia, ten sam scenariusz?

Tego samego oczekuje Ilona Wołos, której 15-letnia córka – również Oliwia – straciła życie. W jej przypadku prokuratura również bada, czy do zgonu nie przyczynił się rażący błąd lekarza z karetki.

Do wypadku doszło jesienią zeszłego roku. Gdy nastolatka przechodziła do szkoły przez oznakowane przejście dla pieszych, uderzył w nią volkswagen kierowany przez 25-latkę. Siła uderzenia była ogromna – dziewczynkę odrzuciło na kilka metrów.

Ranną 15-latkę zabrał ambulans radomskiego pogotowia i przewiózł do tego samego Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu. Tam lekarze przez dwa tygodnie walczyli o życie dziewczyny. 9 grudnia podjęli decyzję o odłączeniu jej od respiratora. Jednocześnie zawiadomili prokuraturę oraz okręgowego rzecznika odpowiedzialności zawodowej o możliwym błędzie lekarza pogotowia, który drastycznie pogorszył szanse dziewczynki na przeżycie.

Lekarz pogotowia miał ją zabezpieczyć jedynie rurką ustno-gardłową i podał jej lek przeciwbólowy. Nie mieści się to w żadnych standardach postępowań z pacjentem po ciężkim urazie wielonarządowym.

– Lekarz pogotowia twierdził, że nie mógł jej intubować, bo córka się prężyła. A ona się prężyła, bo się po prostu dusiła! Aż doszło do obrzęku mózgu i w efekcie do śmierci – relacjonowała w rozmowie z Gazetą Wyborczą załamana Ilona Wołos.

Z rodzicami 15-letniej Oliwii nikt z dyrekcji pogotowia się nie skontaktował. Lekarz, który obsługiwał ten wypadek, wciąż pracuje w zespole wyjazdowym.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie