Tak Polacy generują raka w wakacje. "Nagła i intensywna ekspozycja"

Eksperci alarmują, że nie brakuje osób, które opalały się w przeszłości "na ropę" lub spędzają urlop, leżąc godzinami na plaży. Tymczasem to właśnie takie zachowania są przyczynkiem do jednego z najczęstszych nowotworów na świecie.

Ceną za piękną opaleniznę czasem bywa nowotwórCeną za piękną opaleniznę czasem bywa nowotwór
Źródło zdjęć: © Getty Images | EyesWideOpen
Mateusz Różański

Na świecie nowotwory skóry należą do najczęściej diagnozowanych nowotworów złośliwych, osiągając miliony przypadków rocznie. W Polsce oficjalne statystyki wykazują około 15-20 tysięcy nowych zachorowań na nieczerniakowe raki skóry oraz ponad 4 tysiące przypadków czerniaka rocznie. Z powodu niedoszacowania rzeczywista skala problemu jest jeszcze wyższa i stale rośnie. Tymczasem czynnikiem rozwoju tego nowotworu jest promieniowanie słoneczne, na które wystawiamy swoją skórę nieustannie.

– Mam nadzieję, że państwo nie przesadzili ze słońcem i wrócili z wakacji w takim samym kolorze, w jakim na nie pojechali – mówi w rozmowie z WP abcZdrowie prof. Piotr Rutkowski, onkolog i kierownik Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaków Narodowego Instytutu Onkologii. On i inni lekarze zajmujący się nowotworami skóry przestrzegają przed bezrefleksyjnym korzystaniem ze słońca. 

Najpowszechniej rozpoznawane nowotwory

Rak skóry po solarium. Objaw pojawił się na uchu

WIDEO


 – Wszelkie czynniki atmosferyczne, a zwłaszcza promienie słoneczne i wiatr, mają ogromny wpływ na naszą skórę. Samo promieniowanie słoneczne i przebywanie na słońcu powodują uszkodzenia skóry, w tym nowotwory na czele z czerniakiem – tłumaczy w rozmowie z WP abcZdrowie prof. Wojciech Zegarski, onkolog i chirurg.

– Oparzenia słoneczne doznane w wieku młodzieńczym czy dziecięcym stwarzają predyspozycje do pojawienia się nowotworów po kilkudziesięciu latach – podkreśla.

Ekspert zaznacza, że to najczęstsze nowotwory występujące na świecie. Rozpoznaje się ich w liczbie większej niż w przypadku raka płuca, piersi i jelita grubego razem wziętych.

Opalanie "na ropę"

Powodem jest m.in. zamiłowanie mieszkańców, szczególnie Europy i Ameryki Północnej, do opalenizny.

— Mamy obecnie wielu pacjentów w wieku 60-70 lat, którzy w latach 60. i 70. opalali się "na ropę" lub inne pochodne olejowe, aby szybciej "przypiec" skórę. Dziś widzimy tragiczne skutki tych działań w postaci wysypu zmian nowotworowych — zauważa w rozmowie z WP abcZdrowie dr hab. n. med. prof. UMK Maciej Nowacki z Katedry Dermatologii i Wenerologii Collegium Medicum im. Ludwika Rydygiera w Bydgoszczy Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

— Jednak problem dotyczy też osób 20-, 30- czy 40-letnich, które rezygnują z filtrów na rzecz szybkiej opalenizny — dodaje.

Dermatolog zwraca uwagę na stały schemat, z jakim lekarze spotykają się przy diagnozowaniu czerniaka, raka płaskonabłonkowego czy raka podstawnokomórkowego.

— Gdy pytamy pacjenta: Czy pan lub pani się opalała? Słyszymy odpowiedź: Nie, ja się nigdy nie opalam. Gdy jednak zaczynamy drążyć temat, okazuje się, że ta osoba na co dzień siedzi w cieniu, ale wyjeżdżając na dwutygodniowy urlop, leży godzinami na słońcu. Taka nagła i intensywna ekspozycja jest niezwykle szkodliwa. Jej wczesną fazą jest rogowacenie słoneczne (keratosis actinica), czyli stan przednowotworowy.

Zakazane godziny 

Jak w takim razie prawidłowo korzystać ze słońca? — Przede wszystkim należy unikać bezpośredniej ekspozycji między godziną 9:00 a 13:00. Wtedy promieniowanie jest najbardziej agresywne i stanowi największe zagrożenie dla skóry — wskazuje prof. Nowacki. 

— Stanowczo doradzam, aby nie dopuszczać do sytuacji, w której kilkulatki biegają po plaży bez czapki i jakiegokolwiek zabezpieczenia. Promienie UV działają na skórę dziecka równie destrukcyjnie jak na skórę dorosłego. Choć skutki mogą nie być widoczne natychmiast, ujawnią się po latach. Widzimy je u pacjentów w dorosłym życiu w postaci ciężkich chorób dermatologicznych — podkreśla ekspert.

Żona bez czapki nie wypuszcza

Z kolei prof. Zegarski przypomina o noszeniu czapki. — Sam chodzę non stop w czapce – moja żona, która jest dermatologiem, w ogóle nie wypuszcza mnie bez niej z domu. Po drugie: pamiętajmy o specjalnych preparatach do skóry owłosionej głowy. Często o tym zapominamy, a promienie przenikają przez rzadsze włosy i powodują oparzenia, na bazie których powstają m.in. raki podstawnokomórkowe (BCC basal cell carcinoma) - radzi lekarz.

Prof. Nowacki natomiast przestrzega przed kupowaniem tanich okularów przeciwsłonecznych, jakie można dostać na straganach rozlokowanych przy plażach. — Większość z nich nie posiada prawidłowego filtra UV. Taki dodatek bardziej szkodzi oczom, niż je chroni — ostrzega lekarz.

Bez filtra nie wychodź 

— O kremach z filtrem musimy pamiętać przy każdym wyjściu z domu. Mitem jest też przekonanie, że wystarczy jednorazowa aplikacja rano. Filtr należy uzupełniać co dwie godziny oraz obowiązkowo po każdej kąpieli w wodzie — tłumaczy prof. Nowacki.

— W naszej strefie geograficznej i dla kaukaskiego fototypu skóry optymalnym i rekomendowanym rozwiązaniem jest właśnie SPF 50. Stosowanie "szóstek" czy "dwudziestek" nie daje należytej ochrony przed promieniowaniem UVA i UVB — zauważa.

— Zmiany nowotworowe najczęściej powstają w miejscach, gdzie filtr nie został nałożony. Większość osób smaruje policzki i czoło, uznając, że twarz jest zabezpieczona. Bardzo mocno uczulam na smarowanie małżowin usznych, karku, tyłu głowy oraz nasady nosa. Pamiętajmy także o dłoniach i stopach – to kolejne obszary, o których zapominamy, a które są stale wystawione na działanie promieni UV.

Prof. Rutkowski doradza, by nie tylko po wakacjach, ale też mniej więcej raz na kwartał obejrzeć dokładnie całą skórę na ciele i poszukać nowych zmian. — Gdy mamy ich bardzo dużo, najlepiej udać się do dermatologa. Badanie skóry jest proste i krótkie — mówi.

— Jeżeli na skórze pojawia się jakakolwiek zmiana, która się nie goi – czy to czerwona plamka, czy zmiana ciemna lub bordowa – należy bezwzględnie udać się na konsultację — dodaje.

Z kolei prof. Nowacki zaleca, by nie pomijać badania znamion, które mamy od urodzenia. — To groźny błąd. Najwięcej przeoczonych zmian nowotworowych diagnozujemy właśnie w obrębie znamion istniejących od dzieciństwa, ponieważ ich wieloletnia obecność po prostu usypia czujność pacjenta — wyjaśnia prof. Nowacki. — Mieliśmy pacjentkę, która na twarzy miała ciemną plamkę uważaną za urokliwy detal urody. Z czasem zmiana zaczęła ciemnieć i powiększać się. Pacjentka miała ogromne opory przed diagnostyką, a ostatecznie wykryliśmy tam czerniaka. Na szczęście udało się wdrożyć leczenie na czas.

W codziennej obserwacji własnego ciała pomocna jest tzw. zasada ABCDE, która pozwala wcześnie zauważyć niepokojące sygnały:

  • A (Asymetria): Zmiana przybiera nieregularny kształt.
  • B (Brzegi): Krawędzie znamienia stają się poszarpane, ząbkowane lub rozmyte.
  • C (Kolor): Alarmująca jest każda zmiana barwy – nie tylko ciemnienie, ale też brak ciemnego pigmentu.
  • D (Średnica / Rozmiar): Powiększenie się znamienia – niezależnie od tego, czy mamy je od urodzenia, czy pojawiło się niedawno.
  • E (Ewolucja): Szybkie przekształcanie się znamienia, jego wzrost lub pojawienie się swędzenia czy krwawienia na przestrzeni 2–3 miesięcy.

— Szczególną uwagę zwracajmy na części ciała stale odsłonięte i narażone na słońce przez cały rok: twarz, dłonie oraz stopy. Często błędnie uznaje się nowe zmiany skórne za naturalny przejaw starzenia się. Tymczasem mogą to być zmiany nowotworowe. Musimy dbać o naszą skórę z taką samą troską, jak o każdy inny narząd naszego organizmu — podsumowuje prof. Maciej Nowacki.

Szybkie wykrycie, szybkie leczenie

— Małe zmiany skórne są w 99-100 procentach całkowicie wyleczalne. Nie należy unikać lekarza i czekać, aż zmiana będzie miała centymetr, dwa czy trzy, bo wtedy sytuacja robi się niebezpieczna — zaznacza prof. Wojciech Zegarski — Dziś większość gabinetów lekarzy rodzinnych, dermatologów czy chirurgów jest wyposażona w dermatoskopy. W powiększeniu można łatwo ocenić zmianę i zaradzić problemowi. Wycięcie zmiany o wielkości 2-3 milimetrów z maleńkim marginesem daje stuprocentowe wyleczenie — dodaje.

Prof. Rutkowski zwraca też uwagę, że w ostatnim czasie polscy pacjenci uzyskali dostęp do nowoczesnych terapii, pozwalających z sukcesem leczyć również zaawansowane nowotwory skóry.

– Kiedyś większość pacjentów z zaawansowanym czerniakiem nie dożywała pięciu lat od momentu diagnozy – wspomina lekarz. – Od około pół roku mamy możliwość stosowania leczenia przedoperacyjnego u chorych z zaawansowanym regionalnie czerniakiem, czyli takim, który na przykład dał przerzuty do okolicznych węzłów chłonnych. Zastosowanie zaledwie dwóch cykli immunoterapii przed zabiegiem powoduje, że u 50 procent chorych dochodzi do całkowitej remisji w tych węzłach chłonnych. Po wycięciu zmienionego węzła tacy pacjenci nie wymagają dalszego leczenia i żyją długo i szczęśliwie. To jest ogromny postęp – zauważa prof. Rutkowski.

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie