Epidemia pacjentów z jelitówkami
Raporty Zakładu Epidemiologii Chorób Zakaźnych i Nadzoru NIZP PZH - PIB nie pozostawiają złudzeń - w Polsce widoczny jest wyraźny wzrost zachorowań na tzw. jelitówki.
Z najnowszego raportu wynika, że tylko w tym roku (do 15 sierpnia) w Polsce zdiagnozowano 29 391 wirusowych zakażeń jelitowych. W analogicznym okresie ubiegłego roku było ich 26 228.
Więcej jest także przypadków bakteryjnych zakażeń jelitowych. Do 15 sierpnia odnotowano ich 18 221. A w analogicznym okresie ubiegłego roku - 16 696.
Wzrost zachorowań widać nie tylko w raportach, ale także w przychodniach. Lekarze alarmują, że ich gabinety pękają w szwach, a pacjenci masowo skarżą się na ostre biegunki, wymioty i osłabienie.
- Pacjentów jest mnóstwo. Przeżywamy prawdziwy wysyp tzw. jelitówek, czyli ostrego nieżytu żołądkowo-jelitowego. Jest to zakażenie układu pokarmowego, które wywołują głównie wirusy. Obraz jest dwojaki. U dorosłych infekcja rozwija się często nieco wolniej. Zaczyna się niewinnie od wymiotów, dopiero później dochodzi gorączka, a na końcu dołączają luźne stolce - mówiła lek. Bożena Janicka, lekarka rodzinna i prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia.
Natomiast u dzieci przebieg zakażenia ma być najczęściej nagły i bardzo ostry. Maluchy zmagają się z gorączką, wymiotami i biegunką.
- Rodzice mówią wtedy obrazowo, że "leci z dwóch końców". U rodziców maleńkich dzieci wywołuje to ogromny niepokój. Wtedy musimy działać szybko. Kluczem jest podanie odpowiednich leków, nawodnienie i rygorystyczna dieta - tłumaczyła dr Janicka.
Co odpowiada za jelitówki?
Problem obserwują również gastrolodzy. Dr n. med. Tadeusz Tacikowski przyznaje, że latem spektrum pacjentów z dolegliwościami ze strony układu pokarmowego i biegunkami jest bardzo szerokie.
- Z jednej strony to kwestia klasycznych infekcji wirusowych, nazywanych potocznie grypą żołądkową, która daje też objawy ogólne, pseudogrypowe (gorączka, bóle mięśniowe, osłabienie). Z drugiej strony mamy plagę typowych zatruć pokarmowych. Zjadamy coś nieświeżego w domu lub - co niestety zdarza się nawet w dobrych restauracjach - trafiamy na danie skażone chorobotwórczymi bakteriami - wyjaśnia lekarz.
- Bardzo łatwo zatruć się rybami. Tu kluczowa jest obróbka termiczna. Jeśli ryba zostanie dokładnie usmażona lub upieczona, wysoka temperatura zabije drobnoustroje i nic nam się nie stanie. Problem pojawia się wtedy, gdy danie jest przygotowane niedbale, niedosmażone lub zbyt długo leżało poza lodówką przed wrzuceniem na patelnię. Podobnie jest z mięsem z grilla - jeśli zdejmiemy je zbyt wcześnie i w środku będzie surowe, fundujemy sobie niemal pewne problemy żołądkowe - podkreśla dr Tacikowski.
Ekspert przyznaje także, że niezwykle ważne jest odróżnienie łagodnej infekcji pokarmowej od groźnego zatrucia bakteryjnego wywołanego np. przez bakterie z grupy Salmonella.
- Kluczowe są trzy czynniki: czas trwania, temperatura ciała oraz stan ogólny pacjenta. Łagodna "jelitówka" ze stanem podgorączkowym ma burzliwy przebieg, ale trwa zazwyczaj jedną, dwie doby i mija. Podstawą leczenia jest po prostu odpowiednia dieta, uzupełnianie elektrolitów i nawadnianie organizmu. Zupełnie inaczej jest przy np. zatruciu salmonellą. Wtedy gorączka jest bardzo wysoka, sięga nawet 39 stopni, występują silne wymioty, a chory jest niesamowicie osłabiony, wręcz półprzytomny. To wymaga natychmiastowej interwencji lekarskiej i włączenia intensywnego leczenia - wyjaśnia dr Tacikowski.
Groźna salmonella
Gastrolog przyznaje, że latem często ma do czynienia z takimi przypadkami. Szczególnie pamięta pacjenta, który zatruł się salmonellą po zjedzeniu jajek kupionych na wsi.
- Jajka niestety nie były przechowywane w lodówce. Warto pamiętać, że bakterie są obecne na większości jaj, ale w chłodzie ich rozwój zostaje zahamowany. Poza lodówką namnażają się lawinowo. W tym przypadku pacjent postanowił zrobić sobie z nich domowy kogel-mogel. Użył surowych, nieodkażonych jajek. Gdyby je ugotował, wysoka temperatura zniszczyłaby bakterie. Nawet sparzenie skorupki wrzątkiem przez 15-20 sekund drastycznie redukuje ryzyko. Zjedzenie ich na surowo skończyło się jednak bardzo ciężkim zatruciem, które wymagało podawania kroplówek w szpitalu - tłumaczy dr Tacikowski.
Gdy żar leje się z nieba mamy do czynienia także ze zjawiskiem "letniego brzucha". Jest to nagłe, silne wzdęcie i powiększenie obwodu brzucha o kilka centymetrów w ciągu dnia. Zazwyczaj nasila się w ciepłe dni.
- Jeśli mielibyśmy medycznie zdefiniować zjawisko "letniego brzucha", to szukałbym przyczyny w naszej diecie. Latem jemy duże ilości świeżych owoców. Zawierają one mnóstwo fruktozy i błonnika, które stanowią doskonałą pożywkę dla bakterii naturalnie bytujących w naszych jelitach. Kiedy dostarczymy im tyle "paliwa", bakterie zaczynają się gwałtownie namnażać. Efekt? Dokuczliwe wzdęcia, przelewanie w brzuchu, dyskomfort i nawet biegunka, którą pacjenci często mylą z infekcją - podsumowuje dr Tacikowski.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.