Dramatyczna sytuacja ciężko chorych. "Szpitale odmawiają przyjmowania"

Kryzys wokół programów lekowych się pogłębia. Organizacje pacjentów alarmują, że część szpitali wstrzymuje kwalifikowanie do terapii z powodu nierozliczonych przez NFZ nadwykonań. Problem ma dotyczyć m.in. chorych z mukowiscydozą, nieswoistymi zapaleniami jelit i nowotworami.

Dramat pacjentówCiężko chorzy mają problem z dostępem do terapii
Źródło zdjęć: © WP abcZdrowie
Katarzyna Prus

Nie tylko reumatologia

W piątek pisaliśmy o dramacie, z jakim mierzą się już chorzy reumatologiczni, dla których ostatnią deską ratunku są programy lekowe. Brak leczenia to dla nich zagrożenie inwalidztwem albo nawet przedwczesną śmiercią.


DLA CIEBIE
O zdrowiu przy kawie". Tak atakuje KZM, symptomy mogą przypominać grypę


Lekarze alarmowali o "autentycznym kryzysie", bo oczekujących na pomoc mogą być tysiące, a szpitale wstrzymują decyzje o włączaniu do leczenia, czekając na spłatę zaległych środków z NFZ. Część chorych w desperacji decyduje się nawet na płacenie za bardzo kosztowne leki, choć powinni je dostać za darmo.

Tymczasem okazuje się, że problem z dostępem do programów lekowych jest szerszy i dotyczy także innych chorych.

- Mieliśmy sygnały od przerażonych pacjentów, którym, mimo kwalifikacji do programów lekowych, odmówiono leczenia w Samodzielnym Publicznym Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Szczecinie. Chodzi o dostęp do dwóch programów lekowych dla pacjentów z chorobą Leśniowskiego-Crohnawrzodziejącym zapaleniem jelita grubego. Szpital nie dostał pieniędzy za nadwykonania z NFZ i nie chciał się dalej zadłużać - alarmuje w rozmowie z WP abcZdrowie Jacek Hołub, rzecznik Polskiego Towarzystwa Wspierania Osób z Nieswoistymi Zapaleniami Jelita "J-elita". 

Zwraca uwagę, że dla chorego to jest prawdziwy dramat. - Nie ma dla niego innego ratunku, te innowacyjne terapie w ramach programu lekowego to jedyne rozwiązanie, bo pozostałe leki nie działają. To ratunek przed całkowitą lub częściową resekcją jelita i wyłonieniem stomii, która oznacza trwałą niepełnosprawność - zaznacza rzecznik.

- A mówimy o młodych ludziach: szczyt zachorowań dla tych chorób to 35 lat. Bez innowacyjnego leczenia chorzy są skazywani na ból, przewlekłą biegunkę, cierpienie, radykalne operacje. W konsekwencji: niepełnosprawność, brak możliwości pracy, a także poważne konsekwencje psychiczne. Ponadto przewlekły, nieleczony stan zapalny grozi rozwojem raka jelita grubego - podkreśla.

Poprosiliśmy szpital o komentarz, czekamy na odpowiedź.

"Fałszywa nadzieja" dla pacjentów

Problem dotyczy także mukowiscydozy. - Do tej pory nie mieliśmy sygnałów od pacjentów, którzy zostali bez żadnej pomocy i leczenia, ale od lekarzy z ośrodków w Krakowie czy Wrocławiu, które z powodu opóźnień w zapłaceniu za nadwykonania ze strony NFZ odmawiają przyjmowania kolejnych pacjentów - przyznaje w rozmowie z WP abcZdrowie Paweł Wójtowicz, prezes Fundacji Pomocy Rodzinom i Chorym na Mukowiscydozę Matio.

- Takich sytuacji nie ma na razie w innych miejscach, np. na Mazowszu czy Pomorzu, ale jeśli zaczną trafiać tam chorzy z innych regionów, to za chwilę i tam będzie problem - podkreśla.

Zaznacza, że samo jeżdżenie do innego województwa to dla chorego problem, ale nie chodzi tylko o samo podanie leku.

- Chodzi też o znajomość pacjenta. Jeśli chory zmienia województwo, zmienia też lekarza. Mukowiscydoza potrafi być nieprzewidywalna, może dojść do nagłego zaostrzenia choroby (do objawów zalicza się m.in. ataki duszności, spadek saturacji, częste infekcje, gwałtowne stany zapalne - red.). Jeśli lekarz nie zna pacjenta, może zareagować niewłaściwie albo z opóźnieniem. Jeśli natomiast okazałoby się, że pacjent zostałby w ogóle bez leczenia, choroba może się bardzo szybko rozwinąć, niwecząc to, co udało się choremu osiągnąć - wyjaśnia Wójtowicz.

- Kompletnie nie rozumiem, jak można dawać pacjentom fałszywą nadzieję, wprowadzając kolejne programy lekowe. Przecież już na starcie wiadomo, ilu jest chorych, ile trzeba na to wydać. Co z tego, że na nowe leczenie będzie na papierze, jeśli nie ma na nie pieniędzy? W dodatku przerzucamy odpowiedzialność na szpitale, które nie mogą się przecież zadłużać w nieskończoność. Może NFZ powinien zacząć płacić faktury. Ciekawe, czy wtedy byłyby zaległości? - pyta prezes.

Szpital odsyła pacjentów onkologicznych?

Sygnały o problemach z dostępem do programów lekowych dotarły też samorządu lekarskiego.

- Problem dostępu do programów lekowych zgłaszali do izby lekarskiej lekarze ze szpitali w Łodzi. Wedle przekazanych informacji odsyłani są pacjenci z różnymi chorobami: z mukowiscydozą, chorobami jelit - chorobą Leśniowskiego-Crohna i wrzodziejącym zapaleniem jelita grubego, astmą czy chorobami nerek - wskazuje w rozmowie z WP abcZdrowie Jakub Kosikowski, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej.

- Jako samorząd, poza jeszcze doniesieniami prasowymi o problemach z dostępnością programów lekowych z zakresu reumatologii, nie mamy na razie sygnałów od lekarzy innych specjalizacji, ale jeśli taki problem już zaistniał, to mechanizm, który za tym stoi jest dokładnie taki sam i dotyczy każdej dziedziny. NFZ nie płaci szpitalom za nadwykonania, więc te odmawiają leczenia ponad limit. Odsyłają pacjentów, bo nie chcą się dalej zadłużać i leczyć na kredyt - dodaje Kosikowski.

Jak podała we wtorek "Rzeczpospolita", chorzy na raka, którzy zgłaszają się do Centralnego Szpitala Klinicznego Uniwersytetu Medycznego są odsyłani z kwitkiem. Łódzki NFZ potwierdził, że miał zgłoszenia od pacjentów, którzy poprosili o wskazanie miejsca, w którym mogą być zakwalifikowani do programów lekowych, ale nie otrzymał informacji od CSK UMED o wstrzymaniu przyjęcia pacjentów do programów lekowych.

Szpital opublikował już oficjalne oświadczenie, w którym zaprzecza, że odsyła pacjentów. "Nieprawdziwe są doniesienia o wstrzymaniu kwalifikacji lub przyjęć pacjentów do programów lekowych, w tym programów onkologicznych. Szpital nieprzerwanie realizuje świadczenia w ramach programów lekowych, kwalifikując i przyjmując pacjentów zgodnie z obowiązującymi zasadami, z zachowaniem kolejności wynikającej z list oczekujących oraz w ramach limitów świadczeń finansowanych przez Łódzki Oddział Wojewódzki Narodowego Funduszu Zdrowia" - czytamy w oświadczeniu podpisanym przez dyrektorkę dr n. med. Monikę Domarecką i opublikowanym na stronie szpitala.

NFZ szykuje 600 mln zł

Co zamierza zrobić NFZ po doniesieniach o problemach w dostępie do kolejnych programów lekowych?

- Jeszcze w tym tygodniu uruchomimy dodatkową pulę środków na leki w programach lekowych i w chemioterapii. Chodzi o świadczenia dla pacjentów, które zostały wykonane ponad wartość umowy z NFZ. Łącznie będzie to ok. 600 mln zł, które trafią do oddziałów wojewódzkich NFZ - mówi nam Paweł Florek, dyrektor Biura Komunikacji Społecznej i Promocji NFZ.

Pieniądze mają pójść a pokrycie świadczeń co najmniej za pierwszy kwartał tego roku.

Czy w kontekście problemów z finansowaniem nadwykonań, pacjenci i szpitale mogą liczyć na zwiększenie limitów w programach lekowych? - Co roku budżet na programy lekowe i chemioterapię jest większy, ale rosną też potrzeby - komentuje Paweł Florek.

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie