Glenn Gerecke: "Jeśli Europa straci własną produkcję antybiotyków, może jej już nie odzyskać"
Bez antybiotyków trudno wyobrazić sobie współczesną medycynę. Stosuje się je nie tylko w leczeniu ciężkich infekcji, ale też m.in. w profilaktyce zakażeń okołooperacyjnych i terapii pacjentów onkologicznych. Jednocześnie znaczna część światowej produkcji substancji potrzebnych do ich wytwarzania została przeniesiona poza Europę, głównie do Chin. O tym, dlaczego bezpieczeństwo lekowe powinno być dziś traktowane równie poważnie jak bezpieczeństwo energetyczne, rozmawiamy z Glennem Gerecke, PhD, odpowiedzialnym w firmie Sandoz za produkcję leków generycznych i łańcuch dostaw.
Rozmowa o aktualnej sytuacji na europejskich oraz światowych rynkach farmaceutycznych odbyła się w austriackim Kundl – miejscu szczególnym na mapie przemysłu lekowego. To właśnie tutaj działa ostatni w Europie pionowo zintegrowany zakład produkcji penicyliny, w którym cały proces wytwarzania antybiotyków odbywa się w jednym miejscu. W wywiadzie z Glennem Gerecke, PhD, pytamy nie tylko o znaczenie tego zakładu dla bezpieczeństwa lekowego Europy, ale także o ryzyko związane z uzależnieniem od dostaw z Azji, przyczyny niedoborów leków oraz o rolę, jaką w przyszłości ochrony zdrowia mogą odegrać leki biologiczne biorównoważne.
Magdalena Pietras, WP abcZdrowie: Spotykamy się w wyjątkowym miejscu, w siedzibie Sandoz w Kundl, w Austrii. Jest to ostatni w Europie pionowo zintegrowany zakład produkcji penicyliny, gdzie odbywają się wszystkie etapy produkcji antybiotyków. Dlaczego takie miejsce jest ważne dla Europy?
Glenn Gerecke, PhD: Warto zacząć od tego, jak ogromne znaczenie mają antybiotyki. Antybiotyki należą do niewielkiej grupy leków, które naprawdę ratują życie. W rzeczywistości ocaliły one więcej istnień niż jakakolwiek inna klasa leków. Nie tylko leczą ciężkie infekcje, ale są również niezbędne przy przeprowadzaniu operacji, zabiegów stomatologicznych oraz leczeniu nowotworów. Bez nich współczesna medycyna nie mogłaby funkcjonować.
W tym zakładzie produkujemy penicylinę od samego początku, aż po gotowy lek trafiający do pacjenta. Penicylina stanowi około 50 proc. wszystkich antybiotyków stosowanych na świecie. W Europie każdego roku około 120 milionów pacjentów korzysta z antybiotyków.
Obecnie zakład ten jest ostatnim zintegrowanym miejscem produkcji penicyliny w świecie zachodnim. Wiele podobnych zakładów, m.in. w Niemczech, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, zostało zamkniętych. Aktualnie większość produkcji znajduje się w Chinach, a w pewnym stopniu także w Indiach i Omanie. Dlatego zdolność do wytwarzania antybiotyków w Europie, dla Europy, ma dziś strategiczne znaczenie.
Skąd bierze się sytuacja, w której większość produkcji antybiotyków została przeniesiona do Chin? Czy chodzi głównie o ceny?
Tak. W ciągu ostatnich trzech, czterech dekad obserwowaliśmy systematyczny spadek cen antybiotyków. W efekcie produkcja w krajach zachodnich przestała być opłacalna. Sam uczestniczyłem w zamknięciu jednego z ostatnich zakładów produkujących antybiotyki dla rynku amerykańskiego w Puerto Rico na początku lat 2000. To część długotrwałego procesu erozji cen, który stopniowo wypierał zachodnich producentów z rynku.
Jak duże są różnice kosztów produkcji?
Mamy bardzo dobre rozeznanie w kosztach produkcji na świecie. Dobrym przykładem jest 6APA, kluczowy składnik penicyliny. W 2025 r. cena tego produktu na rynku chińskim spadła o blisko 57 proc. Tego rodzaju obniżki nie da się wytłumaczyć wyłącznie wzrostem efektywności produkcji.
Naszym zdaniem taki model ma na celu eliminację konkurencji i uzyskanie dominującej pozycji na rynku. Historia pokazuje, że gdy jeden kraj lub jedna firma zdobywa monopol, ceny prędzej czy później ponownie rosną.
Czy ten proces można jeszcze odwrócić? Czy Europa może zacząć produkować większe ilości leków?
Jeśli utracimy tę produkcję, nie odzyskamy jej. Odtworzenie takich zakładów w Europie byłoby niezwykle kosztowne i skomplikowane. Dlatego tak ważne jest utrzymanie istniejących mocy produkcyjnych. Nie mówię tego jako przedstawiciel Sandoz, a osoba żyjąca w Europie. Chodzi o bezpieczeństwo nas wszystkich.
Co wobec tego mogą zrobić europejskie rządy, aby wspierać takie zakłady?
Przede wszystkim Unia Europejska powinna dokładnie zbadać zjawisko dumpingu cenowego. Nasz prezes publicznie zwracał uwagę na ten problem. Nie jesteśmy przeciwni konkurencji. Wręcz przeciwnie – konkurencja jest potrzebna. Chcemy jednak uczciwych zasad gry. Obecnie widzimy koncentrację produkcji w jednym kraju, ceny poniżej kosztów wytworzenia i wsparcie państwowe dla tamtejszego przemysłu.
Drugim elementem są zamówienia publiczne. Jeśli uznajemy antybiotyki za strategiczny zasób Europy, polityka zakupowa powinna to odzwierciedlać. Nie można budować trwałego przemysłu wyłącznie na kryterium najniższej ceny.
Rozmawiamy o polityce, rynkach europejskich, decyzjach na szczeblu rządowym. O wielkich sprawach. Ale jak ta sytuacja może wpłynąć na pojedynczego pacjenta?
Jeżeli Europa utraci możliwość niezależnego zaopatrywania się w antybiotyki, konsekwencje mogą być bardzo poważne. W przypadku problemów z dostawami, w ciągu kilku tygodni moglibyśmy obserwować zakłócenia w funkcjonowaniu systemu ochrony zdrowia. Operacje byłyby odkładane, leczenie nowotworów utrudnione, a osoby z infekcjami, które dziś skutecznie leczymy, mogłyby nie otrzymać potrzebnych leków.
Drugi scenariusz to gwałtowny wzrost cen. Gdy pozostaje tylko jeden dostawca, ceny zawsze rosną. To podstawowa zasada ekonomii.
Polska znajduje się blisko kraju objętego wojną, dlatego coraz częściej mówi się o obszarach, które wymagają zabezpieczenia na wypadek kryzysu – w tym o bezpieczeństwie lekowym. Czy dziś powinno być ono traktowane jako element bezpieczeństwa narodowego?
Zdecydowanie tak. Dostęp do leków ratujących życie jest fundamentem bezpieczeństwa państwa. Przez wiele lat mieszkańcy krajów zachodnich przyzwyczaili się do stałej dostępności produktów medycznych i zaczęli traktować ją jako coś oczywistego. Tymczasem nie powinniśmy tego zakładać. To bezpieczeństwo może zostać utracone.
Proszę spojrzeć na to w ten sposób: czy czulibyśmy się komfortowo, gdyby cała energia elektryczna lub cała woda w Polsce pozostawały pod kontrolą jednego zagranicznego źródła? Podobnie wygląda sytuacja z antybiotykami. Aż do 90 proc. substancji czynnych wykorzystywanych do ich produkcji pochodzi obecnie spoza Europy.
W Europie coraz częściej słyszymy o brakach leków. Dlaczego do nich dochodzi?
W dużej mierze decydują o tym względy ekonomiczne. Problem nie polega na tym, że producenci nie potrafią wytwarzać leków albo brakuje surowców.
Jeżeli ceny są zbyt niskie, firmy nie mają środków na inwestowanie i utrzymanie zakładów na odpowiednim poziomie jakości, inwestowanie w modernizację czy rozwój. W pewnym momencie produkcja staje się nieopłacalna i zakład zostaje zamknięty. Wtedy pojawiają się niedobory.
Dlatego potrzebujemy zrównoważonej polityki zakupowej oraz szerszej strategii przemysłowej dotyczącej leków.
Przejdźmy teraz do leków biologicznych biorównoważnych. To również istotne zagadnienie dla mieszkańców Starego Kontynentu. Preparaty te coraz bardziej zyskują na znaczeniu w Europie. Dlaczego są dziś tak ważne?
Najpierw warto wyjaśnić, czym są leki biologiczne. To stosunkowo nowa grupa, bardzo skuteczna w leczeniu wielu chorób. Są to jednak preparaty wymagające, kosztowne zarówno w opracowaniu, jak i produkcji. Leki biologiczne biorównoważne to nowoczesne, bardziej przystępne cenowo wersje istniejących leków biologicznych. Działają w taki sam sposób i zapewniają ten sam efekt terapeutyczny.
Dzięki nim pacjenci otrzymują dostęp do nowoczesnego leczenia po znacznie niższych kosztach. Korzystają na tym zarówno systemy ochrony zdrowia, jak i sami chorzy. Firma Sandoz wprowadziła pierwszy lek biologiczny biorównoważny około 20 lat temu, torując drogę temu, co w istocie było całkowicie nową gałęzią przemysłu.
Od tego czasu leki biologiczne biorównoważne wygenerowały oszczędności na poziomie około 56 miliardów euro dla europejskich systemów ochrony zdrowia i stały się ich kluczowym elementem, znacząco zwiększając dostęp pacjentów do nowoczesnych terapii biologicznych.
W Polsce wykorzystanie leków biologicznych biorównoważnych jest znacznie niższe niż średnia europejska. Z czego to wynika?
Stoimy w obliczu sytuacji, w której obecne regulacje nie wspierają szerszego stosowania leków biologicznych biorównoważnych. Dobrym przykładem jest Francja, gdzie farmaceuci mogą zastąpić przepisany lek biologiczny jego odpowiednikiem biorównoważnym. Takie rozwiązanie znacząco zwiększa wykorzystanie biosymilarów i generuje duże oszczędności dla systemu ochrony zdrowia.
W Polsce potrzebne byłyby zmiany w polityce refundacyjnej i regulacyjnej, które ułatwiłyby dostęp do tych terapii.
I na koniec. Gdyby mógł pan wprowadzić jedną zmianę w europejskiej polityce lekowej, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, co by to było?
Ująłbym to krótko: "Europa dla Europy". Chciałbym, aby europejska polityka przemysłowa i zakupowa uwzględniała wartość produkcji leków realizowanej w Europie – od początku do końca. Nie chodzi o eliminowanie konkurencji. Chodzi o uczciwą konkurencję i strategiczne myślenie o bezpieczeństwie lekowym. To mogłoby przynieść ogromne korzyści pacjentom i całemu kontynentowi. A zaniechanie tego może stworzyć zupełnie nowy poziom ryzyka geopolitycznego i strategicznego.
Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję. To była przyjemność.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.