Materiał jest częścią naszej akcji #Reset, gdzie edukujemy i wspieramy Polaków w walce z cichą epidemią kryzysów psychicznych.
Angelika Grabowska, dziennikarka WP abcZdrowie: Zacznijmy od początku. Jak zaczęła się pani historia z hazardem? Co sprawiło, że po raz pierwszy zaczęła pani grać?
Aleksandra Pytel, psycholożka, terapeutka uzależnień, trzeźwiejąca hazardzistka: Już od najmłodszych lat byłam fanką piłki nożnej. Grałam też w FIFĘ i oglądałam na YouTubie materiały twórców zajmujących się futbolem. Jeden z nich zareklamował obstawianie meczów i postanowiłam spróbować swoich sił. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że niewinna, jak mi się wówczas wydawało, ciekawość może z czasem przerodzić się w coś, co całkowicie zmieni moje życie.
Jak wyglądało uzależnienie od środka – jakie emocje pojawiały się przed grą, podczas niej i po przegranej lub wygranej?
Na początku obstawiałam kupony za 2 zł, tzw. tasiemki. Pojawiały się adrenalina, ekscytacja, napięcie i radość, kiedy wszystko szło po mojej myśli. Z czasem zaczęłam grać coraz częściej i za coraz większe stawki. Potrzebowałam coraz silniejszych emocji, żeby poczuć ten sam poziom pobudzenia co wcześniej. Bo hazardzista, choćby wygrał nie wiadomo jak dużo, bardzo często będzie grał dalej. Hazard ma wypełnić pustkę, dać chwilową ulgę albo dostarczyć silnych przeżyć. Problem w tym, że żadna kwota pieniędzy nie jest w stanie tej pustki naprawdę wypełnić.
Ciekawe są również emocje, które pojawiają się po przegranej. Szczególnie wtedy, gdy przegrywasz ostatnie pieniądze. Można czuć się jak najgorsza istota na ziemi, jak moralne dno. Oblewa cię pot, pojawia się poczucie winy, wstyd, obrzydzenie do samego siebie. A mimo tego wszystkiego w głowie może pojawić się jedna myśl: "Muszę się odegrać". I właśnie wtedy zaczyna się kolejna runda, puszczasz kolejny zakład.
Czy długo ukrywała pani problem przed otoczeniem i samą sobą? Jak to wpływało na pani relacje?
Oczywiście. Istotą uzależnienia jest zaprzeczanie temu, że ma się problem. Człowiek zaczyna żyć w świecie iluzji, a ukrywanie prawdy przed bliskimi pozwala mu dalej grać. W czasie, gdy grałam, bardzo zaniedbałam relacje. Bliscy coraz częściej stawali się dla mnie potencjalnymi pożyczkodawcami – "ludźmi-bankomatami". Pojawiły się kłamstwa i manipulacje. Okłamywałam jednak nie tylko innych, lecz też samą siebie. Nigdy nie liczyłam, ile naprawdę przegrywam, bo dopóki nie znałam konkretnej kwoty, mogłam sobie wmawiać, że "nie jest jeszcze tak źle".
Co było dla pani momentem przełomowym? Czy wydarzyło się coś konkretnego, po czym zdecydowała pani, że potrzebuje pomocy?
Gdyby nie pewien "przypadek", prawdopodobnie zagrałabym się na śmierć. Znowu zaczęłam pożyczać pieniądze od tych samych osób i w końcu połączyły fakty. Siostra zapytała mnie wprost, czy mam problemy, ale oczywiście zaprzeczyłam. Z czasem kolejne kłamstwa zaczęły wychodzić na jaw, a ja musiałam oddawać pieniądze, których już nie miałam.
Poprosiłam starszą siostrę o rozmowę. Przed jej przyjazdem czułam takie napięcie, że miałam ochotę się powiesić. To właśnie wtedy po raz pierwszy powiedziałam komuś wprost, że gram, choć nadal nie byłam całkowicie szczera co do wysokości długów. Przełomem była rozmowa z obiema siostrami. Nie pozwoliły mi już uciec w kolejne kłamstwa i kazały zrobić, w ich obecności, listę wszystkich długów. Potem powiedziały jedno: mam iść na terapię. To był jeden z najtrudniejszych, ale też najbardziej przełomowych dni w moim życiu.
Jak z perspektywy pacjentki wyglądała pani droga przez terapię i co na tamtym etapie było dla pani największym wyzwaniem?
Miałam 21 lat i czułam się jak zagubione dziecko. Terapia była bardzo trudna emocjonalnie. Wątpiłam w siebie i w sens leczenia, ale mimo wszystko byłam konsekwentna – przychodziłam, rozmawiałam, płakałam, złościłam się i następnego dnia wracałam. Największym wyzwaniem było odstawienie hazardu. Miałam dreszcze, kołatanie serca, nie potrafiłam ustać w miejscu. Towarzyszyły mi lęk, wstyd, poczucie winy i bezsilność. Mój organizm domagał się czegoś, co przez długi czas było dla niego źródłem ogromnego pobudzenia.
Do tego miałam długi i żadnego poczucia bezpieczeństwa. Czułam się jak czarna owca rodziny i miałam wrażenie, że w wieku 21 lat moje życie już się skończyło. A tak naprawdę właśnie wtedy zaczynało się na nowo.
Dziś jest pani psycholożką i terapeutką uzależnień – jak wyjaśni pani z tej perspektywy mechanizmy, które kierowały panią podczas uzależnienia?
W terapii mówi się o trzech podstawowych mechanizmach, które pokazują, dlaczego uzależnienie tak silnie trzyma człowieka. Pierwszy to mechanizm nałogowego regulowania emocji. Hazard zaczyna pełnić funkcję "leku" na różne stany emocjonalne – smutek, złość, lęk, ale też jako wzmocnienie radości czy ekscytacji. Człowiek stopniowo przestaje radzić sobie z emocjami w naturalny sposób i coraz częściej potrzebuje gry, żeby zmienić swoje samopoczucie. Emocja jednak nie znika – zostaje odroczona.
Drugi to mechanizm iluzji i zaprzeczeń. Osoba uzależniona tworzy sobie sposób myślenia, który pozwala jej nie dostrzegać skali problemu. Zaprzecza, minimalizuje, racjonalizuje albo obwinia innych: "Przecież gram tylko czasami", "Każdy obstawia", "Gram, bo mam stres". Wszystko po to, by móc dalej grać.
Trzeci to mechanizm rozdwajania i rozpraszania "Ja". Uzależnienie sprawia, że człowiek zaczyna postępować wbrew własnym wartościom – kłamie, manipuluje, łamie obietnice. Z jednej strony wie, jak chce żyć, z drugiej coraz częściej podporządkowuje swoje zachowanie grze. Dlatego uzależnienie odbiera nie tylko pieniądze czy relacje, ale może też naruszać poczucie własnej tożsamości.
W jaki sposób własne doświadczenie uzależnienia wpływa na pani dzisiejszą pracę z pacjentami?
Myślę, że gdyby nie moje własne doświadczenia z uzależnieniem – terapia, późniejsza edukacja, a w końcu napisanie książki – nigdy nie wybrałabym tej pracy. Miałam poczucie misji.
Pacjenci często doceniają terapeutów, którzy sami przeszli przez uzależnienie, bo mają poczucie, że ktoś naprawdę rozumie głód grania, wstyd, poczucie winy czy walkę z samym sobą. Z jednej strony ogromną satysfakcję dają mi ich postępy, z drugiej – trudno patrzeć na kłamstwa, manipulacje czy powroty do uzależnienia. Czasem widzę w nich samą siebie sprzed lat. Nie usprawiedliwiam takich zachowań, ale wiem, że często stoi za nimi zagubiony i przerażony człowiek. Dlatego nadal wierzę, że warto próbować. Sama wiem, jak wiele może zmienić nawet mała iskra nadziei.
Jakie sygnały mogą wskazywać, że bliska osoba jest uzależniona od hazardu? Czy są konkretne red flagi, po których można rozpoznać problem u partnera, rodzeństwa czy dziecka?
Uzależnienie od hazardu trudno zauważyć, bo – jak napisałam w swojej książce – "hazard nie śmierdzi". Osoba uzależniona może normalnie pracować, studiować, wychowywać dzieci i sprawiać wrażenie, że świetnie sobie radzi. Problem często wychodzi na jaw dopiero wtedy, gdy pojawiają się duże długi, wierzyciele albo kolejne kłamstwa.
Wcześniej mogą jednak pojawić się sygnały ostrzegawcze: izolowanie się od bliskich, częsty brak pieniędzy i pożyczanie, utrata zainteresowań, huśtawki emocjonalne oraz większa tajemniczość wokół telefonu i finansów. Nie chodzi o pojedynczy sygnał, ale o wyraźną zmianę zachowania.
Czy łatwy dostęp do hazardu online sprawia, że dziś łatwiej wpaść w uzależnienie?
Badania CBOS pokazują, że rośnie liczba osób, u których hazard staje się problemem. Internet sprawił, że dziś można grać praktycznie przez całą dobę, a reklamy bukmacherów, sponsoring sportu i zakłady live dodatkowo normalizują obstawianie, szczególnie wśród młodych ludzi.
Mój pierwszy zakład również wyglądał niewinnie. Dlatego tak bardzo potrzebujemy edukacji. Bo jeżeli młody człowiek codziennie słyszy, jak obstawiać, co typować i ile można wygrać, ale niemal nikt nie mówi mu, co może się wydarzyć, kiedy przestanie chodzić o sport, a zacznie chodzić o emocje i pieniądze – to zostawiamy go sam na sam z przemysłem, który doskonale wie, jak przyciągnąć jego uwagę. I o tym trzeba mówić.
Co na podstawie swojej całej drogi powiedziałaby pani dzisiaj osobie, która czuje, że hazard niszczy jej życie, ale wstydzi się szukać pomocy?
Powiedziałabym słowa, które napisałam w swojej książce: "Drogi/Droga, pamiętaj, że nie ma w życiu tak ciemnego i zimnego miejsca, z którego nie dałoby się wyjść". Mówię to jako trzeźwiejąca hazardzistka, która do dziś ponosi konsekwencje swojego uzależnienia.
Wstydem nie jest przyznać, że ma się problem i potrzebuje pomocy. Terapia to dowód odwagi – moment, w którym człowiek mówi: "Nie chcę już tak żyć". Pomoc naprawdę jest dostępna: w poradniach, ośrodkach i grupach samopomocowych. Czasem pierwszy krok to tylko jeden telefon. Nie wszystko da się naprawić i nie wszystkie konsekwencje znikną. Ale ja jestem dowodem na to, że nawet z miejsca pozbawionego nadziei można wyjść. Żyję – i to jest dla mnie najcenniejsze.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.