Szczegóły wypadku
Do wypadku doszło 20 czerwca w okolicy schroniska Orle. Ania i jej mąż Dariusz jechali rowerami, gdy pogoda nagle się zmieniła. Pojawił się silny wiatr, ciemne chmury i odległe grzmoty. – Jechaliśmy do schroniska, żeby się schronić, było już bardzo blisko. I wtedy w pewnym momencie ocknąłem się na asfalcie. Nie wiedziałem, co się stało. Podniosłem głowę, zobaczyłem, że żona za mną 5-6 metrów leżała. Podbiegłem, zobaczyłem jej kask, twarz. I wtedy uświadomiłem sobie, co nas spotkało – relacjonuje mąż 38-latki w rozmowie z "Faktem".
Mężczyzna natychmiast rozpoczął reanimację i wezwał pomoc. Dzięki jego reakcji oraz działaniom świadków i ratowników GOPR udało się przywrócić kobiecie czynności życiowe. Siła wyładowania była tak duża, że kask Ani niemal całkowicie się rozpadł.
Obrzęk mózgu i dwa wylewy podpajęczynówkowe
Ania trafiła do szpitala w stanie krytycznym. Jak poinformowano w opisie internetowej zbiórki, przeszła operację tętnic szyjnych. W wyniku porażenia piorunem doszło u niej także do rozległego obrzęku mózgu oraz dwóch wylewów podpajęczynówkowych.
Impuls elektryczny przeszedł przez całe ciało kobiety, powodując również ciężkie uszkodzenia głowy, płuc i wątroby oraz rozległe oparzenia. Obecnie 38-latka przebywa na oddziale intensywnej terapii we Wrocławiu. Jej stan pozostaje bardzo ciężki, choć stabilny.
Brak kontaktu
Kobieta została wybudzona ze śpiączki farmakologicznej, jednak nadal nie nawiązuje kontaktu z otoczeniem. – Nie mamy z nią kontaktu. Nie spełnia żadnych poleceń lekarza – nie wykonuje żadnych gestów, nie mruga ani nie ściska ręki, nie mówi. Nie ma z jej strony żadnej reakcji – mówi pan Dariusz.
Pozytywną informacją jest to, że Anna oddycha już samodzielnie. Została odłączona od respiratora, a jej stan kardiologiczny jest określany jako dobry. Największe obawy dotyczą jednak możliwych uszkodzeń neurologicznych.
Lekarze ostrożni w rokowaniach
Specjaliści przeprowadzają kolejne badania głowy i mózgu. Jak wyjaśnia mąż pacjentki, lekarze nie są jeszcze w stanie określić zakresu uszkodzeń. – Dopóki pacjentka się nie wybudzi i nie będą mieli z nią kontaktu, nie są w stanie zdiagnozować, w jakim stopniu jest uszkodzony mózg – relacjonuje.
Lekarze podkreślają, że kluczowe znaczenie będzie miała intensywna rehabilitacja. Na początku sierpnia Anna ma zostać przewieziona do specjalistycznego ośrodka. Miesięczny koszt terapii może wynosić od 30 do 40 tys. zł, dlatego bliscy zorganizowali internetową zbiórkę.
Tymczasem w domu na powrót kobiety czekają jej dwaj synowie – 14-letni Ksawery i 2,5-letni Franek.
Leczenie Anny można wesprzeć pod tym LINKIEM.
Źródło: Fakt
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.