Skandaliczne zachowanie ginekologa. Śledztwo umorzono
Młoda kobieta z Małopolski od kilku lat próbuje przekonać organy ścigania, że podczas wizyty ginekologicznej została poddana zachowaniom, które odebrała jako molestowanie seksualne. Mimo zawiadomienia do prokuratury, badania wariografem i skarg kierowanych do różnych instytucji, sprawa została umorzona. Historię Karoliny opisała "Gazeta Wyborcza".
Traumatyczna wizyta
Jak relacjonuje "GW", do zdarzenia doszło w sierpniu 2020 r. podczas wizyty u ginekologa, do którego Karolina wcześniej miała zaufanie. Kobieta zgłosiła lekarzowi ból podczas współżycia i zapytała, czy może on mieć związek z wykrytą wcześniej torbielą jajnika.
Według jej relacji lekarz bez uprzedzenia przeprowadził dodatkowe badanie manualne, a następnie miał komentować życie seksualne pacjentki. Karolina twierdzi, że usłyszała m.in. słowa: "Do seksu należy podejść spokojnie i robić długą grę wstępną".
Kobieta podkreśla, że podczas wizyty czuła się sparaliżowana i nie rozumiała, co się dzieje. Po latach uznała, że zachowanie lekarza przekroczyło granice dopuszczalnego badania medycznego i zdecydowała się zgłosić sprawę organom ścigania.
"Ten lekarz powinien siedzieć"
Przełomowym momentem była konsultacja psychiatryczna w 2023 r. Karolina opowiedziała lekarzowi o przebiegu wizyty ginekologicznej. Według jej relacji psychiatra miał stwierdzić: "Przecież pani była molestowana. Ten lekarz powinien siedzieć".
Kiedy jednak został przesłuchany przez prokuraturę, zaprzeczył, by użył takich słów. W swoich zeznaniach miał również stwierdzić, że podejrzewa u kobiety poważne zaburzenia psychiczne.
Lekarz wszystkiemu zaprzecza
Ginekolog konsekwentnie odrzuca zarzuty pacjentki. W trakcie postępowania wyjaśniał, że nie wykonywał badania w sposób opisywany przez Karolinę i nie przypomina sobie używania określeń, które kobieta mu przypisuje. Podkreślał również, że przez ponad trzy dekady pracy zawodowej nie spotkał się z podobnymi oskarżeniami.
W rozmowie z "Gazetą Wyborczą" lekarz napisał, że od 2023 r. jest "ofiarą uporczywego nękania przez pacjentkę" i zapowiedział skierowanie sprawy do sądu w związku z działaniami, które – jego zdaniem – naruszają jego dobre imię.
Umorzenie śledztwa
Podczas przesłuchania w tzw. niebieskim pokoju sędzia pytała Karolinę także o to, czy zachowania lekarza nie odebrała jako próby żartu. Gdy kobieta opisywała, że ginekolog miał zachowywać się jak "zbereźny wujek na weselu", padło pytanie: "A nie odebrała tego pani jako żart po prostu, próbę rozładowania atmosfery?". Karolina utrzymywała jednak, że sytuacja była dla niej paraliżująca i przekroczyła granice zwykłego badania.
Po przesłuchaniu stron i analizie materiału dowodowego prokuratura umorzyła postępowanie, uznając, że brak jest znamion czynu zabronionego. Taką decyzję podtrzymał później sąd.
Znaczenie miała m.in. opinia biegłej psycholożki, która stwierdziła, że Karolina ma prawidłową zdolność odtwarzania zdarzeń, ale jednocześnie wykazuje dużą emocjonalność i może mieć skłonność do nadinterpretowania niektórych sytuacji.
Wariograf nie zmienił decyzji sądu
Nie godząc się z rozstrzygnięciem, kobieta na własny koszt poddała się badaniu wariografem. Ekspert przeprowadzający test uznał, że reakcje badanej były typowe dla osób odpowiadających szczerze. W opinii wskazano, że "nie stwierdzono wprowadzenia w błąd".
Sąd nie uznał jednak tego dowodu za rozstrzygający. W ocenie sędzi korzystny wynik badania mógł wynikać z tego, że kobieta jest przekonana o prawdziwości własnej interpretacji wydarzeń.
Rzecznik Praw Pacjenta dostrzegł uchybienie
Karolina zwróciła się także do Rzecznika Praw Pacjenta. Instytucja uznała, że samo badanie nie odbiegało od standardów badania ginekologicznego, ale wskazała, że zostało przeprowadzone bez odpowiedniego uprzedzenia pacjentki, co mogło wywołać niepotrzebny stres i podważyć zaufanie do lekarza.
Rzecznik zalecił lekarzowi szkolenie z zakresu prawa pacjenta do informacji oraz rozważenie wypłaty zadośćuczynienia. Lekarz odwołał się od tej decyzji.
Problem szerszy niż jedna sprawa
Sprawa opisana przez "Gazetę Wyborczą" zwróciła uwagę na problem doświadczeń kobiet podczas wizyt ginekologicznych. Przedstawicielka fundacji Feminoteka Joanna Gzyra-Iskandar podkreśliła, że postępowania dotyczące molestowania seksualnego są często trudne do udowodnienia, ponieważ zwykle dochodzi do nich bez świadków.
Jak zaznaczała, wiele kobiet nie zgłasza podobnych sytuacji z obawy przed brakiem wiary ze strony organów ścigania lub społecznym stygmatyzowaniem.
Karolina utrzymuje, że wydarzenia z gabinetu wpłynęły na jej zdrowie psychiczne i życie intymne. Z kolei lekarz stanowczo zaprzecza wszystkim oskarżeniom. Mimo wieloletnich starań kobiety postępowanie karne zostało prawomocnie zakończone bez postawienia komukolwiek zarzutów.
Źródło: "Gazeta Wyborcza", artykuł Anny Kolet
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.