Przełom w onkologii
Spersonalizowana szczepionka wykorzystująca technologię mRNA może być już nawet za rok stosowana u polskich pacjentów. Prof. Piotr Rutkowski tłumaczy, że znacząco zapobiega nawrotowi choroby i zmniejsza ryzyko przerzutów odległych w stosunku do standardowej immunoterapii o 60 proc. i o połowę zmniejsza ryzyko zgonu z powodu czerniaka.
To szczepionka dla pacjentów z czerniakiem wysokiego ryzyka, który stanowi około 30 proc. wszystkich czerniaków w Polsce (rocznie mamy 4,5 tys. zachorowań). Chodzi m.in. o czerniaki drugiego i trzeciego stopnia oraz operacyjne czwartego stopnia.
W międzynarodowych badaniach III fazy brało udział 51 polskich pacjentów z czerniakiem w Narodowym Instytucie Onkologii (na ok. 1,1 tys. na całym świecie).
- Mieliśmy szczęście, że byliśmy drugim ośrodkiem na świecie, jeśli chodzi o rekrutację. Bardzo wcześnie udało się zdobyć to badanie dla polskich pacjentów. Nie mogę mówić o indywidualnych wynikach, bo jestem obarczony embargiem na dane. Mogę jedynie powiedzieć o ogólnych wynikach, a one są fenomenalne - zaznacza w rozmowie z WP abcZdrowie prof. Piotr Rutkowski, kierownik Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaków w Narodowym Instytucie Onkologii, były przewodniczący zarządu głównego Polskiego Towarzystwa Onkologicznego.
Podkreśla, że to przełom w onkologii i ogromna nadzieja dla pacjentów, bo w Polsce umiera z powodu czerniaka ponad 1,3 tys. osób rocznie. Do nawrotu choroby dochodzi u około 1,8 tys. pacjentów.
Limfocyty na uniwersytecie
Szczepionka nie działa sama, ale w połączeniu ze standardowym uzupełniającym leczeniem, czyli immunoterapią.
- Jeśli usuwamy czerniaka o wysokim ryzyku, to teraz standardowo podajemy leczenie uzupełniające w postaci immunoterapii. To redukuje ryzyko nawrotu choroby o 17 proc. Przy czym wiemy, że liczba komórek układu immunologicznego, które poznały tego usuniętego czerniaka, jest bardzo mała, więc efektywność tej standardowej terapii może być niewystarczająca - wyjaśnia prof. Rutkowski.
- Dlatego z tego usuniętego czerniaka robimy dodatkową wielogenową analizę, żeby znaleźć w nim takie zaburzenia, które są charakterystyczne konkretnie dla niego. I wówczas z tego, co tam znaleźliśmy, robimy spersonalizowaną szczepionkę mRNA i to podajemy z powrotem pacjentowi - dodaje.
Wyjaśnia, że szczepionka zaczyna produkować w naszych komórkach kawałki naszego własnego czerniaka.
- Dzięki temu wzbudzamy bardzo dużą odpowiedź immunologiczną przeciwko czerniakowi. Limfocyty (kluczowe komórki układu odpornościowego, które odpowiadają za swoistą odpowiedź immunologiczną, rozpoznają obce patogeny, pomagają niszczyć zmienione chorobowo komórki - red.) uczą się rozpoznawać konkretne komórki własnego czerniaka, a nie komórki nowotworowe w ogóle. Dlatego to działanie może być tak precyzyjne, co przekłada się na skuteczność - tłumaczy prof. Rutkowski.
- Mówimy, że przy stosowaniu immunoterapii nasze limfocyty "idą do szkoły", w przypadku tej spersonalizowanej szczepionki możemy powiedzieć, że "są już na uniwersytecie", bo działanie jest nieporównywalnie bardziej zaawansowane. Ta szczepionka jest robiona dla każdego oddzielnie - podkreśla.
Nośnik informacji: mRNA jak oprogramowanie
- W każdej komórce naszego ciała jest przechowywany materiał genetyczny, który pochodzi po części od matki, po części od ojca. Ten materiał jest bankiem informacji o budowie każdej komórki. W jądrze komórki jest tylko ten bank informacji, nie ma żadnej produkcji. Więc jeśli trzeba coś wyprodukować, a organizm potrzebuje czegoś przecież cały czas np. krwinek czerwonych czy białych, materiał genetyczny musi być skopiowany na mRNA. To "nośnik" tych informacji - tłumaczy w rozmowie z WP abcZdrowie prof. Jacek Wysocki, były prezes Polskiego Towarzystwa Wakcynologicznego, kierownik Kliniki Chorób Dzieci Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu.
Podkreśla, że mRNA nie ma szans wniknąć z powrotem do jądra komórki. - A jeden z zarzutów przeciwników szczepionek jest taki, że to manipulacja przy genomie człowieka, bo mRNA zmieni ten genom, podczas gdy nie ma takiej możliwości - zaznacza ekspert.
- Porównałbym mRNA do swoistego oprogramowania, a komórkę do komputera. Jedno bez drugiego nie zadziała. Tak samo jest w ludzkim organizmie: mRNA ma informacje, jak ma wyglądać konkretne białko, ale samo go nie wytworzy, potrzebuje do tego komórki - tłumaczy.
W przypadku klasycznych szczepionek do organizmu człowieka podawane są gotowe antygeny, przeciwko którym organizm ma wytworzyć przeciwciała. - Poprzedzają to oczywiście długie badania, które pozwalają określić, który konkretnie antygen np. wirusa czy bakterii wzbudza przeciwciała, które będą chronić człowieka przed chorobą. Kiedy naukowcy już to rozpracują, to przemysł produkuje odpowiednie antygeny, pakuje je w strzykawki lub w fiolki i pacjent dostaje gotowy antygen - wskazuje ekspert.
- Z kolei w przypadku technologii mRNA pacjent sam produkuje antygen po tym, jak dostanie w szczepionce mRNA z dokładnymi wskazówkami - dodaje.
Zwraca uwagę, że technologia mRNA jest znana od początku XXI wieku i była wykorzystywana m.in. do produkcji szczepionek przy poprzednich epidemiach Eboli, ale dopiero pandemia COVID-19 rozwinęła ją i upowszechniła.
- Technologia jest szczególnie przydatna w sytuacjach, kiedy trzeba w krótkim czasie wyprodukować duże ilości szczepionki. W sytuacjach masowych potrzeb można ją też szybko modyfikować, co zostało przetestowane w czasie pandemii COVID-19, kiedy wirus ewoluował i szczepionkę trzeba było aktualizować. To samo jest z nowotworem, który też się może zmieniać. Wystarczy, że podmienimy mRNA i mamy nową szczepionkę - wyjaśnia prof. Wysocki.
- Dlatego to jest technologia przyszłości i kierunek, w którym zmierza medycyna. Postęp leczenia jest wolny, co widać w wielu nowotworach, np. raku trzustki czy raku płuca, więc najlepsze, co możemy zrobić, to zapobiec chorobie - zaznacza.
Szybko i bezpiecznie. "To jest krótki zastrzyk"
- Kolejną ważną zaletą jest fakt, że szczepionka jest bardzo bezpieczna. Nie powoduje żadnych dodatkowych skutków ubocznych w stosunku do immunoterapii. Immunoterapia ma oczywiście swoje objawy uboczne, ale szczepionka ich w żaden sposób nie potęguje - podkreśla prof. Rutkowski.
Wyjaśnia, że mechanizm działania tej szczepionki jest bardzo uniwersalny i można go stosować także w innych nowotworach. Badania toczą się już m.in. w raku nerki i raku płuca, raku pęcherza. - Jeśli po wycięciu mielibyśmy szansę zmniejszenia ryzyka nawrotu nawet o 50 proc., to jest olbrzymia korzyść dla pacjenta - wskazuje prof. Rutkowski.
Leczenie trwa rok. Immunoterapię podaje się co trzy tygodnie, a szczepionkę co cztery tygodnie lub co sześć tygodni w zależności od tego, jak wygląda standardowa terapia pacjenta.
- To jest krótki zastrzyk, więc w warunkach klinicznych szczepionka może być podawana w trybie ambulatoryjnym. Pacjent będzie mógł mieć podany lek w przychodni lub w ramach oddziału dziennego, nie będzie konieczności dłuższej hospitalizacji - tłumaczy ekspert.
- Redukujemy więc koszty związane z hospitalizacją, choć sama szczepionka tania nie będzie ze względu na to, że jest to terapia spersonalizowana. Z drugiej jednak strony redukujemy koszty leków dla chorych, u których dojdzie do przerzutów. Bilans będzie więc bardzo korzystny - zaznacza.
Szczepionka dla Polaków nawet za rok
Mediana zachorowania na czerniaka to 50-60 lat, ale chorują też młodzi. - Najwięcej zachorowań jest związanych z intensywnym opalaniem i poparzeniami słonecznymi. Zachorowania rosną w każdym wieku, choć trochę tę dynamikę udało się zmniejszyć po tym, jak zakazano solariów u młodzieży. Nadal jednak mamy 20-latków z zaawansowanym czerniakiem, którym nie zawsze możemy pomóc - przyznaje prof. Rutkowski.
- Jest to zawsze ogromne rozczarowanie, bo to nowotwór, który łatwo wykryć, więc można go zdiagnozować na wczesnym etapie, o ile wykonujemy badania profilaktyczne. Gdyby to było powszechne, nie potrzebowalibyśmy szczepionek - to powinno jasno wybrzmieć - zaznacza lekarz.
Kiedy szczepionka będzie dostępna dla polskich pacjentów? - Jesteśmy na etapie zakończenia badania klinicznego i ogłoszenia pierwszych wyników. Ostateczne wyniki będą w październiku, można więc szacować, że preparaty będą zarejestrowane na przełomie roku lub w pierwszym kwartale przyszłego roku. Potem czeka nas jeszcze proces refundacyjny. Jeśli wszystko pójdzie sprawnie, to liczymy, że u polskich pacjentów moglibyśmy rutynowo stosować szczepionkę nawet za rok - szacuje lekarz.
Wskazuje jednak, że terapia wymaga sporej logistyki. - Musimy mieć materiał dobrej jakości, fabryka musi wyprodukować szczepionkę, która potem musi zachować tzw. łańcuch zimna, tak jak to było w przypadku szczepionki na COVID-19. Myślę, że nie każdy ośrodek sobie z tym poradzi, więc będzie to stosowane przynajmniej na początku w ośrodkach wysokospecjalistycznych - wyjaśnia.
Dodaje, że w Narodowym Instytucie Onkologii trwają już badania nad szczepionkami mRNA w innych stopniach zaawansowania czerniaka.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.