"To przekręt". Prezes NIL o sprawie Dawida Kacprzyka
- Jesteśmy zdruzgotani tym, co mogło dziać się z pacjentami. To, do czego doprowadziło połączenie polityki z medycyną, po prostu nie mieści się w głowie – mówił podczas konferencji w środę dr Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Izby Lekarskiej (NIL). Domaga się rozpoczęcia śledztwa prokuratorskiego.
Szef Izby podkreślił, że kluczowe w całej sprawie jest dobro pacjentów, którzy mają pełne prawo czuć lęk. Jankowski nie krył osobistego poruszenia i bezsilności: - Trudno mi jest dobierać słowa, ale kiedy słyszymy o tym, że lekarz podchodzi do pacjenta jak do fantoma, że lekarz sprawił, że pacjent został bez nadzoru pozostaje głębokie zdruzgotanie - wyznał dziennikarzom prezes NIL. Odniósł się w ten sposób do wywiadu, jakiego udzielił Kanałowi Zero Emil Jędrzejewski, były ordynator oddziału chirurgii w Szpitalu Południowym.
Wniosek o zawieszenie prawa wykonywania zawodu i apel do prokuratury
Dr Jankowski poinformował, że od samego rana pozostaje w stałym kontakcie z Naczelnym Rzecznikiem Odpowiedzialności Zawodowej, a postępowanie wyjaśniające w sprawie lekarza-polityka zostało wszczęte już kilka dni temu.
- Uzgodniliśmy z panem rzecznikiem, że analizuje on materiał pod kątem złożenia wniosku do sądu lekarskiego o zawieszenie prawa wykonywania zawodu na czas trwającego postępowania dla pana doktora ze Szpitala Południowego– oświadczył szef NIL.
Samorząd mocno naciska na jak najszybsze rozpatrzenie sprawy przez sąd lekarski, nie przesądzając jednak o ostatecznym wyroku. Prezes NIL jednoznacznie podkreślił, że sprawa wykracza poza standardową odpowiedzialność dyscyplinarną wewnątrz środowiska. - Zarzuty są stricte karne – ocenił i wystosował oficjalny apel do prokuratury o przeprowadzenie rzetelnego, drobiazgowego śledztwa.
Tłumaczenia Trzaskowskiego. Odwołał całą radę nadzorczą
Doktor Jankowski przyznał, że jemu jako lekarzowi nie mieści się w głowie sytuacja, gdy młody, niedoświadczony lekarz zostaje koordynatorem SOR.
Gdzie były procedury bezpieczeństwa?
W ocenie Naczelnej Izby Lekarskiej w tej konkretnej sprawie w sposób szczególny zawiodły wszelkie procedury bezpieczeństwa. W normalnych warunkach młody, niedoświadczony lekarz na początku swojej drogi zawodowej pod żadnym pozorem nie ma prawa samodzielnie pełnić funkcji ordynatora czy koordynatora SOR-u – jednego z najtrudniejszych miejsc w szpitalu. Taka osoba musi bezwzględnie pracować pod nadzorem starszych kolegów i stale konsultować swoje decyzje, co w tym przypadku zostało całkowicie zignorowane. W sytuacjach krytycznych (jak np. trudna intubacja) młody medyk musi mieć zapewnione wsparcie choćby anestezjologa.
Równolegle prezes Izby odniósł się do informacji o rzekomych zgonach pacjentów na warszawskim SOR-ze, do których miało dochodzić w wyniku m.in. działań Dawida Kacprzyka. Potwierdził, że do Izby docierają już anonimowe sygnały od lekarzy ze Szpitala Południowego, którzy potwierdzają występowanie poważnych nadużyć. Choć na tym etapie nie mówią oni wprost o zgonach czy bezpośredniej odpowiedzialności medycznej za śmierć pacjentów, to w ich relacjach masowo przewijają się zarzuty o rażący brak kompetencji koordynatora SOR-u. Według tych doniesień miał on samodzielnie wykonywać procedury, do których nie posiadał uprawnień, co samorząd traktuje jako zarzut niezwykle poważny i na ten moment potwierdzony w kolejnych rozmowach z personelem.
NIL domaga się odpolitycznienia ochrony zdrowia
Szef NIL zwrócił uwagę na systemowy problem, jakim jest obsadzanie stanowisk medycznych według klucza partyjnego, nazywając sytuację wprost "przekrętem" i emanacją patologicznego układu. - Reflektor powinien być skierowany na polityków – zaznaczył prezes izby.
- Nie może być tak, że lekarz ordynator, kierujący oddziałem, koordynator czy dyrektor ma legitymację partyjną. To prowadzi do ogromnych nadużyć – mówił dr Jankowski. Przypomniał, że na taki upolityczniony, dysfunkcyjny SOR może w każdej chwili trafić każdy z nas, nasi bliscy lub sami lekarze. NIL domaga się od premiera natychmiastowego wprowadzenia jasnego i rygorystycznego rozdzielenia polityki od zarządzania ochroną zdrowia.
Na pytanie dziennikarza WP abcZdrowie o to, czy również lekarze nie powinni zostawać politykami, odpowiedział, że odbieranie prawa startu w wyborach byłoby naruszeniem konstytucyjnej zasady równości. - Z pewnością lekarz nie powinien pełnić stanowisk kierowniczych, bo to prowadzi do nadużyć. Dzwoni kolega z partii, mówi: "przyjmij mnie bez kolejki" i cóż. Co taki lekarz ma powiedzieć? Czy jest bardziej lekarzem, czy bardziej politykiem? Tutaj właśnie ta sfera musi zostać oddzielona – odpowiedział prezes. Zapowiedział, że Izba będzie trzymać się tej jednoznacznej oceny, gdyż tak nie wyglądają szpitale w reszcie kraju.
Walka z kulturą milczenia. Apel do lekarzy
Szef samorządu lekarskiego odniósł się również do postawy innych pracowników placówki, którzy przez wiele miesięcy wiedzieli o trwającej patologii, lecz nie podjęli żadnych działań ze strachu przed utratą pracy. Jak zaznaczył, wewnątrz placówki działał dysfunkcyjny mechanizm zastraszania – niektórzy z pracowników zostali zwolnieni, a inni milczeli, bojąc się zareagować, by nie podzielić losu zwolnionych kolegów.
Prezes NIL podkreślił jednak stanowczo, że od osób z wyższym wykształceniem, których misją jest dbanie o dobro pacjenta, należy wymagać znacznie więcej. Odnosząc się do milczenia personelu medycznego, szef Izby wyraził poważne wątpliwości, na ile winę ponoszą sami lekarze, a na ile wadliwy system, który stworzył dla nich sytuację bez wyjścia. Zapowiedział jednak, że Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej przesłucha te osoby w celu zbadania okoliczności afery oraz ewentualnych zaniedbań w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa pacjentom, co stanowi bezpośrednie naruszenie Kodeksu Etyki Lekarskiej.
- Jeśli bezpieczeństwo pacjentów jest zagrożone, to niezależnie od nacisków politycznych – zgłaszajcie się do Naczelnej Izby Lekarskiej" – zaapelował szef samorządu, określając to jako obowiązek prawny i moralny każdego lekarza. Aby chronić sygnalistów przed wyciąganiem konsekwencji, NIL uruchomił dedykowany Zespół ds. Naruszeń w Ochronie Zdrowia (zgłoszenia można kierować pod adres: naruszenia@nil.org.pl). Samorząd lekarski dziękuje za sygnały od medyków, którzy masowo zgłaszają się do izby, pytając, jak odbudować zaufanie pacjentów.
Puszka Pandory została otwarta
Prezes NIL przyznał, że po ujawnieniu skandalu w warszawskiej placówce, do Izby zaczęły napływać sygnały o nieprawidłowościach z innych szpitali w Polsce. Doniesienia te dotyczą m.in. przypadków uprzywilejowania polityków kosztem innych pacjentów, co wskazuje na głęboki problem systemowy.
Co więcej, zgłaszają się również sami lekarze ze Szpitala Południowego, którzy – zachęceni obecnym biegiem wydarzeń – chcą mówić o panującej tam patologii. Wielu z nich wciąż jednak paraliżuje strach przed utratą pracy, przez co wolą przekazywać informacje w sposób całkowicie anonimowy.
Odejście od kontraktów i "tachografy dla lekarzy"
Szef Izby podkreślił, że do NIL wpływa wiele postulatów od chorych, którzy domagają się m.in. jasnego oznaczania na pieczątkach lekarskich uczelni, którą dany medyk ukończył. Świadczy to o silnej potrzebie społecznej, by eliminować z systemu osoby niekompetentne, zamiast obwiniać całą grupę zawodową.
W celu uzdrowienia sytuacji Izba proponuje głębokie zmiany systemowe dotyczące form zatrudnienia oraz kontroli czasu pracy. Prezes NIL wskazał, że lekarze byliby gotowi na odejście od powszechnych obecnie kontraktów. - Nas wypchnięto na kontrakty – stwierdził, nazywając tę sytuację kolejną patologią. Środowisko lekarskie chętnie widziałoby rozwiązanie kompromisowe, plasujące się pomiędzy tradycyjnym etatem a kontraktem.
Samorząd postuluje również wprowadzenie nowoczesnego systemu ewidencji i limitowania czasu pracy medyków, co – zdaniem prezesa NIL – pozwoliłoby w przyszłości uniknąć sytuacji takich jak z Dawidem Kacprzykiem.
- Jesteśmy gotowi zacząć reformować również nasze środowisko. Chcemy wprowadzić limity czasu pracy medyków, które w mediach często porównuje się do tachografów. Skoro kierowcy mają tachografy, aby na drogach było bezpiecznie, my również powinniśmy poddać się limitom czasu pracy. Wszystko po to, aby zapewnić bezpieczeństwo pacjentom i uniemożliwić politykom fałszowanie grafików, a następnie wyłudzanie pieniędzy za fikcyjne faktury - podsumował Jankowski.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.