Podczas gdy unijna średnia systematycznie spada, w naszym kraju wskaźnik ten wciąż pozostaje na stosunkowo wysokim poziomie. Sytuacja ta zbiega się w czasie z głębokimi reformami, problemami finansowymi placówek oraz nadchodzącymi zmianami w czasie pracy lekarzy.
Mniej łóżek dzięki nowoczesnej medycynie
Średnia liczba łóżek w UE systematycznie spada – jeszcze w 2009 roku wynosiła ona 582, a w 2023 roku spadła do 511. Autorzy raportu Eurostatu wyjaśniają, że ten spadek to wynik postępu technologicznego.
Lekarz zarobił 1,6 mln w rok. "Teraz wiemy czemu szpitale są zadłużone"
Dzięki rozwojowi nauki skrócił się średni czas pobytu pacjenta w szpitalu, a wiele skomplikowanych zabiegów można dziś wykonywać w trybie ambulatoryjnym lub jednodniowym.
Dwa bieguny europejskiej medycyny
Podział Europy pod względem podejścia do lecznictwa szpitalnego staje się niezwykle wyraźny, gdy zestawimy ze sobą skrajne dane. Na mapie kontynentu wyraźnie odznaczają się dwa zupełnie różne modele organizacji ochrony zdrowia.
Na jednym biegunie znajdują się państwa o tradycyjnie rozbudowanej, stacjonarnej infrastrukturze. Pod tym względem liderem jest Bułgaria, gdzie na każde 100 tys. mieszkańców przypada aż 870 łóżek. Tuż za nią plasują się Niemcy z wynikiem 759 oraz Rumunia, dysponująca 731 łóżkami. Wysokie wskaźniki utrzymują się również w Europie Środkowej – w Austrii jest to 655, w Czechach 639, a na Węgrzech około 630 łóżek. To właśnie w tę grupę – charakteryzującą się mocnym oparciem systemu na opiece szpitalnej – idealnie wpisuje się Polska ze swoimi 620 łóżkami.
Najmniej łóżek w Szwecji
Zupełnie inną filozofię widać na drugim końcu skali, reprezentowanym głównie przez kraje skandynawskie i Europę Zachodnią. Tam postawiono na maksymalne skrócenie pobytu w szpitalach i rozwój procedur jednodniowych. Rekordowo niską bazą łóżkową wyróżnia się Szwecja, która ma zaledwie 187 łóżek na 100 tys. mieszkańców – to niemal pięciokrotnie mniej niż w Bułgarii. Bardzo podobnie sytuacja wygląda w Holandii (221), Danii (226) oraz Finlandii (248). Listę państw o najbardziej oszczędnej infrastrukturze zamykają Hiszpania z wynikiem 283 oraz Irlandia, gdzie na 100 tys. obywateli przypada 293 łóżek.
Optymalizacja i zamykanie oddziałów w Polsce
Ministerstwo Zdrowia pracuje nad optymalizacją bazy łóżkowej i mapą potrzeb zdrowotnych, która uwzględnia między innymi starzenie się społeczeństwa. Mapa ta ma posłużyć za podstawę do analizy, jakie oddziały są naprawdę potrzebne w poszczególnych regionach, co z kolei wpłynie na planowanie kadr medycznych.
Tymczasem zmiany w terenie już się rozpoczęły, a resort zdrowia aktywnie zachęca szpitale do restrukturyzacji i konsolidacji za pomocą silnych bodźców finansowych. Pierwszym z nich jest rządowe wsparcie z Funduszu Medycznego, który przeznaczył ponad miliard złotych na procesy łączenia placówek w ramach naboru uruchomionego 1 lipca.
Drugim instrumentem są bezpośrednie zachęty do likwidacji niepotrzebnych miejsc – na mocy lutowego rozporządzenia szpital, który zdecyduje się na zamknięcie oddziału, przez kolejne dwa lata będzie otrzymywał aż połowę finansowania za świadczenia, których udzielił na tym oddziale w roku poprzedzającym jego likwidację.
Proces ten uderza między innymi w porodówki. Od stycznia do połowy czerwca zamknięto osiem oddziałów ginekologiczno-położniczych, a kolejnych osiem zawiesiło działalność. W niektórych regionach, zwłaszcza na Podkarpaciu, oznacza to, że około 11 tysięcy kobiet w wieku rozrodczym musi jechać do najbliższego takiego oddziału ponad godzinę.
Systemowy kryzys finansowy i kadrowy
Placówki medyczne borykają się z ogromnymi długami. Raport Związku Powiatów Polskich wskazuje, że ponad 90 proc. szpitali powiatowych zamknęło ubiegły rok ze stratą finansową, a ponad 60 proc. posiadało zobowiązania wymagalne, czyli przeterminowane długi. Zdaniem autorów raportu tak masowa skala problemu dowodzi, że wina leży po stronie wadliwego modelu systemowego, a nie złego zarządzania.
Dodatkowym wyzwaniem są braki kadrowe. Aby oddziały i ambulatoria mogły funkcjonować zgodnie z przepisami, szpitale muszą zapewnić minimalne normy zatrudnienia lekarzy, co przy ich ogólnym braku na rynku staje się niezwykle trudne.
Nowe limity pracy dla lekarzy
W odpowiedzi na nagłośnione przypadki lekarzy pracujących bez przerwy nawet po 120 godzin, Ministerstwo Zdrowia planuje wprowadzić ograniczenia czasu pracy oraz maksymalne stawki godzinowe.
Naczelna Izba Lekarska proponuje ujednolicenie zasad i wprowadzenie maksymalnego czasu pracy na poziomie 78 godzin tygodniowo, co przekłada się na 312 godzin miesięcznie. Taka zmiana oznaczałaby zrównanie prawne lekarzy etatowych, którzy podpisali klauzule opt-out zezwalające na dłuższą pracę, z lekarzami kontraktowymi. Obecnie ponad 70 proc, lekarzy w Polsce świadczy usługi na kontraktach, które nie podlegają żadnym limitom czasu pracy. Warto dodać, że zgodnie z obowiązującymi przepisami dotychczasowe klauzule opt-out dla medyków mają ostatecznie wygasnąć 1 stycznia 2028 roku.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.