W tym artykule:
Zakres operacji został rozszerzony
Torbiel wykryto podczas rutynowego badania w październiku 2023 r. Początkowo podwyższone markery wskazywały na 20-procentowe ryzyko raka jajnika, później jednak wróciły do normy. U Anny stwierdzono także polip, ale bez atypowych, czyli nowotworowych komórek. Rozpoznano również złożony rozrost endometrium
W maju 2024 r. pacjentkę przyjęto do Szpitala św. Rodziny przy ul. Madalińskiego w Warszawie. Plan obejmował laparoskopowe usunięcie zmiany na jajniku. Ostatecznie zaproponowano również wycięcie macicy. Anna podpisała zgodę, choć – jak twierdzi – decyzję podjęła pod wpływem rekomendacji lekarki. - Myślałam: moje problemy wreszcie się skończą, a lekarz wie lepiej, co jest optymalne dla pacjenta - powiedziała w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
Badanie przeprowadzone podczas operacji wykazało, że torbiel była łagodna. Późniejsza analiza usuniętej macicy również nie potwierdziła atypii. Prof. Mariusz Bidziński, krajowy konsultant w dziedzinie ginekologii onkologicznej, wyjaśnił "Wyborczej", że rozrost bez atypii w pierwszej kolejności leczy się zazwyczaj farmakologicznie. Podkreślił też, że obciążenie rodzinne nie stanowi samo w sobie wskazania do wycięcia narządu.
Anna twierdzi, że po zapoznaniu się z dokumentacją jej ginekolożka przyznała, iż przeprowadzone leczenie nie było konieczne. - Kiedy pokazałam dokumentację medyczną z Madalińskiego mojej ginekolożce, najpierw długo ją wertowała, a potem popatrzyła mi w oczy i przyznała: "Pani Aniu, to wszystko było niepotrzebne" - miała powiedzieć lekarka.
Silny ból i ponowna operacja
Po zabiegu Anna skarżyła się na nasilony ból, mimo to została wypisana. Jej stan pogarszał się przez kolejne dni. Po przewiezieniu z powrotem do szpitala badania wykazały bardzo wysoki poziom CRP. Tomografia ujawniła poważne powikłania, a podczas ponownej operacji lekarze znaleźli treść jelitową w jamie brzusznej oraz dwie perforacje jelita cienkiego. Usunięto około 25 cm jelita. U pacjentki rozwinęła się sepsa.
- Potraktowali mnie jak histeryczkę i wypuścili do domu z tykającą bombą w brzuchu. Po wszystkim usłyszałam: to cud, że w ogóle pani przeżyła - relacjonowała Anna.
Kobieta przeżyła, ale konsekwencje zdrowotne odczuwa do dziś. Po kolejnych operacjach powstało u niej pięć przepuklin, musiała ograniczyć aktywność fizyczną i zmienić pracę. Jak podaje "Gazeta Wyborcza", Szpital św. Rodziny odmówił udzielenia odpowiedzi na pytania dotyczące sprawy.
Źródło: warszawa.wyborcza.pl
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.