Zmarł Adrian Szymaniak ze ŚOPW. W wieku 39 lat przegrał walkę z rakiem

W wieku 39 lat zmarł Adrian Szymaniak, jeden z najbardziej znanych i lubianych uczestników programu "Ślub od pierwszego wejrzenia". Mężczyzna chorował na agresywny nowotwór mózgu.

Adrian Szymaniak chorował na groźnego raka mózguAdrian Szymaniak chorował na groźnego raka mózgu
Źródło zdjęć: © Instagram
Mateusz Różański

O jego odejściu poinformowała w mediach społecznościowych żona, Anita Szydłowska, przekazując poruszające oświadczenie.

Prośba o uszanowanie prywatności 

"Z ogromnym bólem informujemy, że Adrian odszedł. W tych niezwykle trudnych chwilach najważniejsze są dla nas cisza, bliskość i możliwość pożegnania Go w gronie najbliższych" - napisała żona zmarłego. 


WIDEO
Toksoplazmoza powoduje glejaka mózgu. Naukowcy widzą taki związek



Kobieta zaapelowała do mediów oraz internautów o uszanowanie prywatności rodziny, podkreślając, że uroczystość pogrzebowa będzie miała charakter wyłącznie osobisty.

"Nie chcemy, aby ktokolwiek budował przekaz, zainteresowanie czy rozgłos na naszym cierpieniu. Potrzebujemy teraz przede wszystkim spokoju i przestrzeni, aby pożegnać Adriana z miłością, godnością i w ciszy. (...) W tym niezwykle trudnym dla nas czasie prosimy również o powstrzymanie się od osobistego składania kondolencji, telefonów oraz wiadomości" - czytamy w jej oświadczeniu.

Nagły początek choroby i pierwsze symptomy

Adrian Szydłowski o pierwszych, niepokojących sygnałach opowiadał w wywiadzie dla "Dzień Dobry TVN". Początkowo wziął je za skutki uboczne przyjmowanych leków:

- Przeglądając coś na telefonie, zauważyłem, że ekran z telefonu wyskakuje mi poza telefon, to było dla mnie takie bardzo przerażające, niezrozumiałe - mówił w wywiadzie. 

Kolejnego dnia doszło do jeszcze bardziej niepokojącego zdarzenia. - W sobotę, stojąc na czerwonym świetle jako pierwszy, na masce wyświetlił mi się taki obraz postaci z bajki, jaką ogląda Blanka, takie kotki tańczące. Przecierałem oczy ze zdumienia, oklepałem swoją twarz, ale ja ten obraz widziałem - opisywał pierwsze niepokojące objawy.

Wkrótce pojawiły się silne migrenowe bóle głowy, omamy, zawroty głowy, nudności oraz wymioty. Nocą konieczne było wezwanie pogotowia. Diagnostyka obrazowa (tomografia komputerowa) w szpitalu ujawniła zmianę w mózgu.

Glejak IV stopnia

Adrian przeszedł operację, podczas której neurochirurgom udało się wyciąć prawie całą wykrytą zmianę. Badania histopatologiczne potwierdziły jednak najgorszy scenariusz – glejak IV stopnia (glejak wielopostaciowy).

Jest to najbardziej złośliwy i agresywny nowotwór ośrodkowego układu nerwowego o bardzo złym rokowaniu. 

Najnowszy raport Krajowego Rejestru Nowotworów "Nowotwory złośliwe mózgu – analiza epidemiologiczna" pokazuje, że w Polsce każdego roku rozpoznaje się ok. 2375 nowotworów mózgu. Największą grupę stanowią glejaki – odpowiadają za 75 proc. diagnoz, co oznacza blisko 1,8 tys. nowych pacjentów rocznie.

Rokowania pozostają trudne. W latach 2010-2024 pięć lat od diagnozy przeżywało w Polsce zaledwie 28,2 proc. chorych z glejakiem. To wynik, który lokuje nasz kraj wśród państw europejskich o gorszych wskaźnikach przeżycia w tej grupie nowotworów.

Nie tracił nadziei

Mimo tak trudnej diagnozy Adrian nie zamierzał się poddawać:

- Jestem zdeterminowany do walki z tym nowotworem konkretnie, nie mam zamiaru się poddawać - mówił wówczas mężczyzna.

Po operacji chirurgicznej wdrożono intensywne leczenie onkologiczne obejmujące radioterapię oraz chemioterapię. Mężczyzna regularnie przebywał m.in. w Centrum Onkologii w Bydgoszczy na kolejnych cyklach chemioterapii podtrzymującej.

Mimo wyczerpujących zabiegów i trudów terapii Adrian starał się zachować pogodę ducha i charakterystyczne dla siebie poczucie humoru, czym dzielił się z internautami na Instagramie:

- Rozpoczynamy kolejny cykl chemioterapii podtrzymującej. Ja jestem zadowolony dzisiaj, bo rano oddana krew do badań i wyniki – standardowo, na szczęście wszystko w normie. Przede mną kolejna paczka chemicznych witamin i od jutra zaczynamy truć dziada ponownie - relacjonował swoje leczenie. 


Równolegle rodzina podjęła starania o dostęp do nowoczesnych, eksperymentalnych metod leczenia (m.in. immunoterapii za granicą, terapii zmiennym polem elektromagnetycznym TTFields czy hipertermii magnetycznej NanoTherm). Koszty były ogromne – sama terapia TTFields wymagała nakładów rzędu 120 tys. zł miesięcznie. Zorganizowano internetową zbiórkę na cel 3 milionów złotych, w której zebrano ponad 80 proc. potrzebnej kwoty.

Nawrót choroby

Choć jeszcze wiosną leczenie wydawało się przynosić stabilizację i dobre wyniki badań, po kilku tygodniach stan zdrowia uległ pogorszeniu. Pojawiły się niepokojące informacje o obrzęku mózgu oraz o tym, że guz zaczął uodparniać się na stosowane dotychczas leki. Lekarze natychmiast zmodyfikowali plan terapii i wdrożyli kolejne etapy.

Adrian i jego bliscy do samego końca nie tracili nadziei i walczyli o każdą chwilę.

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie