Trwa ładowanie...

Koronawirus. Dentyści skarżą się na hejt. Wszystko przez dodatkowe opłaty sanitarne

Internet zalewa fala hejtu pod adresem dentystów. Pacjenci są wściekli na wprowadzone w wielu gabinetach opłaty sanitarne, które potrafią sięgać nawet 150 zł. Lekarze się bronią, mówiąc, że padli ofiarami koronawirusa.

1. Hejt na lekarzy dentystów

Lekarze znaleźli się w ogniu krytyki przez wprowadzenie dodatkowej opłaty sanitarnej w gabinetach dentystycznych. Obowiązuje ona w większości gabinetów. W Warszawie do każdej wizyty doliczane jest nawet 100-150 zł. Niektóre gabinety doliczają 30-50 zł za skorzystanie przez pacjenta z toalety, tłumaczą to tym, że muszą ją później dokładnie zdezynfekować. Są też gabinety, które nie wprowadziły żadnych dodatkowych opłat, natomiast podwyższyły ceny swoich usług.

Dentyści skarżą się na hejt. Wszystko przez dodatkowe opłaty sanitarne
Dentyści skarżą się na hejt. Wszystko przez dodatkowe opłaty sanitarne (Getty Images)
Zobacz film: "Koronawirus a alergia"

Jak przyznaje Polskie Towarzystwo Stomatologiczne lekarze z całego kraju zgłaszają przypadki "negatywnych opinii i komentarzy, publikowanych przez pacjentów na forach internetowych oraz w mediach społecznościowych”. Najczęściej pacjenci zarzucają dentystom "chęć nabijania własnej kieszenie, kiedy wszyscy dookoła tylko tracą” i że przerzucają własne wydatki na pacjentów.

Dentyści bronią się przed oskarżeniami, mówiąc, że podwyżki są uzasadnione, a oni sami przez epidemię koronawirusa nie mają lekko. Branżowe media nie wykluczają fali upadłości gabinetów dentystycznych.

2. Gabinety dentystyczne znowu otwarte

"Epidemia koronawirusa jest niespotykanym do tej pory ciosem dla polskiej służby zdrowia, w tym, dla wszystkich realizujących świadczenia stomatologiczne, zarówno w formie kontraktu NFZ, jak i tzw. prywatnych" – czytamy w komunikacie prof. Marzeny Dominiak, prezydenta Polskiego Towarzystwa Stomatologicznego (PTS).

Większość gabinetów dentystycznych zawiesiła swoją działalność jeszcze w połowie marca, czyli na samym początku epidemii koronawirusa w Polsce. Prawie przez półtora miesiąca gabinety przyjmowały tylko nagłe przypadki, tzw. pacjentów bólowych.

Jak przyznaje Łukasz Sowa, rzecznik prasowy PTS, przerwa w przyjmowaniu pacjentów w przypadku niektórych lekarzy była wręcz przymusowa. W marcu Ministerstwo Zdrowia wydało nowe wytyczne dotyczące gabinetów dentystycznych.

- Każdy gabinet powinien był stworzyć odpowiednie warunki bezpieczeństwa pacjentom i personelowi zgodnie z wytycznymi – mówi Sowa. Problem polegał na tym, że nie do końca było jasne, jak wcielić w życie te nowe wymogi, ponieważ były bardzo niejasne i budziły wiele wątpliwości. W dodatku nie każdy właściciel gabinetu był w stanie zakupić wszystkie potrzebne środki ochrony indywidualnej w odpowiedniej ilości.

Większość gabinetów dentystycznych wznowiła swoją działalność dopiero po majówce. Jak przyznają sami lekarze, jest to już inna rzeczywistość.

3. Nowe zasady pracy gabinetów dentystycznych

Jak mówi lek. Barbara Wyszomirska-Zdybel ortodonta i stomatolog, najbardziej dotkliwe dla lekarzy jest ograniczenie liczby przyjmowanych pacjentów. Obecnie jeden lekarz może przyjmować tylko jedną osobę na godzinę. Maksimum 7 – 9 pacjentów na dobę.

Pacjenci umawiani są na konkretną godzinę, żeby nie tworzyć kolejek. Mają też stawiać się bez osób towarzyszących. U Wyszomirskiej-Zdybel, podobnie jak w wielu innych gabinetach, wprowadzono również ankietę, która ma wykazać, czy pacjent bądź ktoś z jego otoczenia mógł mieć kontakt z zakażonymi koronawirusem. Oprócz tego przed zabiegiem pacjentom mierzy się temperaturę.

Jak sami przyznają, lekarze i personel medyczny muszą ubierać się jak "kosmonauci w skafandry". Do każdego pacjenta muszą mieć na sobie jednorazowy fartuch z długim rękawem, czepek, ochraniacze na buty, długie rękawice, a do tego maseczkę chirurgicznę, gogle albo okulary i koniecznie przyłbicę.

Po wyjściu każdego pacjenta konieczna jest wentylacja gabinetu, dezynfekcja fotela oraz powierzchni dotykowych, włączając klamki i uchwyty, konieczne jest umycie podłogi itp. oraz wymiana narzędzi. Większość gabinetów musiała zakupić specjalny sprzęt odkażający.

4. Środki bezpieczeństwa u dentysty

Łukasz Sowa twierdzi, że ciężko jednoznacznie oszacować, ile dzisiaj gabinety stomatologiczne wydają na środki ochrony. Wynika to z faktu, że nie ma jednego źródła zaopatrzenia, a ceny są różne.

- Apelowaliśmy do MZ o stworzenie preferencyjnej ścieżki zakupu dla dentystów, ale do tej pory resort nie odniósł się do tej propozycji. Dentyści kupują środki ochrony osobistej na ogólnym rynku, jak każdy inny przedsiębiorca – mówi Sowa.

Jak szacuje portal infodent24, ceny na środki ochrony osobistej wzrosły miejscami nawet o 300 proc. Przykładowo cena za opakowanie rękawiczek (100 szt.) przed pandemią wynosiła ok. 12 zł, a dziś nawet 79 zł. Fartuch flizelinowy miał cenę ok. 3 zł, dziś ok 17 zł. Obecnie lekarze mają obowiązek zaopatrzyć gabinety w maseczki typu ffp2 bądź ffp3, których cena za szt. sięga nawet 80 zł.

Szacuje się, że koszt utrzymania gabinetu w zwiększonym reżimie sanitarnym to nawet 100 zł od pacjenta.

Większość właścicieli gabinetów nie oszczędza na środkach bezpieczeństwa. Wynika to też z obawy przed ewentualnymi pozwami sądowymi. W przypadku, gdyby w gabinecie dentystycznym doszło do zarażenia koronawirusem, pacjent miałby wszelkie podstawy pozwać lekarza za narażenia zdrowia i życia. W takich przypadkach odszkodowanie może wynosić okrągłą kwotę.

5. Dentyści zbankrutują przez koronawirusa?

Branżowa prasa straszy, że jeśli nic się nie zmieni w krótkim czasie, czeka nas fala upadłości gabinetów dentystycznych.

- Przez ograniczenie liczby przyjmowanych pacjentów, nasz gabinet notuje dwukrotnie niższy przychód. Przy tym mamy zwiększone wydatki – opowiada Barbara Wyszomirska-Zdybel. W dodatku większość gabinetów wciąż przesuwa wizyty pacjentów na protetykę i inne upiększające jamę ustną zabiegi. Do tej pory była to jedna z najbardziej dochodowych działek w gabinetach stomatologicznych.

Dlatego jak mówią lekarzy, wprowadzenie opłaty sanitarnej było koniecznością. Według PTS, wysokość opłat jednak można byłoby zmniejszyć, gdyby Ministerstwo Zdrowia trochę poluzowało reżim sanitarny.

- Lekarze muszą mieć wolną rękę do decydowania, jak mają się chronić. W wytycznych ministerstwa nie ma rozróżnienia, czy jest to ekstrakcja ósemki, gdzie zabieg trawa długo, a lekarz jest narażony na kontakt z krwią pacjenta. Czy tak, jak w mojej praktyce: dziecko przychodzi na korektę aparatu. Nie muszę chyba ubierać się we wszystkie warstwy odzieży ochronnej, które krępują moje ruchy i zawężają pole widzenia, na zabieg, który będzie trwał 15 min. To jest jak strzelanie z armaty do mrówki – mówi Barbara Wyszomirska-Zdybel.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Rekomendowane przez naszych ekspertów

Nie czekaj na wizytę u lekarza. Skorzystaj z konsultacji u specjalistów z całej Polski już dziś na abcZdrowie Znajdź lekarza.

Polecane dla Ciebie
Komentarze
Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
    Pomocni lekarze
    Szukaj innego lekarza