Skutki cięć w finansowaniu badań. Na gastroskopię dwa lata czekania
– W kolonoskopii sytuacja jest dramatyczna. Kolejka dla przypadków pilnych wydłużyła się do czerwca 2027 roku, a dla stabilnych – do października 2027 roku – mówi Rynkowi Zdrowia Przemysław Gliklich, prezes Szpitala Miejskiego w Gliwicach. Podobnie jest w innych szpitalach.
Jak przypomina portal Rynek Zdrowia, zarządzenie prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia obniżyło stawki za badania wykonane ponad limit kontraktu: do 60 procent za gastroskopię i kolonoskopię oraz do 50 procent za rezonans i tomografię. Redakcja sprawdziła, jak te zmiany wpłynęły na dostęp do diagnostyki.
Nowe zasady finansowania diagnostyki obowiązują od drugiego kwartału 2026 r. Nie objęły one m.in. osób poniżej 18. roku życia, pacjentów onkologicznych z kartą DiLO oraz programu profilaktyki raka jelita grubego.
Mocne słowa o NFZ w Sejmie. Minister zdrowia zawiodła? "Patologiczny system"
Pilne przypadki dopiero na wrzesień
Okazuje się, że przy skierowaniu na gastroskopię i kolonoskopię w jednej z poradni na warszawskim Ursynowie czas oczekiwania wynosi od półtora roku do dwóch lat. Wprowadzone cięcia sprawiły, że terminy te niemal natychmiast wydłużyły się o sześć miesięcy.
– Pacjentów już umówionych nie odwoływaliśmy. Zmiany dotknęły osoby, które chcą zapisać się na badania obecnie. Pilnując limitu kontraktu, zmuszeni byliśmy wydłużyć czas oczekiwania, przez co kolejki wzrosły – wyjaśnia prezes Przemysław Gliklich. – W gastroskopii czas oczekiwania dla przypadków pilnych to obecnie czerwiec, a dla stabilnych – wrzesień bieżącego roku. W przypadku tomografii i rezonansu: termin "pilny" to wrzesień, a stabilny – grudzień br.
Z kolei Edward Piechulek, dyrektor Szpitala Powiatowego w Oświęcimiu, informuje, że w związku z wprowadzeniem limitów w kwietniu, średni czas oczekiwania na badania wydłużył się do ok. 7 miesięcy (zapisy na koniec grudnia). W przypadkach pilnych przed 1 kwietnia czekano maksymalnie miesiąc – teraz ten czas wzrósł do ok. 4 miesięcy.
Zmiany są drastyczne
Własną kontrolę przeprowadził Janusz Cieszyński, poseł PiS i były wiceminister zdrowia. Niepublikowany jeszcze raport Instytutu Sobieskiego opiera się na odpowiedziach z 86 placówek. Wynika z niego, że spośród 67 podmiotów realizujących tomografię komputerową lub rezonans magnetyczny, aż 36 placówek (54 procent) już miesiąc po wejściu w życie zmian zadeklarowało ograniczenie dostępności świadczeń. W niektórych miejscach czas oczekiwania wzrósł o ponad rok. Niemal połowa ankietowanych szpitali deklaruje jednak, że na razie udaje im się utrzymać dotychczasową dostępność.
Pogłębienie nierówności
Jak wskazuje dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, ekspertka ds. zdrowia z Uczelni Łazarskiego, największym problemem może być pogłębienie nierówności między pacjentami. Lepszą dostępność utrzymają placówki z silnym zapleczem finansowym i stabilną kadrą, które mogą kierować pacjentów na ścieżki nielimitowane (np. onkologiczne). Słabsze szpitale, uzależnione od zewnętrznych kontraktów i drogiej diagnostyki, będą zmuszone ograniczać liczbę świadczeń znacznie szybciej.
Źródło: rynekzdrowia.pl
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.