Trwa ładowanie...

Adrian walczy z rakiem piersi. "Człowiek zmienia myślenie, kiedy staje z widmem śmierci twarzą w twarz"

Rak piersi u mężczyzn występuje stukrotnie rzadziej niż u kobiet. Stanowi mniej niż jeden procent wszystkich nowotworów złośliwych. W związku z tym większość mężczyzn nawet nie bierze pod uwagę, że może zachorować. To, że coś jest mało prawdopodobne, nie znaczy, że nie jest możliwe. Przekonał się o tym Adrian Szałek. Miał 33 lata, kiedy dowiedział się, że cierpi na raka piersi.

spis treści

1. Wyczuł malutki guzek na klatce piersiowej

Czuł się dobrze, nie chorował, dbał o dietę i ruch, był młody, do tego rutynowe badania krwi nie wskazywały na jakieś niepokojące zmiany. Ostatnią rzeczą, o której by wtedy pomyślał było to, że może zachorować na raka. I to na raka piersi.

Zobacz film: "Rak piersi u mężczyzn [Specjalista radzi]"
Adrian Szałek
Adrian Szałek (fot. Artur Pompała)

- Któregoś dnia, przesuwając ręką po klatce piersiowej wyczułem malutki guzek wielkości główki od szpilki. To był jedyny objaw. Wcześniej chorowałem na ginekomastię (przerost gruczołu piersiowego - przyp. red.), co jak później okazało, jest jednym z czynników, które mogą zwiększać ryzyko rozwoju nowotworu piersi u mężczyzn. Wyniki badań histopatologicznych po wycięciu ginekomastii, pokazały, że pojawiły się jakieś atypowe zmiany. Już wtedy zapaliła mi się czerwona lampka, ale lekarz mnie uspokoił. Miałem wtedy 26 lat - wspomina Adrian Szałek, architekt z Poznania.

- Trochę jestem zły na lekarza, który wtedy nie uświadomił mnie, jakie jest ryzyko z tym związane. Może wtedy inaczej bym działał, może trafiłbym wcześniej do poradni chorób sutka. Być może wtedy nie doszłoby w ogóle do rozwoju tego nowotworu, może wcześniej usunąłbym profilaktycznie pierś - rozważa z perspektywy czasu.

Adrian Szałek podkreśla, że może mówić o szczęściu w nieszczęściu, bo gdyby sam nie wziął spraw w swoje ręce, być może byłoby już za późno na leczenie.

- Miałem o tyle szczęście, że jestem dość szczupłą osobą, prowadzę aktywny tryb życia, więc udało mi się wyczuć ten guzek. Poszedłem go zbadać. Okazało się, że obraz USG w pierwszym badaniu nie był jednoznaczny. Napisano, że obraz najpewniej wskazuje na kaszaka - wspomina.

- Wyszedłem z tego gabinetu uspokojony, dostałem wskazanie, żeby to skonsultować u jakiegoś chirurga, ale wtedy nie czułem, że muszę działać szybko. I dopiero po około pół roku zauważyłem, że guzek chyba się powiększył. Ponownie trafiłem na USG i lekarka zaleciła, żeby go usunąć - opowiada.

- Dwa tygodnie czekałem na wynik badania histopatologicznego. Wtedy różne myśli przychodziły mi do głowy, jednak sądziłem, że ryzyko zachorowania na nowotwór w moim przypadku jest niewielkie. Niestety to był rak piersi - dodaje.

2. Nowotwór hormonozależny

Najpierw był szok i strach, a potem nerwowe poszukiwanie odpowiedzi na pytania, co robić i jakie są rokowania. - Nie spodziewałem się takiej informacji. Na początku byłem przerażony, załamany, przekonany, że to wyrok śmierci. I byłem całkowicie nieświadomy tego, jak leczy się nowotwory, jakie są rokowania - wspomina.

Pierwszy z lekarzy, do których trafił, zasugerował, że powinien zacząć od chemioterapii, a dopiero później usunąć pierś. - Postanowiłem to skonsultować z innym specjalistą i tak trafiłem do prof. Dawida Murawy, który przekonał mnie, że według niego najlepszym rozwiązaniem jest natychmiastowa operacja, a dopiero potem wdrożymy leczenie uzupełniające w zależności od tego, jakie nowotwór będzie miał parametry - mówi Adrian Szałek.

Lekarz zasugerował, że konieczne jest usunięcie piersi
Lekarz zasugerował, że konieczne jest usunięcie piersi (Artur Pompała)

Na szczęście nie musiał zbyt długo czekać na operację, tym razem system publicznej opieki zdrowotnej zadziałał prawidłowo. Po trzech tygodniach lekarze wycieli guz. Okazało się, że nowotwór jest hormonozależny, w związku z tym najlepszym rozwiązaniem była terapia hormonalna, a nie chemioterapia. Za wcześnie, żeby powiedzieć, że pokonał raka, ale na razie jest na dobrej drodze. - Jeżeli przez pięć lat nie będzie nawrotu nowotworu, to dopiero będzie można uznać, że jestem wyleczony – zaznacza.

Szałek podkreśla, że dzięki wczesnemu wykryciu guza i szybkiej operacji rokowania są dobre, ale nie każdy ma tyle szczęścia. Najbardziej boli go poczucie, że w polskim systemie to pacjenci muszą sami zawalczyć o siebie.

- To jest smutne, że w naszym kraju niestety trzeba samemu drążyć, szukać lekarzy, weryfikować diagnozę i do tego płacić za leczenie, bo inaczej czeka się miesiącami na pomoc. Patrzę na pacjentów siedzących w poczekalni i myślę sobie, że wielu z nich może nie mieć tyle siły. Jeżeli dostaję skierowanie na kolonoskopię na cito i mam badanie za miesiąc, a prywatnie mogą je zrobić za trzy dni, to wybieram tę drugą opcję, ponieważ walka o życie jest priorytetem i nie liczy się, jakim kosztem - przyznaje pan Adrian.

Warto jednak pamiętać, że zarówno lekarz podstawowej opieki zdrowotnej, jak i lekarz specjalista w ramach Ambulatoryjnej Opieki Specjalistycznej (AOS), lekarz specjalista w szpitalu lub lekarz udzielający świadczeń w ramach programów zdrowotnych mają możliwość wystawienia choremu karty DiLO. Uprawnia ona do szybszej diagnostyki onkologicznej i leczenia przeciwnowotworowego. Pacjent wówczas omija zwykłe kolejki, a diagnostyka i leczenie w ramach pakietu onkologicznego nie są objęte limitami przez NFZ.

Adrian Szałek przekonuje do badań profilaktycznych. "W ten sposób możemy uratować swoje życie"
Adrian Szałek przekonuje do badań profilaktycznych. "W ten sposób możemy uratować swoje życie" (fot. Artur Pompała)

3. "Człowiek zmienia myślenie"

Jego przypadek jest najlepszym dowodem na to, że rak może dotyczyć każdego z nas, dlatego tak ważna jest profilaktyka.

- W jednej chwili z faceta, który czuje się super zdrowo, ma 33 lata, jest zadowolony z życia, ma cudowną żonę, fajną pracę, możesz zmienić się w chorego na raka. To pokazuje, że nawet jeżeli ryzyko zachorowania na daną chorobę jest minimalne, to może dotknąć każdego z nas. To jest loteria - przekonuje.

- Chcę podkreślić, że zawsze trzeba być dobrej myśli, bo ludzie automatycznie kojarzą raka z wyrokiem śmierci, a wcale tak nie jest. Wcześnie wykryte nowotwory są w dużym odsetku wyleczalne, dlatego znajdźmy czas na badania profilaktyczne, badajmy się, bo w ten sposób możemy uratować sobie życie - podkreśla Szałek.

- Niech mi pani wierzy, że w momencie, kiedy mierzyłem się z tym problemem, byłem jeszcze przed operacją, tak bardzo chciałem wyzdrowieć, że zrobiłbym wszystko, żeby to przyspieszyć albo cofnąć czas i zapobiec chorobie. Człowiek zmienia myślenie, kiedy staje z widmem śmierci twarzą w twarz. To jest straszne uczucie.

Katarzyna Grzęda-Łozicka, dziennikarka Wirtualnej Polski

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Rekomendowane przez naszych ekspertów

Nie czekaj na wizytę u lekarza. Skorzystaj z konsultacji u specjalistów z całej Polski już dziś na abcZdrowie Znajdź lekarza.

Polecane dla Ciebie
Komentarze
Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
    Pomocni lekarze
    Szukaj innego lekarza