Trwa ładowanie...

Koronawirus w Polsce. Prof. Kobayashi: "U tych chorych można się spodziewać wszystkiego. Rano pacjent pije herbatę, a za dwie godziny musi być zaintubowany"

- Mamy do czynienia z katastrofą epidemiologiczną. To są konsekwencje tego, że nie możemy leczyć innych chorób, bo wiele oddziałów jest zamkniętych - mówi wprost prof. dr hab. Adam Kobayashi. Neurolog, który z powodu pandemii musiał wejść w rolę zakaźnika i od wielu miesięcy leczy pacjentów z COVID-19, nie ma złudzeń, że ze skutkami zaniedbań będziemy walczyć latami. - To nie jest kosmetyka, że sobie zrobimy botoks teraz czy za trzy miesiące. Mówimy o leczeniu takich chorób, jak tętniaki. Za trzy miesiące taki tętniak może pęknąć i zabić pacjenta.

Zobacz film: "Jerzy Owsiak dla WP abcZdrowie: "Lekarze dostali w kość. Na pomoc jest za późno""

spis treści

Artykuł jest częścią akcji Wirtualnej Polski #DbajNiePanikuj

1. "Cały świat zaczyna już mówić o trzeciej fali. Ja natomiast mam wrażenie, że jeszcze nie wyszliśmy z pierwszej"

Katarzyna Grzęda-Łozicka, WP abcZdrowie: Liczba zakażeń w ostatnich dniach wyraźnie spadła. Czy można powiedzieć, że najgorsze za nami?

Prof. Adam Kobayashi, neurolog, Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, przewodniczący Sekcji Chorób Naczyniowych PTN:

- Jeżeli uznajemy, że jesteśmy na fali opadającej, to nic bardziej mylnego. To wynika ze zafałszowania statystycznego. Liczba stwierdzonych przypadków ewidentnie jest zależna od liczby wykonywanych badań. Nie można jeszcze powiedzieć, że sytuacja się uspokoiła.

Cały świat zaczyna już mówić o trzeciej fali. Ja natomiast mam wrażenie, że w Polsce jeszcze nie wyszliśmy z tej pierwszej. Cały czas jesteśmy na bardziej lub mniej pochyłej wznoszącej fali, także trudno jest umówić o uspokojeniu sytuacji. Na pewno służba zdrowia jest na chwilę obecną niewydolna. Brakuje dobrej organizacji. Jest też bardzo dużo problemów z leczeniem innych chorób.

Prof. Adam Kobayashi
Prof. Adam Kobayashi (arch. prywatne)

Od wielu dni mamy po kilkaset zgonów dziennie. Z czego to może wynikać?

- Duża liczba zgonów może mieć związek z rzeczywistą liczbą zachorowań, tzn. że zachorowań jest kilkakrotnie więcej, niż podają statystyki. Myślę, że nawet więcej niż te 27 tys., które były uznane za rekordowy przyrost.

Sporo pacjentów nie otrzymuje opieki na czas. Wczoraj przyjęliśmy pacjentkę, która trafiła do nas w momencie, kiedy już straciła przytomność i nie mogła oddychać. Wcześniej przez dwa tygodnie leczyła się w domu w systemie teleporad. Akurat miała to szczęście, że trafiła do szpitala w ostatnim momencie, ale różnie mogło być. Myślę, że niedobór opieki też jest tutaj istotnym czynnikiem. Ta choroba u niektórych przebiega bardzo dynamicznie, rano się jeszcze rozmawia z pacjentem, pacjent pije herbatę, a za dwie godziny jest już zaintubowany pod respiratorem.

Coraz częściej słychać też, że ludzie zaczynają unikać testów?

- To jest kolejny problem. Czekanie w kolejce na badanie dla kogoś, kto ma objawy: jest rozbity, gorączkuje, kaszle, jest ciężkie. Do tego potem jest kilka dni czekania na wyniki. Znam dużo osób, które na pewno przechodziły COVID, miały typowe objawy, łącznie z utratą smaku i węchu i po prostu nie robiły sobie badań. Te błędy w statystykach wynikają również z tego, że wiele osób sobie po prostu tych badań nie robi, albo im się ich odmawia.

2. "Mamy do czynienia z katastrofą epidemiologiczną"

Jak wygląda sytuacja z planowanymi zabiegami neurologicznymi? Nadal są odwoływane?

- W Instytucie, w którym pracuję, praktycznie odeszliśmy od zabiegów planowych, co jest bardzo dyskusyjne. To nie jest kosmetyka, że czy sobie zrobimy botoks teraz, czy za trzy miesiące, to nie ma różnicy. Mówimy o leczeniu takich chorób jak tętniaki. Za trzy miesiące taki tętniak może pęknąć i zabić pacjenta. Nie mówiąc już o chorobach nowotworowych.

Mamy do czynienia z katastrofą epidemiologiczną. To są konsekwencje tego, że nie możemy leczyć innych chorób, bo wiele oddziałów jest zamkniętych, albo przekształconych na leczenie pacjentów covidowych, albo nie przyjmują planowych pacjentów. Na 23 oddziały neurologiczne na Mazowszu w tej chwili tylko jeden pełni funkcję oddziału neurologicznego, 4 są całkowicie wyłączone, a reszta w ogólne przestała istnieć, bo zostały przekształcone w oddziały zakaźne.

Jak długo to potrwa? Kiedy koronawirus przestanie dyktować warunki?

- Najbliższe miesiące na pewno będą pod dyktando COVID. Nawet jeżeli zaczniemy obserwować spadek zachorowań, to od tego momentu realnie myślę, że czeka nas co najmniej pół roku życia z COVID, zanim wszystko zacznie wracać do normy.

3. "Widziałem chorych, którzy nie mieli prawa umrzeć i umierali. Widziałem pacjentów, którzy nie mieli prawa przeżyć i przeżywali"

Jako neurolog musiał się profesor tymczasowo przebranżowić i zostać zakaźnikiem. Co pana najbardziej zaskoczyło w leczeniu pacjentów z COVID-19?

- Do pewnych rzeczy jesteśmy przyzwyczajeni, bo infekcje, były, są i będą. Na oddziale neurologicznym mamy do czynienia z różnego rodzaju infekcjami. Teraz jest o tyle trudniej, że codziennie się zmieniają dane, jest duża kakofonia informacyjna, raz jedno działa, potem okazuje się, że nie działa, ten standard leczenia zmienia się praktycznie z tygodnia na tydzień.

Już się nauczyłem, że u tych pacjentów można się spodziewać wszystkiego. Widziałem chorych, którzy nie mieli prawa umrzeć i umierali. Widziałem pacjentów, którzy nie mieli prawa przeżyć i przeżywali. W przypadku koronawirusa jest to bardzo nieprzewidywalne. Wiemy, że jeżeli jest potrzeba respiratora, to znaczy, że nie jest dobrze. Respirator to jest ostateczność. Ponadto zaskoczyła mnie olbrzymia zakaźność, a nową rzeczą był zupełnie inny strój, jaki musimy zakładać – inny niż tradycyjnie pojęty fartuch (kombinezon, maski z filtrem, gogle z przyłbicą, ochraniacze na nogi).

A jak pan ocenia funkcjonowanie Szpitala Narodowego?

Szpital Narodowy tak naprawdę nie wygląda, tak jak sobie wyobrażałem. Mam nadzieję, że to się zmieni z czasem. Zarówno ja, jak i moi koledzy neurolodzy, bardzo liczyliśmy, że będziemy mogli tam przenieść część pacjentów z COVID, żeby zrobić miejsce na oddziałach i leczyć też inne choroby. Okazało się, że kryteria przyjęcia są tak restrykcyjne, że mało kto je spełnia. Mam nadzieję, że to się zmieni z czasem. Mam nadzieję, że nie będą tak wyglądały inne szpitale tymczasowe.

Mam świadomość, że jest to trudne wyzwanie, bo szpitale buduje się latami, nie da się zrobić dobrego szpitala w kilka tygodni, zwłaszcza w miejscu, które jest do tego totalnie nieprzystosowane. I tu pojawia się kolejne pytanie, czy akurat stadion był właściwym miejscem na szpital.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Rekomendowane przez naszych ekspertów

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.