Milion złotych kary za omijanie kolejek. "To powierzchowna naprawa ochrony zdrowia"
Placówki medyczne, które będą faworyzować wybranych pacjentów i omijać oficjalne listy oczekujących, mogą zostać ukarane nawet milionem złotych. Czy surowe sankcje zapowiedziane przez MZ rzeczywiście skrócą kolejki i uporządkują system? O to Michał Biały zapytał mieszkańców Białegostoku.
Kary za przyjmowanie poza kolejnością
Ministerstwo Zdrowia w tym tygodniu zapowiedziało plan naprawczy dla systemu ochrony zdrowia. Jednym z jego założeń ma być zdecydowana walka z nieprawidłowościami dotyczącymi kolejek do specjalistów. Placówki, które przyjmują pacjentów poza oficjalną listą oczekujących lub faworyzują wybrane osoby, mają być narażone na wysokie kary finansowe, sięgające nawet miliona złotych.
Wirtualna Polska zapytała Polaków, co myślą o zapowiadanych zmianach. Michał Biały przeprowadził sondę w Białymstoku wśród mieszkańców i przedstawicieli systemu ochrony zdrowia.
Nieskuteczne działania?
W rozmowie z reporterem WP prof. dr. hab. Robert Flisiak, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku zaznacza, że same sankcje mogą nie wystarczyć. Kluczowe będzie stworzenie narzędzi umożliwiających kontrolowanie sposobu rejestrowania pacjentów. – Pytanie, czy będą systemy kontrolne, czy będą systemy takie jak e-rejestracja, które będą w stanie to uporządkować. Dopóki tego nie będzie, trudno mówić o skuteczności tego typu działania – podkreśla ekspert.
"Zawsze ktoś korzysta, jak może"
Mieszkańcy Białegostoku, z którymi rozmawiał reporter Wirtualnej Polski, również podchodzili do zapowiadanych zmian z dużym sceptycyzmem. Jedna z kobiet zwróciła uwagę, że ograniczenie przyjmowania pacjentów poza oficjalną kolejnością może wpłynąć na czas oczekiwania na wizytę dla wszystkich. – To się na pewno przełoży na kolejki i na ich długość. Zawsze ktoś korzysta, jak może, to korzysta – stwierdziła.
Kolejna rozmówczyni podkreśliła, że nie wierzy, że nawet bardzo wysokie kary będą w stanie rozwiązać problemy systemu. Gdy reporter przypomniał, że placówkom mają grozić kary sięgające miliona złotych, kobieta przyznała, że wątpi w takie rozwiązanie. – To jest taka powierzchowna naprawa służby zdrowia.
Jedna z rozmówczyń oceniła również, że zapowiedzi mogą zostać złagodzone na dalszym etapie prac. – Myślę, że na początku jest straszenie, a później coś pośrodku zostanie wypracowane. Co wyjdzie z tego w praktyce, zobaczymy pewnie za parę miesięcy – zaznaczyła.
"Walący się dom trzeba zburzyć"
Prof. Robert Flisiak porównał polski system opieki zdrowotnej do budynku, który przez lata nie był odpowiednio remontowany. – Polski system opieki zdrowotnej od lat przypomina mocno zniszczony dom, którego nie remontowano przez dekady. Próbowano tu wstawić łatkę, tam podeprzeć walącą się ścianę deską, załatać dziurę w dachu – mówił.
Zdaniem eksperta kolejne rządy obawiały się głębokich zmian, ponieważ każda reforma mogła wywołać niezadowolenie pacjentów i pracowników systemu. W efekcie wprowadzano jedynie częściowe rozwiązania, które nie usuwały podstawowych problemów. – Co trzeba zrobić z walącym się domem? Zburzyć go i postawić nowy. Ale to jest inwestycja, na którą trzeba jednorazowo wyłożyć bardzo duże pieniądze – podsumował prof. Flisiak.
Dziennikarka i reporterka specjalizującą się w tematyce zdrowotnej. Na co dzień przygotowuje materiały dotyczące chorób cywilizacyjnych, polityki zdrowotnej, profilaktyki zdrowotnej. Szczególnie bliskie są jej reportaże i tzw. human stories, pokazujące wpływ choroby i systemu ochrony zdrowia na życie ludzi.