Trwa ładowanie...

Kłopot z chińskimi szczepionkami przeciw COVID-19. Dr Rzymski: Wykazują tylko częściową skuteczność

Kolejny kraj, który szczepił swoich obywateli chińskimi szczepionkami przeciw COVID-19, ma problem. W Bahrajnie znowu rośnie liczba zakażeń koronawirusem, a rząd zachęca do przyjmowania trzeciej dawki, ale tym razem preparatu firmy Pfizer. Co ma do tego Polska? Więcej niż się może wydawać - mówią eksperci.

Zobacz film: "Dr Fiałek wyjaśnia przyczynę silnej reakcji ozdrowieńców na pierwszą dawkę szczepionki"

spis treści

1. Podawali chińskie szczepionki przeciw COVID-19. Teraz mają wzrost zakażeń

Królestwo Bahrajnu jest małym krajem położonym w Zatoce Perskiej. Jako jedno z niewielu zamożnych państw na świecie Bahrajn zadecydował się postawić na masową wakcynację szczepionką przeciw COVID-19, wyprodukowaną przez chińską państwową firmę Sinopharm. Udział tego preparatu w wyszczepieniu społeczeństwa wyniósł ponad 60 proc.

Podawali chińskie szczepionki przeciw COVID-19. Teraz mają wzrost zakażeń
Podawali chińskie szczepionki przeciw COVID-19. Teraz mają wzrost zakażeń (Getty Images)

Mimo masowych szczepień pod koniec maja w Bahrajnie odnotowano największą falę zakażeń od początku pandemii koronawirusa. Królewscy urzędnicy, choć podkreślają, że chińska szczepionka jest skuteczna, zalecają jednak, aby osoby z grupy ryzyka zgłosiły się po trzecią dawkę preparatu. Tym razem jednak podawane będą szczepionki mRNA wyprodukowane przez Pfizer-BioNTech. Przerwa między podaniem szczepionek powinna wynosić co najmniej 6 miesięcy.

Podobne doświadczenia mają również Seszele. Władzom tego malutkiego państwa na Oceanie Indyjskim udało się szybko zdobyć chińskie szczepionki dla swoich 100 tys. obywateli, co pozwoliło w rekordowym czasie przeprowadzić masową wakcynację i uruchomić turystykę. Jednak po miesiącu spokoju liczby zakażeń SARS-CoV-2 znowu poszybowały w górę.

- Faktycznie w części krajów, w których podawano chińskie szczepionki odnotowuje się wzrost przypadków zakażeń koronawirusem - opowiada dr hab. Piotr Rzymski z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. I dodaje: - Chiny cały czas prowadziły PR-ową wojnę z innymi producentami szczepionek. Ciągle podważały skuteczność i bezpieczeństwo preparatów mRNA, podczas gdy paradoksalnie zaczyna się okazywać, że to ich szczepionki nie są zbytnio skuteczne.

2. Chińskie szczepionki nie są skuteczne?

Z badań chińskich producentów wynika, że skuteczność ich szczepionek może sięgać nawet 70 proc. Ale brak dostępu do pełnej dokumentacji już od początku zmuszał ekspertów powątpiewać w autentyczność tych danych. Późniejszy testy przeprowadzone w Ameryce Łacińskiej wykazały, że faktyczna skuteczność szczepionek to tylko 50 proc. Tymczasem z ostatnich doniesień można wywnioskować, że ochrona ta w dodatku jest bardzo krótkotrwała.

- Płynie z tego nauczka, że wprowadzanie szczepionek, co do których nie ma pełnej pewności, jest tak samo bezpieczne, jak kupowanie kota w worku - podkreśla dr Rzymski.

Także Polska może odczuć skutki stosowania chińskich szczepionek.

Po pierwsze, Chiny starają się o dopuszczenie preparatu firmy Sinovac do stosowania na rynku UE. Europejska Agencja Leków już rozpoczęła procedurę oceny szczepionki. Oprócz tego chińskie preparaty masowo są stosowane na Ukrainie, co przy tak dużym ruchu między państwami może stanowić jesienią dodatkowy czynnik ryzyka.

3. Co wiemy na temat chińskich szczepionek przeciw COVID-19?

Jak opowiada dr Rzymski, do tej pory Chiny opracowały cztery szczepionki przeciw COVID-19. Z czego dwie wyprodukował koncern Sinopharm, jedną Sinovac oraz jeszcze jedną CanSino.

- Największe wątpliwości budzą szczepionki wyprodukowane przez firmy Sinopharm oraz Sinovac, ponieważ to one były najczęściej wysyłane do innych krajów - wyjaśnia ekspert.

Obie te szczepionki są inaktywowane, co oznacza, że są opracowane w jednej z najstarszych technologii produkcji szczepionek. To właśnie miało zapewnić Chinom gwarancję sukcesu i przede wszystkim znacznie skrócić czas pracy nad nową szczepionką.

- Inaktywowane szczepionki są używane od lat, jednak to jeszcze nie powód, by z góry zakładać, że muszą świetnie sprawdzić się w stosunku do nowego patogenu, jakim jest SARS-CoV-2 - podkreśla dr Rzymski. - Z badań, które do tej pory zostały opublikowane, wynika, że szczepionki inaktywowane opracowane w Chinach, pobudzają tylko odpowiedź humoralną, czyli związaną z produkcją przeciwciał. Nie ma natomiast żadnych danych, które by wskazywały, że pobudzają, na wzór szczepionek dopuszczonych w Europie, również odpowiedź komórkową - opowiada.

Zdaniem dra Rzymskiego jest to bardzo duże ograniczenie, ponieważ przeciwciała to tylko pierwsza linia obrony swoistej przed wirusem. Z czasem poziom przeciwciał się zmniejsza.

- Gdy wirus pokona barierę przeciwciał i zakazi komórki, wówczas liczy się odpowiedź komórkowa, która jest najważniejszym elementem odpowiedzi swoistej. Chroni ona przed progresją zakażenia do postaci ciężkiej i sprzyja szybkiemu usunięciu wirusa z organizmu. Co więcej, z badań wiemy, że o ile niektóre warianty koronawirusa mogą częściowo zmniejszyć siłę działania przeciwciał, to żaden ze znanych wariantów nie pokonał, póki co odpowiedzi komórkowej u osób zaszczepionych w pełni preparatami mRNA. Zatem jeżeli chińskie szczepionki nie pobudzają w istotny sposób tej odpowiedzi, to nie wydaje się dziwne, że tam, gdzie są stosowane, może dochodzić do wzrostu zakażeń - uważa dr Rzymski.

4. Chiny popełniły falstart

Eksperci nie wykluczają, że w szczepionkowym wyścigu Chiny popełniły falstart wypuszczając na rynek od razu kilka szczepionek, ale gorzej opracowanych. Przykładem tu mogą być amerykański koncern Novavax oraz francuski Sanofi. Obie firmy pracowały nad podjednostkowymi szczepionkami, które łączy z inaktywowanymi jedna cecha - powinny one zawierać adiuwant, substancję, która wzmacnia odpowiedź odpornościową na antygeny.

- Dobór odpowiedniego adiuwanta jest bardzo trudny, ale kluczowy dla skuteczności preparatu. Z powodu niewłaściwie dobranego adiuwanta wiele kandydatów na szczepionki odpada w początkowych etapach badań - wyjaśnia dr Ewa Augustynowicz, z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego-Państwowego Zakładu Higieny.

Z tego właśnie powodu ze swoich badań musiał zrezygnować koncern Sanofi. Z kolei Novavax zakończyła pracę nad swoim preparatem z powodzeniem, jednak z powodu dłuższego czasu poświęconego na badania, preparat dopiero za jakiś czas będzie dopuszczony na rynek.

- Chińskie szczepionki wykorzystują bardzo tradycyjny adiuwant - wodorotlenek glinu. Novavax natomiast postawił na bardziej nowoczesne rozwiązanie oparte o roślinne saponiny. Problem z inaktywowanymi szczepionkami przeciw COVID-19 polega na tym, że zamiast prowadzić do odpowiedzi skierowanej przeciwko najważniejszemu białku wirusa, jak to ma miejsce w przypadku szczepionek mRNA i wektorowych, prowadzą one do produkcji całej gamy przeciwciał skierowanych przeciwko różnym elementom patogenu. Część z tych przeciwciał nie będzie w ogóle neutralizująca, a istnieje ryzyko, że niektóre z nich będą wręcz sprzyjały zjawisku ADE. Polega ono na tym, że pojawiają się przeciwciała, które pomagają wirusowi zakażać komórki - wyjaśnia dr Rzymski.

Oprócz tego chińskie szczepionki niekoniecznie zachowują wysoką skuteczność wobec nowych wariantów koronawirusa.

- Szczepionki mRNA i wektorowe można tak skonstruować, by kodowały najbardziej optymalną wersję białka kolca koronawirusa. Wersję, która jest najbardziej immunogenna, dzięki czemu szczepionki te powinny zachowywać skuteczność wobec nowszych wariantów. W przypadku inaktywowanych szczepionek opracowanych przez chińskich producentów zastosowanego całego, zabitego wirusa, którego pierwotnie wyizolowano na początku pandemii. Warianty, które obecnie zakażają najczęściej, są już jednak zmienione względem tego pierwowzoru na skutek mutacji. Nie wiadomo więc, czy odporność wytworzona po takiej szczepionce będzie również chronić przed nowymi wariantami i do jakiego stopnia - mówi dr Rzymski.

5. Chiny będą produkować własne szczepionki mRNA

Jak opowiada dr Rzymski, niedawno nawet szef chińskiego Centrum Kontroli i Prewencji Chorób (CDC) publicznie stwierdził, że chińskie szczepionki przeciw COVID-19 nie zapewniają wysokiego stopnia ochrony i sugerował doszczepianie osób, które otrzymały te preparaty. Z tego powodu Chiny zabezpieczyły dla siebie już 100 mln dawek szczepionki mRNA firmy Pfizer. Jednocześnie też zaczęły rozwijać własną szczepionkę mRNA - preparat ARCoV.

- Badania nad tą szczepionką znajdują się w bardzo zaawansowanej fazie. W kwietniu zatwierdzono rozpoczęcie badań klinicznych trzeciej fazy z udziałem 28 tys. osób. W tym czasie Chiny rozpoczęły budowę fabryki, która zabezpieczy produkcję 120 mln dawek rocznie. To chyba mówi samo za siebie: w technologii mRNA leży przyszłość wakcynologii - mówi dr Rzymski.

Zobacz także: Czym są nietypowe zakrzepy krwi? EMA potwierdza, że takie powikłania mogą mieć związek ze szczepionką Johnson&Johnson

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Rekomendowane przez naszych ekspertów

Nie czekaj na wizytę u lekarza. Skorzystaj z konsultacji u specjalistów z całej Polski już dziś na abcZdrowie Znajdź lekarza.

Polecane dla Ciebie
Komentarze
Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
    Pomocni lekarze
    Szukaj innego lekarza