Łatwo powiedzieć: "Nie pracuj tyle!", czyli wszystko o przepracowanych polskich lekarzach

O problemach m.in. z wypaleniem zawodowym polskich lekarzy z Magdaleną Flagą-Łuczkiewicz, która prowadzi pierwszą w Polsce Poradnię Zdrowia Psychicznego dla Lekarzy i Studentów Medycyny przy NZOZ Centrum Terapii DIALOG w Warszawie, rozmawia Alicja Dusza.

Alicja Dusza: Kilka tygodni temu "Gazeta Wyborcza" podała dość szokujące informacje, że co dziesiąty lekarz leczy się u psychiatry. Czy rzeczywiście jest aż tak źle?

Magdalena Flaga-Łuczkiewicz, lekarz specjalista psychiatra, psychoterapeuta integracyjny: W przytaczanym artykule pada stwierdzenie, że co dziesiąty lekarz ma problemy psychiczne. W Polsce nikt nie przebadał pod tym kątem populacji lekarzy. Istnieje natomiast duże badanie, z którego wynika, że niemal co czwarty Polak w wieku 18-64 lat miał, ma lub będzie mieć jakieś zaburzenie psychiczne. A skoro dotyczy to co czwartego Polaka, można założyć, że także co czwarty polski lekarz w którymś momencie swojego życia będzie się mierzył na przykład z depresją czy zaburzeniami lękowymi.

Zobacz film: "#dziejesienazywo: Jak powinna wyglądać współpraca lekarza z pacjentem?"

Jako psychiatra specjalizuje się pani w leczeniu lekarzy. Z jakimi problemami psychicznymi zgłaszają się do pani? Czy są to inne zaburzenia niż u pozostałej części populacji?

Ci, którzy się zgłaszają, to tylko część osób, które rzeczywiście mają problemy psychiczne wymagające fachowej pomocy. Przychodzą do mnie lekarze z zaburzeniami snu, nastroju, zaburzeniami lękowymi, w tym natręctwami, są też osoby uzależnione. Lekarze bardzo boją się "zdemaskowania" ich problemów psychicznych, dlatego wolą korzystać z prywatnej, a nie publicznej służby zdrowia.

Przeczytaj także:

System nie działa, jak trzeba. NFZ: Te pomyłki wynikają z pośpiechu lekarza

Czy problemy psychiczne mogą być również związane z wypaleniem zawodowym?

Wypalenie zawodowe może dotyczyć każdej osoby, która pracuje w stresie, zwłaszcza w bezpośrednim kontakcie z ludźmi - pracowników zawodów medycznych, ale również policjantów, strażaków, osób, które zajmują się obsługą klienta. Niestety funkcjonowanie polskiego systemu opieki zdrowotnej bywa źródłem frustracji i bezsilności, z którymi lekarze muszą się zmagać. Pracowałam przez kilka lat w dużym warszawskim szpitalu wieloprofilowym i odczułam to na własnej skórze. Lekarze w Polsce pracują bardzo dużo. A permanentne przeciążenie pracą, w zwykle niesprzyjającej atmosferze międzyludzkiej, musi się odbijać na zdrowiu psychicznym.

Już ponad 30 lat temu profesor Glen Gabbard, amerykański psychiatra zajmujący się zdrowiem psychicznym lekarzy, zaobserwował, że osoby wybierające zawód medyczny często posiadają pewne cechy osobowości, które z jednej strony czynią z nich uważnych, zaangażowanych lekarzy, ale z drugiej sprawiają, że stają się bardziej podatni na skutki stresu, na lęk i depresję. W ten sposób to, co w zasadzie jest dobre dla naszych pacjentów, zwraca się przeciwko nam samym.

W społeczeństwie panuje przekonanie, że lekarz powinien być perfekcyjny, zaangażowany, empatyczny i oczywiście super zdrowy. Sami podzielamy te przekonania, tak jakbyśmy nie byli takimi samymi ludźmi jak wszyscy pozostali, z predyspozycjami genetycznymi i uwarunkowaniami środowiskowymi do zaburzeń psychicznych. Mamy więc określone geny, codzienny stres i ogromną presję, zarówno społeczną, jak i tę, którą sami na siebie wywieramy.

Wielkim problemem jest też tzw. samoleczenie. W Polsce lekarze mogą wypisywać recepty sami dla siebie oraz dla najbliższej rodziny. Nie we wszystkich krajach tak jest.

Czyli lekarze mogą sobie wypisywać leki na zaburzenia psychiczne?

Oczywiście, każde leki. Także dentyści, a nawet lekarze weterynarii. Mamy do tego specjalne druki. To trochę tak, jakby oczywistym było to, że mamy się sami leczyć i nie zajmować swoimi przypadłościami cennego czasu innych lekarzy. O ile można sobie zmierzyć ciśnienie tętnicze czy odczytać wynik badania laboratoryjnego, o tyle zbadanie i rzetelna ocena własnego stanu psychicznego jest ryzykownym przedsięwzięciem. W psychiatrii potrzebne jest obiektywne spojrzenie z zewnątrz oraz relacja terapeutyczna. Żadnego z tych elementów nie możemy zrealizować, próbując być na raz i lekarzem, i pacjentem. Jednorazowa konsultacja u kolegi, który mówi: "przepisz sobie ten i ten lek", także nie jest dobrym rozwiązaniem, bo leczenie jest procesem.

Przeprowadziłam badanie, w którym zapytałam ponad 1000 lekarzy, co by zrobili, gdyby podejrzewali u siebie np. depresję. Jeden na pięciu lekarzy zbagatelizowałby problem i nie zrobiłby nic, jeden na pięciu "przepisałby sobie lek". Część zasięgnęłaby koleżeńskiej porady. Tylko co trzeci lekarz deklarował, że po prostu poszedłby do specjalisty jak "normalny" pacjent.

5 mitów o chorobach psychicznych
5 mitów o chorobach psychicznych [6 zdjęć]

Piętno choroby psychicznej może prowadzić do wielu błędnych opinii. Negatywne stereotypy stwarzają nieporozumienia,...

zobacz galerię

A co z psychiatrami? Czy oni mają częściej problemy psychiczne? Jest taka teoria, że jeżeli, ktoś wybiera taką specjalizację, to chce pomóc sobie albo swojej rodzinie. Czy ona jest prawdziwa?

Zbadanie motywacji do wyboru konkretnej specjalności mogłoby być fascynujące! Sądzę, że może się zdarzyć, że rozwijając swoją zawodową ścieżkę, lekarz kieruje się względami osobistymi. Tak bywa też np. w przypadku naukowców - po prostu to, co nas szczególnie interesuje, ma dla nas w takim czy innym sensie osobisty wydźwięk, prywatne znaczenie.

Co do psychiatrów - na pewno mają większą świadomość co do ważności sfery psychicznej. Dlatego częściej dopuszczają możliwość pomocy, choć niestety bardzo chętnie leczą się sami, co potwierdziło się w moim badaniu.

Przeczytaj również:

A czy nie jest tak, że lekarze sami pracują na te problemy psychiczne, czy problemy z wypaleniem, bo biorą na siebie za dużo? Sama powiedziała pani, że polscy lekarze pracują bardzo dużo, najpierw w państwowym szpitalu, a potem w prywatnym gabinecie.

A jak pani myśli, dlaczego lekarze tak dużo pracują?

No właśnie. Dla pieniędzy?

A wie pani jakie są zarobki w państwowych szpitalach? Ile na przykład zarabiają za godzinę swojej pracy rezydenci?

Zarobki rezydentów są rzeczywiście bardzo małe. Ale chyba potem lekarz zarabia znacznie więcej?

Lekarz studiuje 6 lat, odbywa staż, a potem przez co najmniej 5-6 lat robi specjalizację. Przez te wszystkie lata musi jakoś utrzymać siebie i rodzinę. To jest takie obiegowe, że "biegniemy za pieniędzmi", tymczasem na przeciążanie się pracą składa się dużo czynników, zarówno finansowych, jak i osobowościowych i systemowych. Moi znajomi, którzy nie są lekarzami, nie mogą uwierzyć, jak można pracować np. 30 godzin z rzędu. Ale my już na studiach oswajamy się z tymi realiami, a potem jest to już dla nas oczywiste. Że tak się pracuje - lekarz po nocnym dyżurze zostaje jeszcze na dzień w pracy, a nie wraca do domu. Że po jednej pracy idzie do drugiej. Mam takich pacjentów - lekarzy, którzy co dzień rano pracują w innej przychodni, a po południu w prywatnym gabinecie. Zdarza się, że pomylą dni i pojadą nie do tej przychodni, co trzeba. Kiedy pytam, dlaczego z czegoś nie zrezygnują, odpowiadają, że pracując w jednym miejscu, będą bardziej zależni, a to trudno znieść.

Proszę też pamiętać, że w Polsce jest zbyt mało lekarzy i gdybyśmy rzeczywiście pracowali tylko przepisowe 7 godzin 35 minut dziennie, bo tyle wynosi oficjalnie czas pracy lekarza, to pacjenci mieliby wielki problem z dostaniem się na jakąkolwiek wizytę. To błędne koło: pracujemy za dużo, bo nie umiemy inaczej, ale też dlatego, że jest na to zapotrzebowanie.

A z drugiej strony taki lekarz ma później problem, czy to z wypaleniem zawodowym, czy to uzależnia się od alkoholu, bo jest przepracowany. Rano szpital, potem prywatny gabinet. To się często odbija na rodzinie, rozpadają się małżeństwa, bo żona nie może wytrzymać, że męża – lekarza nie ma nigdy w domu.

Niekoniecznie męża, przecież ten zawód jest dość wyraźnie sfeminizowany. Poza tym podobnie jest z pracownikami korporacji, którzy od rana do nocy są w pracy, a jak wrócą do domu, natychmiast włączają służbowy komputer. Myślę, że to po prostu oznaka naszych czasów. Problemy w relacjach są nieuniknione. Łatwo z zewnątrz powiedzieć: "Nie pracuj tyle!", ale jak się w tym tkwi, to często trudno sobie wyobrazić inaczej swoje życie. I czasami ten kryzys w związku, depresja, czy objawy wypalenia to wołanie organizmu o pomoc. Chodzi o to, żeby ten sygnał odczytać i przewartościować swoje życie.

A czy pani ma takich pacjentów-lekarzy, którzy przez swoje doświadczenia, czy to z depresją, czy wypaleniem, przewartościowali swoje życie? Zmienili pracę?

Mam wielu pacjentów, którzy w wyniku kryzysu psychicznego przeorganizowali swoją pracę i całe życie, na przykład zmienili miejsce pracy na takie ze zdrowszą atmosferą albo zmienili godziny pracy tak, by mieć więcej czasu dla siebie i dla swoich bliskich, wrócili do pasji. Wiem, że jest to możliwe.

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska S.A. z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
    Ważne tematy