Zgodnie ze Sprawozdaniem z działalności spółki za rok obrotowy 2025 zeszły rok był dla Warszawskiego Szpitala Południowego czasem finansowej prosperity. Spółka zamknęła ten okres zyskiem netto na poziomie aż 14 334 272,87 zł. Wynik ten stanowi spektakularny zwrot w porównaniu do roku 2024, w którym placówka odnotowała stratę netto przekraczającą milion złotych (-1 066 621,23 zł).
Raport NiK
Z drugiej strony opublikowany niedawno raport Najwyższej Izby Kontroli ujawnił szereg nieprawidłowości w zarządzaniu szpitalem.
Kontrolerzy wskazali na błędy w rachunkowości, w tym brak aktualizacji polityki rachunkowości po zmianie siedziby i nazwy spółki oraz rozbieżności między zakładowym planem kont a systemem finansowo-księgowym.
"To jest patologiczna sytuacja". Warszawiacy karcząco o skandalu w szpitalu
Wedle ustaleń kontrolerów szpital nie sporządzał kalkulacji opłacalności dla wynajmu powierzchni i pomieszczeń podmiotom zewnętrznym. Stwierdzono przypadki niepodejmowania działań w celu wyegzekwowania kar umownych od opóźniających się kontrahentów oraz rezygnację z naliczania odsetek ustawowych za zwłokę. Kontrolerzy ujawnili też nienależną wypłatę premii dla lekarza kontraktowego w wysokości 532 tys. zł.
Dwie oddzielne rzeczywistości
– Kontrola NIK jest oczywiście krytyczna i absolutnie zwraca uwagę na rzeczy, które zostały przeprowadzone niewłaściwie. Szczerze mówiąc, nie uważam jednak, aby ten raport nie pozostawiał na szpitalu suchej nitki – mówi w rozmowie z WP abcZdrowie prof. Monika Raulinajtys-Grzybek, kierowniczka Think Tanku #SGH dla ochrony zdrowia.
– Wyłapano nieprawidłowości, które bez dwóch zdań muszą zostać uporządkowane. Tym niemniej raport NIK-u i sprawozdanie finansowe mówią o dwóch różnych rzeczywistościach. To jest jeden szpital, ale te dokumenty dotykają dwóch różnych aspektów jego funkcjonowania. Sprawozdanie pokazuje sytuację finansową, która uległa poprawie w wyniku konkretnych działań – podkreśla badaczka.
Prof. Raulinajtys-Grzybek zauważa, że w poprzednim roku szpital odnotował stratę na poziomie około miliona złotych, co przy przychodach rzędu 176 mln zł oznacza ujemną rentowność na poziomie zaledwie pół procenta. To niewiele.
– Szpital balansował na granicy rentowności, był delikatnie pod powierzchnią. Wdrożono jednak szereg działań, głównie po stronie przychodowej – przychody wzrosły rok do roku o blisko 28 proc., podczas gdy koszty wzrosły jedynie o 13 proc. Stąd tak wyraźna poprawa końcowego wyniku – wylicza ekonomistka.
Zasada czterech W
Jednak na ile świadczy to tylko o umiejętnościach w zarządzaniu szpitalnym budżetem, a na ile jest efektem specyfiki finansowania ochrony zdrowia w Polsce?
– Finansowanie systemu ochrony zdrowia zbudowaliśmy na zasadzie czterech W: wszyscy, wszystko, wszędzie i wszystkim. Zatem szpital dobrowolnie w ramach zakontraktowanego zakresu wybiera sobie z koszyka świadczeń gwarantowanych procedury, na których chce się koncentrować. I robi to według jasnego klucza. Wybiera te obszary, gdzie mamy nielimitowane finansowanie oraz wysoką taryfę, czyli wysoką marżowość określonych procedur – mówi w rozmowie z WP abcZdrowie ekonomistka prof. Małgorzata Gałązka-Sobotka, rektor Uczelni Łazarskiego i była wiceprzewodnicząca Rady Narodowego Funduszu Zdrowia.
Jej zdaniem, konstruując w ten sposób portfel usług, szpital jest w stanie bardzo dobrze bilansować działalność, bo ma możliwość nielimitowanego przychodu od NFZ-u.
– Absolutnie nie dziwi mnie to, że Szpital Południowy zamknął rok budżetowy z dobrym wynikiem finansowym, bo wypracował taki modus operandi swojej działalności, który pozwolił mu wybrać świadczenia maksymalizujące przychody. – Pamiętajmy też, że Szpital Południowy jest tak naprawdę najmłodszym szpitalem w Warszawie. W związku z tym bardzo zabiegał o swoje usadowienie się w ekosystemie warszawskiej ochrony zdrowia i znalezienie własnej domeny działalności. Chcąc przyciągnąć do siebie lekarzy, na tym wysoce konkurencyjnym rynku pracy musiał w naturalny sposób płacić im więcej – tłumaczy ekonomistka.
Sukces dzięki in vitro
Zgodnie z datowanym na kwiecień tego roku sprawozdaniem na ten wynik wpłynęło urealnienie kontraktu z NFZ oraz dynamiczny rozwój programu in vitro, którego finansowanie przeklasyfikowano w rachunku zysków i strat.
Głównym źródłem przychodów szpitala pozostał kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia, który wzrósł o 21,50 proc. – z poziomu 164 643 999,84 zł w 2024 roku do 200 043 699,93 zł w roku 2025 (wzrost o 35 399 700,09 zł). Z kolei pozycja "Pozostałe przychody z działalności podstawowej", zasilana m.in. środkami z programu in vitro, wzrosła o 99,29 proc. do poziomu 21 701 417,07 zł. Według danych NIK sam program leczenia niepłodności przyniósł placówce blisko 9,9 mln zł w okresie od stycznia do września 2025 r., wobec nieco ponad 3 mln zł w całym 2024 roku.
– Warto pamiętać, że program in vitro jest finansowany z budżetu miasta, a nie z Narodowego Funduszu Zdrowia – to środki z zupełnie innej kieszeni. To efekt pracy ludzi zatrudnionych w szpitalu, którzy dostali zadanie poprawy sytuacji i je zrealizowali. Ktoś przygotował np. dokumentację pod program in vitro i wywalczył kontrakt. Za tym stoją realne ludzkie sukcesy i cieszę się, że administracja dała radę, bo często współpracuję z tymi osobami w szpitalach i wiem, ile wysiłku to wymaga – podkreśla prof. Raulinajtys-Grzybek.
Łakomy kąsek dla szpitali
Prof. Gałązka-Sobotka zaznacza z kolei, że program leczenia niepłodności to dobry przykład świadczenia, na którym szpital może rzeczywiście bardzo dobrze zarobić.
– Nie jest tajemnicą, że w środowisku ginekologów, położników i endokrynologów coraz częściej zwraca się uwagę na to, iż bardzo wysoka, korzystna wycena sprawiła, że program leczenia niepłodności stał się dla szpitali łakomym kąskiem. Choć został stworzony z myślą o kobietach, które z powodu różnych uwarunkowań zmagają się z naprawdę długotrwałą, przewlekłą niepłodnością – na przykład są to pacjentki po leczeniu onkologicznym – to okazuje się, że korzystają z niego także osoby, u których zawiodło leczenie innymi metodami, a w ich wypadku proces leczenia jest krótszy niż ten pierwotnie zaplanowany. To bezpośrednio przekłada się na jego opłacalność dla szpitala – podkreśla ekonomistka.
– Ten program – i to też nie jest tajemnicą – został dobrze wyceniony, a chętnych do jego realizacji jest bardzo wielu. Zatem ten, kto otrzymał prawo do jego wdrażania, w tym przypadku Szpital Południowy, w naturalny sposób skupił się przede wszystkim na maksymalnej eksploracji tego źródła finansowania – zaznacza prof. Gałązka-Sobotka.
Zdaniem rektorki w polskim systemie zdrowia co rusz pojawiają się takie "wulkaniczne wybuchy" konkretnych świadczeń, które są dla szpitali niezwykle korzystne pod względem finansowym i pozwalają bilansować budżet oraz konkurować o najlepszych lekarzy. – Proszę zauważyć, że w ochronie zdrowia od lat mówimy językiem pieniądza: "to się opłaca", "to jest źle wycenione", "to zbyt kosztowne". Aspekt kliniczny jest co najwyżej na drugim miejscu – podsumowuje prof. Małgorzata Gałązka-Sobotka.
Granica między publicznym a prywatnym
Z drugiej strony to właśnie zysk finansowy pozwala szpitalom, choćby na rozwiązywanie takich problemów, jak opisane w raporcie NIK braki w infrastrukturze szpitalnej.
– Zysk jest szpitalowi potrzebny po to, aby mógł inwestować, rozwijać się i zapobiegać awariom infrastruktury, takim jak chociażby problemy techniczne w prosektorium. Podmiot, który konsumuje wszystkie środki na bieżąco, nie ma funduszy na remonty czy poprawę warunków lokalowych – wyjaśnia ekspertka SGH.
Jednak ten sam raport wyraźnie wskazuje na nadużycia, takie jak świadczenie w szpitalu usług płatnych przy użyciu publicznego sprzętu, w salach operacyjnych i w godzinach, które zgodnie z umową z NFZ powinny być przeznaczone na leczenie bezpłatne.
– Działalność komercyjna w szpitalach, zwłaszcza tych działających w formie spółek, jest dopuszczalna i stanowi pewien sposób na podreperowanie budżetu. Nieprawidłowość pojawia się jednak wtedy, gdy te świadczenia są realizowane przez ten sam personel, w tych samych gabinetach i w tym samym czasie, co usługi publiczne finansowane przez NFZ. Na to właśnie zwrócił uwagę NIK i jest to ewidentne przekroczenie reguł. Wykazano szereg nieprawidłowości związanych z naciąganiem zasad na styku działalności prywatnej i publicznej. Taka optymalizacja poszła o krok za daleko – zauważa prof. Raulinajtys-Grzybek.
Najbardziej znany szpital w Polsce
Warszawski Szpital Południowy niechlubną sławę zdobył w ostatnich miesiącach za sprawą nadużyć ujawnionych przez media. W czerwcu głośno zrobiło się o 28-letnim lekarzu bez specjalizacji, Dawidzie Kacprzyku, który był koordynatorem szpitalnego oddziału ratunkowego i w placówce zarobił gigantyczne pieniądze. Według medialnych doniesień Kacprzyk, będący jednocześnie radnym dzielnicy Ursus z ramienia Koalicji Obywatelskiej, miał również stworzyć tzw. salonik VIP, gdzie na leczenie mieli być przyjmowani poza kolejnością politycy.
Sprawa Dawida Kacprzyka to nie wszystko. Do poważnych nadużyć miało dochodzić także w prosektorium Szpitala Południowego. Media informowały też o śmierci pacjenta, którego znaleziono w szpitalnej łazience.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.