Trwa ładowanie...

Sezon chorobowy w Polsce nabiera rozpędu. Brakuje antybiotyków i miejsc w przychodniach

Trwający sezon chorobowy wśród najmłodszych daje o sobie znać ze zdwojoną siłą. Pediatrzy alarmują, że w aptekach brakuje antybiotyków "pierwszego rzutu". Co więcej, dla pacjentów na bieżąco brakuje miejsc w przychodniach. - Chorzy są odsyłani na nocną pomoc lekarską, która pęka w szwach. W niedzielę moja koleżanka miała prawie 100 pacjentów na dyżurze – mówi w rozmowie z WP abcZdrowie dr Łukasz Durajski, członek Amerykańskiej Akademii Pediatrii.

Zobacz film: "Prof. Simon odradza leczenie amantadyną pacjentów z COVID-19"

spis treści

1. W aptekach brakuje antybiotyków

Pediatrzy alarmują, że w aptekach i hurtowniach na terenie całego kraju brakuje popularnych antybiotyków: amotaksu oraz ospamoxu, których substancją czynną jest amoksycylina. Antybiotyki na bazie amoksycyliny są stosowane w leczeniu większości infekcji dotykających dzieci, m.in. w leczeniu górnych i dolnych dróg oddechowych, zapaleniu oskrzeli czy zakażeniach układu moczowego.

- Wraz z powrotem dzieci do przedszkoli i szkół zauważyliśmy bardzo istotny wzrost liczby różnego rodzaju infekcji dróg oddechowych. Zaczęło się pojawiać mnóstwo recept na antybiotyki dla tej grupy wiekowej. Doszło do tego, że w pewnej chwili zaczęło brakować niektórych preparatów stosowanych w tego typu infekcjach. Obecnie brakuje w hurtowniach m.in. amoksycyliny w postaci zawiesiny stosowanej u najmłodszych pacjentów, która jest jednym z częściej przepisywanych leków w infekcjach dróg oddechowych – przyznaje w rozmowie z WP abcZdrowie Łukasz Przewoźnik, farmaceuta.

Dr Łukasz Durajski, członek Amerykańskiej Akademii Pediatrii, dodaje, że obecnie choruje znacznie więcej dzieci, niż było to rok temu. Braki w hurtowniach wynikają z niewłaściwej oceny zapotrzebowania na leki w tym sezonie.

- W zeszłym roku nie było aż tylu infekcji i firmy farmaceutyczne zmarnowały spore sumy pieniędzy, bo te leki nie były aż tak potrzebne i niestety trzeba było je wywalić. Teraz mamy zupełnie odwrotną sytuację. Producenci nie doszacowali zapotrzebowania i leków brakuje – informuje dr Durajski.

Alternatywą dla wymienionych wyżej antybiotyków są ich zamienniki.

- Jak zapewnia producent leków, czyli Polfa Tarchomin, dostępność w hurtowniach powinna w najbliższym czasie wrócić do normy – dodaje Przewoźnik.

Sezon chorobowy w Polsce nabiera rozpędu. Brakuje antybiotyków i miejsc w przychodniach. "Pacjentów jest tyle, że podstawowa opieka zdrowotna jest niewydolna"
Sezon chorobowy w Polsce nabiera rozpędu. Brakuje antybiotyków i miejsc w przychodniach. "Pacjentów jest tyle, że podstawowa opieka zdrowotna jest niewydolna" (East News)

2. Kiedy podawanie antybiotyków ma uzasadnienie?

Dr Durajski zwraca szczególną uwagę na przywiązanie Polaków do antybiotyków i przestrzega przed ich nadmiernym przepisywaniem. W przypadku wielu infekcji nie są one konieczne i dostatecznie skuteczne.

- Niestety rodzice i pacjenci w Polsce kochają antybiotyki, a lekarza, który antybiotyku nie przepisze, traktują, brzydko mówiąc, jak konowała. Zapotrzebowanie to jest dla mnie dziwne i niezrozumiałe, bo nie widzę potrzeby, aby podawać antybiotyki dzieciom tak często, jak ich rodzice by tego wymagali. Ja w swojej praktyce rzadko je przepisuję. Tak naprawdę powinny być stosowane tylko wtedy, kiedy mamy do czynienia z potwierdzoną infekcją bakteryjną – twierdzi pediatra.

W wielu sytuacjach antybiotyki są nadużywane, co upośledza odporność. Zamiast nich dr Durajski sugeruje podawanie leków przeciwzapalnych.

- Większość infekcji kataralnych typu przeziębienie w ogóle antybiotyków nie wymaga. Podobnie jest w przypadku jelitówek, tu antybiotyków po prostu podawać nie wolno. Zapalenia uszu także nie leczy się antybiotykami. One osłabiają odporność i przez to dzieci chorują coraz częściej i poważniej – dodaje ekspert.

3. Dr Durajski: POZ jest niewydolna

Dr Durajski podkreśla, że oprócz problemów z dostępnością leków, medyków trapi inny kłopot: przeciążenie służby zdrowia. Duża liczba infekcji wśród dzieci jest zauważalna nie tylko w przychodniach, lecz także w szpitalnych oddziałach ratunkowych.

- Wiem to z autopsji, ponieważ dyżuruję zarówno na jednym z warszawskich SOR-ów, jak i w nocnej pomocy lekarskiej. Pacjentów jest tyle, że podstawowa opieka zdrowotna jest niewydolna. Chorzy są odsyłani na nocną pomoc lekarską, która pęka w szwach. W niedzielę moja koleżanka miała prawie 100 pacjentów na dyżurze. Pamiętam, że 3 lub 4 lata temu, 31 stycznia przyjąłem w ciągu doby 163 pacjentów, więc sytuacja zaczyna się powtarzać – podkreśla dr Durajski.

Z jakimi najczęściej infekcjami zmagają się obecnie najmłodsi?

- Obserwujemy mnóstwo różnych zachorowań, nie ma żadnej reguły. Wczoraj przyjąłem 40 dzieci, z różnymi przypadłościami. Od zapalenia uszu, przez infekcję dróg moczowych po bostonkę – wymienia lekarz.

Największe obawy wzbudza jednak nieporównywalna dotąd skala zakażeń wirusem RSV. Infekcji wśród dzieci stale przybywa, a najmłodsze z nich chorują bardzo ciężko.

- Infekcja wywołana wirusem RSV jest infekcją górnych dróg oddechowych i jest szczególnie groźna dla tych najmłodszych pacjentów. Miałem nieprzyjemną okazję odsyłać pacjentów z SOR-u, na którym pracuję, do innego szpitala, bo niestety ten był przepełniony. Także kłopot jest widoczny gołym okiem. A pacjenci z RSV muszą być przyjmowani, ponieważ wirus sieje duże spustoszenie – informuje dr Durajski.

4. Dzieci ciężko chorują na RSV

Dzieci zakażają wirusem RSV także dorosłych, przez co niekiedy chorują całe rodziny. Dla dorosłych wirus nie jest jednak tak groźny jak dla dzieci i seniorów. To najmłodsi są najbardziej narażeni na ciężki przebieg infekcji wywołanej tym wirusem.

Przy zakażeniu RSV najczęściej pojawiają się następujące objawy:

  • katar,
  • kaszel,
  • senność,
  • objawy zapalenia ucha środkowego,
  • gorączka,
  • tzw. duszność wdechowa,
  • świst krtaniowy,
  • różny stopień niedotlenienia (zasinienie),
  • bezdech.

- Dzieci niestety zarażają się bardzo szybko, dla większości z nich jedyną formą ochrony jest właściwie izolacja. Dla dzieci, które są obciążone, mamy szczepienie przeciwko RSV. W szpitalach dzieci zakażone tym wirusem przebywają w izolatkach czy salach z pacjentami zakażonymi RSV. Nie mamy też leczenia przyczynowego, pozostaje tylko objawowe: tlenotarapia, sterydoterapia czy inne metody odciążające oddychanie pacjenta – tłumaczy ekspert.

Statystyki pokazują, że zapadalność na wirusa RSV wśród najmłodszych wynosi 50 proc. Choroba charakteryzuje się ciężkim zapaleniem płuc, dusznościami czy bezdechami także podczas snu.

- W niektórych przypadkach postać tego wirusa może być śmiertelna. Dlatego nie lekceważmy objawów chorobowych i zgłaszajmy się z najmłodszymi do lekarzy – podsumowuje dr Durajski.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Zobacz także:

Nie czekaj na wizytę u lekarza. Skorzystaj z konsultacji u specjalistów z całej Polski już dziś na abcZdrowie Znajdź lekarza.

Polecane dla Ciebie
Komentarze
Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
    Pomocni lekarze
    Szukaj innego lekarza