Zdrowie psychiczne. Człowiek pod presją

Za znak czasu trzeba uznać przełamanie wstydu, jaki przez lata towarzyszył leczeniu u psychiatry. Gabinety i przychodnie psychiatryczne są dziś często odwiedzane przez osoby, którym z pozoru dopisuje zdrowie. Psychika to jednak materia nader delikatna, a jej niedomagania nie muszą się ujawniać w sposób drastyczny, jaskrawy, groźny dla otoczenia, które zawsze bało się odmienności i „czubków”.

Psychikę współczesnego człowieka drąży i osacza mnóstwo niekorzystnych czynników, głównie zewnętrznych, niekiedy też organicznych. Pod ich wpływem ulega ona zaburzeniom. Niektóre z nich należą obecnie do bardzo popularnych schorzeń.

Z dr n. med. Hanną Badzio-Jagiełło, psychiatrą z Kliniki Chorób Psychicznych i Zaburzeń Nerwicowych Akademii Medycznej w Gdańsku, rozmawia Anna Jęsiak.

Zobacz film: "Polacy żyją aż 7 lat krócej niż Szwedzi"

Anna Jęsiak: Kogo uznajemy za osobę zdrową psychicznie?

Dr n. med. Hanną Badzio-Jagiełło: Człowiek zdrowy psychicznie jest zadowolony z relacji międzyludzkich i usatysfakcjonowany pracą zawodową. Na życiowe problemy reaguje konstruktywnie, chce i potrafi je rozwiązywać. Odróżnia sprawy, którymi warto się zajmować, bo można je zmienić od tych, które są już nie do naprawienia, więc nie powinny nas angażować.

- Co musi się z nami dziać, byśmy zaniepokoili się o swoją psychikę?

Jeżeli mamy przekonanie, że życie jest trudne i nie dajemy sobie z nim rady, a obowiązki nas przerastają, kiedy obserwujemy u siebie obniżenie nastroju – nie cieszy nas to, co zazwyczaj dawało radość i zaczynamy unikać ludzi, gdy ogarnia nas poczucie zagrożenia i coraz gorzej sypiamy lub wręcz borykamy się z bezsennością, to sygnał, by szukać pomocy u lekarza.

- U psychiatry, psychologa, neurologa? A może po prostu u internisty?

Najlepiej u psychiatry, bo jest to specjalista, który – mówiąc najogólniej – zajmuje się emocjami, pomaga radzić sobie z życiem jak najmniejszym psychicznym kosztem.

Do psychiatry trafiają ludzie, którzy źle funkcjonują – nie idzie im praca ani nauka, nie układają się stosunki z ludźmi. Internista może tu bezradnie rozłożyć ręce, bo taki pacjent ma często wyniki podstawowych analiz i badań w normie.

Zadaniem lekarza psychiatry jest ocena sytuacji, rozpoznanie, czy i jak można ją poprawić, a przede wszystkim diagnoza, ustalenie, czy kłopoty pacjenta są konkretnymi zaburzeniami psychicznymi. Nie każda osoba niezadowolona z siebie czy spotykająca się z dezaprobatą otoczenia kwalifikuje się przecież do leczenia psychiatrycznego.

Nie ma mowy o optymalnym leczeniu psychiatrycznym bez współpracy z psychologiem. Są też schorzenia, którymi powinien zajmować się wyłącznie psycholog. Należą do nich zaburzenia funkcjonowania o podłożu psychogennym, środowiskowym. Pojawiają się wówczas, gdy istnieje nierównowaga pomiędzy naciskiem z zewnątrz a możliwością odpowiedzi ze strony jednostki.

Zaburzenia te są krótkotrwałe, nie prowadzą do przewlekłych zmian w funkcjonowaniu, określanych jako objawy. Neurologia natomiast ma inne pole działania. Koncentruje się na stwierdzonych mikro- i makroskopowo uszkodzeniach centralnego układu nerwowego, przekładających się na pojedyncze funkcje i emocje. Psychiatria obejmuje zaś całokształt emocji i myślenia.

10 zawodów, które zwiększają ryzyko depresji
10 zawodów, które zwiększają ryzyko depresji [10 zdjęć]

Amerykańska organizacja badająca stan zdrowia, poziom uzależnienia wśród obywateli USA, National Survey...

zobacz galerię

- Wizyta u psychiatry była kiedyś odbierana jako coś wstydliwego. Przyznawano się raczej do korzystania z pomocy neurologa w przekonaniu, że brzmi to lepiej.

Odium ciążące na psychiatrii zdaje się odchodzić w przeszłość. Dawniej kojarzono tę dyscyplinę przede wszystkim ze stanami krańcowymi, skazującymi na izolację chorego od otoczenia. A także z lekami psychotropowymi o licznych działaniach ubocznych, również utrudniających normalne funkcjonowanie. Dzisiaj psychiatra leczy zarówno ciężkie przypadki, jak i zaburzenia snu. Pomaga w tych sytuacjach, gdy jest nam źle ze sobą, a otoczeniu – z nami.

Nie znaczy to, że współczesna psychiatria nie zajmuje się już ciężkimi schorzeniami. Leki nowej generacji i nowoczesna diagnostyka sprawiają jednak, że np. schizofrenia nie oznacza wyroku i eliminacji chorego z normalnego życia. Jest chorobą uleczalną. Stosunkowo łatwo leczy się też niewielkie zaburzenia funkcjonowania, zwłaszcza w początkowym stadium.

Przeczytaj koniecznie

- Czyli i tutaj choroba wcześnie wykryta lepiej rokuje w leczeniu?

Oczywiście. Głównym objawem wszelkich zaburzeń psychicznych jest lęk, uczucie irracjonalne, nieproporcjonalne do wywołującego je bodźca. W psychiatrii jest to bodziec specyficznie lękotwórczy dla danej osoby. Taki lęk, a nie strach będący uzasadnioną reakcją w obliczu jakiegoś zagrożenia, paraliżuje i obezwładnia. Rodzi też agresję. Odgrywa w życiu rolę destrukcyjną, niszczącą. Jeśli więc zaburzenie rozwija się i narasta, płaci się za nie niekiedy wysoką życiową cenę. Wcześnie podjęte leczenie oszczędza takich konsekwencji i daje szybszy efekt.

- Dlaczego psychiatria odchodzi od terminu „choroby psychiczne” na rzecz zaburzeń psychicznych? Przecież psychozy, do których należy schizofrenia, zaburzenia afektywne typu depresji, uzależnienia czy nerwice to bardzo różnorodne zagadnienia.

Ich wspólnym mianownikiem jest jednak zaburzone funkcjonowanie. To my, lekarze, w celach praktycznych, aby lepiej się ze sobą porozumiewać i wiedzieć, jak leczyć, opatrujemy poszczególne przypadki różnymi „etykietami”. Przypisujemy poszczególnym zaburzeniom określoną kategorię.

Powodem, dla którego operuje się obecnie raczej określeniem „zaburzenia” zamiast „choroby psychiczne”, jest trudność z ustaleniem normy. Poza ewidentnymi przypadkami przekroczenia powszechnie przyjętych granic, człowiek sam ustala sobie normę. Każdy z nas może powiedzieć: jestem dla siebie "normą". Ma do tego prawo.

- Groźne to brzmi...

Tylko pozornie, bo cóż oznacza? Jedynie to, że nasz sposób bycia i życia to kwestia wyboru. Można dziwacznie się ubierać, odżywiać trawą, chodzić po ulicy ze skórką banana na głowie, radośnie podśpiewując. Nikomu nic do tego, jeżeli jest nam z tym dobrze. Pod jednym warunkiem, że nie zagrażamy sobie oraz zdrowiu i życiu innych, nikogo nie krzywdzimy.

Mamy prawo leczyć człowieka wbrew jego woli tylko wtedy, gdy jest on niebezpieczny dla swojego zdrowia i życia oraz innych osób, a także wówczas, kiedy destrukcyjnie wpływa na środowisko. Bardzo rzadko zdarza się, że właśnie otoczenie uznaje konieczność leczenia. Dotyczy to osób, które silnie pobudzone emocjonalnie reagują nietypowo, ekstremalnie i długo trwają w takim stanie.

- Z jakimi zaburzeniami psychicznymi najczęściej styka się pani doktor w swej praktyce?

Z depresjami. Obserwuję, że z roku na roku mniej więcej o połowę rośnie liczba depresyjnych pacjentów i to w różnych grupach wiekowych i środowiskach – wśród studentów i wśród mieszkańców wielkomiejskich blokowisk. O depresji mówimy wtedy, gdy wyczerpują się mechanizmy obronne człowieka.

Na trudności życiowe nie reaguje on już zwiększoną energią i chęcią pokonywania przeszkód, lecz wycofuje się, nie próbuje stawić czoła owym przeszkodom, nie podejmuje żadnych innych spraw. Dołączają się do tego objawy somatyczne – zaburzenia snu i łaknienia, pracy jelit, ukrwienia, kłopoty sercowo-naczyniowe. Stan psychiczny rzutuje na wszystkie sfery funkcjonowania organizmu.

- Czym tłumaczyć wzrost zachorowań?

Na pewno sprzyjają im nowe warunki, w jakich przychodzi teraz żyć. Brak „ochronnego parasola”, ponoszenie konsekwencji decyzji własnych i zdarzeń losowych. Odczuwamy ciężar odpowiedzialności, bo większa wolność oznacza jednocześnie większą możliwość wyboru, ale i większą odpowiedzialność.

Coraz częściej łączy się wzrost przypadków depresji z rosnącym brakiem poczucia bezpieczeństwa, co wynika m.in. z zaniku tradycyjnych funkcji rodziny. Badania potwierdzają związek między zachorowaniami a coraz większą liczbą rodzin niepełnych i rozwodów.

- Tak już jest, że żyjemy pod presją – wymagań i oczekiwań innych, a także własnych ambicji i dążeń, którym nie zawsze potrafimy sprostać. To nie sprzyja psychicznemu zdrowiu.

I przekłada się na konkretne zaburzenia. Należą do nich choćby nerwice, do których dochodzi wówczas, gdy człowiek z jakichś powodów – zewnętrznych lub wewnętrznych – nie daje sobie rady w konkretnej roli (żony, matki, męża, ojca, szefa) i chce z niej zrezygnować.

Związek ze społecznymi czy środowiskowymi naciskami i presją ma popularne dziś zaburzenie jedzenia – bulimia. Jest to kompensowanie jedzeniem niepokoju wywołanego rezygnacją ze spełnienia tych nadmiernie ambitnych oczekiwań. Inne zaburzenie związane z jedzeniem, anoreksja, jest konsekwencją napięcia wywołanego dążeniem do kontroli jak największej części rzeczywistości.

Obsesyjna kontrola skupia się na własnym ciele, zamyka się w indywidualnych granicach. Anoreksja w 20 proc. przypadków bywa śmiertelna, prowadzi do nadmiernego wychudzenia i unicestwia z głodu.

Polecamy w serwisie www.poradnia.pl: Depresja - objawy

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska S.A. z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
    Ważne tematy