Trwa ładowanie...

Indyjski wariant koronawirusa powoduje nowe objawy COVID-19. Dr Grzesiowski tłumaczy dlaczego

Odkąd wariant Delta stał się dominującym w Indiach, lekarze zaczęli obserwować nowe objawy COVID-19 u swoich pacjentów. Wymieniają m.in. uszkodzenia słuchu, ciężkie zapalenie migdałków czy zakrzepy krwi prowadzące do gangreny. Dr Paweł Grzesiowski, pediatra i immunolog, ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. COVID-19, wyjaśnia, dlaczego nowe warianty koronawirusa powodują niespotykane dotąd objawy.

Zobacz film: "Prof. Flisiak: Nie ma dowodów, że śmiertelność po szczepionce wśród seniorów jest większa"

spis treści

1. Wariant indyjski bardziej zakaźny

Obecność indyjskiego wariantu koronawirusa, znanego także jako Delta lub B.1.617.2, odnotowano już w ponad 60 krajach świata. Naukowcy alarmują, że w Indiach i Wielkiej Brytanii jest to już dominujący wariant SARS-CoV-2. Delta jest także najbardziej zakaźną mutacją koronawirusa z dotychczas poznanych i stwarza większe ryzyko cięższego przebiegu choroby.

Zdaniem prof. Marii Gańczak, epidemiolożki i specjalistki z Katedry Chorób Zakaźnych Uniwersytetu Zielonogórskiego, w przypadku mutacji indyjskiej współczynnik R (pokazujący, ile osób może zarazić jeden człowiek dotknięty danym wariantem) może przekraczać 4.

- Wiemy już, że wariant indyjski jest jeszcze bardziej transmisyjny niż wariant brytyjski, który był z kolei bardziej transmisyjny od wariantu D614G, który był z nami przez pierwszy rok epidemii. To widać zwłaszcza po tempie epidemii w Indiach. Boimy się tego, że trafi do nas ten wariant, który jest jeszcze bardziej zakaźny - podkreśla w rozmowie z WP abcZdrowie prof. Gańczak.

Indyjski wariant koronawirusa powoduje nowe objawy COVID-19
Indyjski wariant koronawirusa powoduje nowe objawy COVID-19 (Getty Images)

2. Wariant indyjski powoduje nowe objawy COVID-19

Jak poinformowała amerykańska agencja prasowa Bloomberg, indyjscy lekarze łączą z wariantem indyjskim nowe symptomy choroby, nieobserwowane wcześniej u pacjentów chorych na COVID-19.

Wśród nich wymieniają m.in.

  • zaburzenia słuchu,

  • ciężkie zapalenie migdałków,

  • dolegliwości gastryczne,

  • zakrzepy krwi, które są tak poważne, że mogą prowadzić nawet do obumierania tkanek i rozwoju gangreny. Niektóre przypadki kończą się amputacjami palców czy stóp.

"W zeszłym roku myśleliśmy, że poznaliśmy naszego nowego wroga, ale on się zmienił. Ten wirus stał się bardzo nieprzewidywalny" - powiedział dr Abdul Ghafur ze szpitala w Madrasie, największym mieście południowych Indii.

Jak podkreśla dr Paweł Grzesiowski, pediatra i immunolog, ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. COVID-19, nowy i nieobserwowany dotąd objaw, jakim są zaburzenia słuchu, jest dla specjalistów zaskakujący.

- Zaburzenia słuchu są z całą pewnością nowym objawem, zauważalnym u osób zakażonych indyjskim wariantem koronawirusa. Jest to interesujące dlatego, że o ile zaburzenia smaku wynikały z tego, że mamy bezpośrednio uszkodzone włókna w nosie i jamie ustnej, o tyle w uchu nie ma bezpośredniego ataku wirusa. Stąd zakoczenie - mówi w rozmowie z WP abcZdrowie ekspert.

Może to świadczyć o tym, że wariant indyjski cechuje się większą łatwością atakowania ucha środkowego.

- Takie są właściwości tego wirusa, który ma zdolność atakowania innego obszaru w jamie ustnej. Generalnie wirusy RNA mają to do siebie, że za każdym wariantem mogą iść inne objawy. To wynika z właściwości biologicznych patogenu - precyzuje dr Grzesiowski.

Lekarz wyjaśnia też, dlaczego w przypadku wariantu indyjskiego może dochodzić do ciężkiego zapalenia migdałków.

- Myślę, że ciężkie zapalenie migdałków może być pochodną tego, że wariant indyjski bardziej atakuje gardło i w związku z tym łatwiej jest mu przejść przez trąbkę Eustachiusza (połączenie gardłowo-ustne) do ucha. Wariant pierwotny zdecydowanie częściej atakował nos. Wariant indyjski atakuje błonę śluzową gardła, jego tylne ściany i dlatego w konsekwencji może dochodzić do zapalenia migdałków - wyjaśnia dr Grzesiowski.

3. Grzybica. Czy może być objawem COVID-19?

Indyjscy lekarze alarmują, że u pacjentów, którzy przebyli zakażenie koronawirusem, coraz częściej diagnozują przypadki tzw. czarnej grzybicy, czyli mukormykozy. Infekcję tę powoduje zakażenie grzybem rzędu Mucorales. Grzyb w Indiach występuje powszechnie, ale najwięcej jest go w glebie czy roślinach. Infekcja ta stanowi zagrożenie głównie dla osób z zaburzeniami lub niedoborami odporności, jak na przykład w przypadku pacjentów chorych na cukrzycę, choroby nowotworowe oraz HIV/AIDS. Jednak coraz więcej jest doniesień, że mukormykoza jest diagnozowana u osób po COVID-19.

Szacuje się, że do tej pory u pacjentów z COVID-19 stwierdzono blisko 9 tys. przypadków mukormykozy. Dr Paweł Grzesiowski przypuszcza, że infekcje grzybicze w Indiach są raczej wynikiem niedostatecznej opieki medycznej, aniżeli bezpośrednim następstwem COVID-19.

- Grzybice należą do lokalnych problemów azjatyckich. Natomiast od samego początku wiemy, że COVID-19 prowadzi do zatorowości. Nawet 30 proc. pacjentów z tą chorobą zmaga się z zatorowością - tłumaczy dr Grzesiowski.

- Indyjski wariant koronawirusa bardzo rzadko powoduje utratę węchu czy smaku, natomiast bardzo częstym objawem są biegunki. Mogą one prowadzić do dysbakteriozy, czyli zaburzenia flory bakteryjnej jelit, co również zwiększa ryzyko infekcji grzybiczej - dodaje prof. Joanna Zajkowska, specjalistka chorób zakaźnych.

Zdaniem prof. Zajkowskiej przypadki mukormykozy w Indiach można wytłumaczyć także ogromnym problemem nadużywania leków w tym kraju. Jak wiadomo, Indie są potęgą farmaceutyczną i wiele antybiotyków oraz sterydów można kupić w aptekach bez recepty.

- Władze tłumaczą to tym, że ludzie mają trudności z dostępem do lekarzy, dlatego leki są sprzedawane bez recepty - twierdzi prof. Zajkowska.

Podczas epidemii koronawirusa zarówno sterydy, jak i antybiotyki, są w Indiach stosowane powszechnie, często bez żadnych konsultacji z lekarzami. Wszystkie te prepaty mają poważne skutki uboczne, w tym wyniszczenie flory bakteryjnej, która stanowi naturalną barierę dla infekcji grzybiczych.

Prof. Anna Boroń-Kaczmarska, specjalistka chorób zakaźnych informuje, że nie spotkała się w Polsce z przypadkiem mukormykozy po COVID-19.

- Mykormykoza jest bardzo poważną, inwazyjną grzybicą układu oddechowego. Jeśli dojdzie do zakażenia płuc, to jest to najcięższa forma grzybicy. Dotąd takie przypadki w Polsce widziałam tylko w szpitalu wśród pacjentów z zakażeniem HIV w stadium AIDS - wyjaśnia prof.Boroń-Kaczmarska.

Prof. Zajkowska dodaje, że przypadki mykormykozy są rzadkie i nie stanowią zagrożenia dla polskich pacjentów po COVID-19, o ile te osoby nie cierpią na duże niedobory odporności.

4. Kiedy zgłosić się do lekarza?

Lekarze ostrzegają osoby, które zauważą u siebie zmiany skórne na dłoniach i stopach, aby traktowały je poważnie - powinny izolować się od społeczeństwa i jak najszybciej wykonać test w kierunku SARS-CoV-2.

- Zmiany skórne często są takim sygnałem ostrzegawczym, bo dotyczą w zdecydowanej większości osób bezobjawowych, które nieświadomie mogą zarażać innych. W związku z tym, jeśli pojawią się jakieś zmiany na skórze u osób, które wcześniej nie miały problemów dermatologicznych i mogły mieć kontakt z zakażonym SARS-CoV-2, to bezwzględnie powinny one wykonać badanie - wymaz w kierunku koronawiusa - podsumowuje prof. dr hab. n. med. Irena Walecka, kierownik Kliniki Dermatologii CMKP Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Zobacz także:

Polecane dla Ciebie

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

    Pomocni lekarze

    Szukaj innego lekarza