Trwa ładowanie...

Koronawirus w Polsce. Bohaterki drugiego planu. Historie pielęgniarek, które zmarły na COVID-19

109 osób - to liczba lekarzy, pielęgniarek i ratowników medycznych zmarłych na COVID-19 w Polsce. Kilkunastogodzinne dyżury, stroje ochronne, odciski na dłoniach od gumowych rękawiczek, coraz więcej pacjentów - tak wyglądała ich codzienność. Emilia, Jola i Ewa - trzy kobiety, które mimo dużego ryzyka, codziennie ratowały ludzkie życie. Niestety, za swoją gotowość do walki z niewidzialnym SARS-CoV-2 zapłaciły najwyższą cenę - życie.

Zobacz film: "Jak wygląda walka z koronawirusem na pierwszej linii frontu? Batrosz Fiałek odpowiada (WIDEO)"

1. Emilia Ptak, 59 lat

- Praca w karetce jest bardzo specyficzna, wymaga dużej odporności psychicznej, wiedzy i umiejętności. Tym bardziej ten zawód jest ciężki w czasie epidemii koronawirusa. Nie wszyscy pacjenci przyznają się do kontaktu z osobą zakażoną, ponieważ boją się, że nie uzyskają pomocy medycznej – opowiada Renata Robak, pielęgniarka oddziałowa w SPZZOZ w Janowie Lubelskim.

Renata znała Emilię Ptak od ponad 20 lat, czyli od chwili, kiedy Emilia zaczęła pracę jako pielęgniarka w karetce pogotowia.

- Emilka była twardą dziewczyną. Doskonale znała się na swojej pracy. Była osobą bardzo obowiązkową, pracowitą i cierpliwą. Miała też bardzo dobry kontakt z pacjentami. Prywatnie była osobą bardzo pogodną, wszyscy lubili z nią pracować – opowiada Renata.

Prawdopodobnie Emilia zakaziła się koronawirusem w pracy.

- Jeśli dostajemy z dyspozytorni informacje, że pacjent może być zakażony, zespół wyjeżdża w pełnym stroju ochronnym – opowiada Renata. Tak było też tym razem. Karetka, w której tego dnia pracowała Emilia, transportowała do szpitala kobietę w średnim wieku ze zdiagnozowanym COVID-19.

- U pacjentki wystąpiło nagłe zatrzymanie krążenia. Zespół zaczął ją reanimować, czyli intubować, wykonywać masaż serca, podawać leki. Mało, kto sobie wyobraża, jak wielkich pokładów energii wymaga reanimacja człowieka. Oznacza to również bliski kontakt z pacjentem na bardzo małej przestrzeni karetki. Ciężko jest w takiej sytuacji utrzymać wszystkie środki ostrożności. Sama intubacja jest bardzo niebezpieczna, ponieważ wytwarza się tzw. aerozol, rozpraszający wirusa wraz z powietrzem z płuc pacjenta – tłumaczy Renata.

Niestety, pacjentki nie udało się uratować. Wkrótce u samej Emilii wystąpiły objawy COVID-19.

- Wszystko się działo gwałtownie. W sobotę pojawiły się pierwsze objawy, a w poniedziałek Emilka już była w szpitalu, chwile później podłączono ją do respiratora. W tydzień jej już nie było – mówi Renata drżącym głosem.

Emilia osierociła dwóch synów. Brakowało jej zaledwie kilku miesięcy do przejścia na emeryturę.

- Dla wszystkich śmierć Emilii była olbrzymim szokiem. Tyle lat się znaliśmy, a tak nagle jej zabrakło. Wciąż to przeżywamy na całym oddziale. Ciężko jest się z tym pogodzić – opowiada Renata. – Dużo osób z personelu medycznego zakaża się, choruje, zdrowieje i wraca do pracy. Mimo ryzyka medycy dalej chodzą do pracy. Nigdy nie mieliśmy problemu z obsadzaniem karetek - dodaje.

2. Ewa Zawodna, 52 lata

- Jaka była Ewa? Prywatnie wesołą i pogodną osobą, a w pracy była po prostu niezastąpiona. Profesjonalna w każdym calu, do tego zawsze gotowa wziąć dyżur – opowiada Agnieszka Aleksandrowicz, pielęgniarka koordynująca na oddziale intensywnej terapii w Szpitalu Szczecinek. - Ewa lubiła swoją pracę. Tym bardziej jest mi ciężko o tym mówić, ponieważ zmarła na oddziale, na którym wcześniej sama pracowała - dodaje.

Agnieszka i Ewa znały się od ponad 20 lat. Cały ten czas razem pracowały na jednym oddziale. Od kiedy w Polce wybuchła epidemia koronawirusa część oddziału została przekształcona na covidową.

- To wszystko jest jeszcze świeże i bardzo szokujące. Zachorowałyśmy w tym samym czasie. Ja wyzdrowiałam, Ewa niestety nie - opowiada Agnieszka. Nie wiadomo, jak doszło do zakażenia koronawirusem. - Wtedy w Szczecinku było bardzo dużo zakażeń. Co rusz dochodziło do nowych ognisk i w szpitalach i poza nimi – opowiada Agnieszka.

Śmierć Ewy była olbrzymim ciosem dla całego oddziału.

- Bardzo nam jej brakuje. Był to dla wszystkich tak duży szok, że aż ciężko jest uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. Mimo to nikt z personelu nie próbował uciec na zwolnienie. Cytują Zbigniewa Świętochowskiego "wszyscy jesteśmy żołnierzami". My pielęgniarki, niesiemy pomoc chorym. Jest ich naprawdę dużo - opowiada Agnieszka.

3. Jolanta Baruciak, 54 lata

- Jola pracowała na oddziale chemioterapii, więc nie miała bezpośredniej styczności z pacjentami z COVID-19 – opowiada Maria Szmaj, również pielęgniarka. Obie pracowały w Centrum Pulmonologii i Torakochirurgii w Bystrej Śląskiej. Kobiety znały się od wielu lat.

- Często rozmawiałyśmy o życiu. Jola zawsze umiała wysłuchać drugą osobę. Była super człowiekiem i super pielęgniarką. Do dzisiaj nie mogę uwierzyć, że jej już nie ma. Zwłaszcza że nie mogła doczekać się wnuka. Odliczała każdy dzień do porodu córki. Niestety, babcią została dopiero po śmierci – opowiada Maria.

Nie wiadomo jak doszło do zakażenia. - Istnieje duże prawdopodobieństwo, że stało się to w pracy, jednak nie ma na to twardych dowodów – opowiada Maria.

Kiedy cała rodzina Jolanty była w kwarantannie, Maria wpadała, żeby zrobić im zakupy.

- Jeszcze dzień po mojej wizycie rozmawiałam z Jolą przez telefon. Mówiła, że nie czuje się najlepiej, ale daje radę. Nie należała do osób, które się rozczulają nad sobą. Była bardzo silną kobietą – opowiada Ewa. Dzień później zadzwonił mąż Jolanty i poinformował, że zmarła.

- Szok był olbrzymi. Do dzisiaj nie mogę dojść do siebie – opowiada Maria. - Nasz zawód wiąże się z dużym ryzykiem. Zwłaszcza teraz obciążenie psychiczne jest kolosalne. Każdy jednak stara się robić to, co w jego mocy. Wypieramy ze świadomości to, co złe i dalej idziemy naprzód – dodaje.

Zobacz także: Kardiolog Beata Poprawa dwa razy chorowała na COVID-19. "To było dramatyczne doświadczenie"

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Rekomendowane przez naszych ekspertów

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.